czwartek, 30 kwietnia 2015

[35] Cień Anioła - Iwona Czarkowska

Autor - Iwona Czarkowska
Tytuł - Cień Anioła
Oryginał - Cień Anioła
Gatunek - fantasy, młodzieżowe
Wydawca - Wydawnictwo Wilga
Data Wydania - 30 maj 2012
Ilość Stron - 320
Moja Ocena - 9/10















Karol Sobota na pierwszy rzut oka nie wyróżnia się niczym szczególnym – ma podobne problemy i zainteresowania jak tysiące współczesnych nastolatków. Wszystko zmienia się jednak pewnego dnia, gdy Karol na jednej z warszawskich ulic wpada na… anioła. A potem zdaje sobie sprawę, że aniołów jest dużo, dużo więcej. Kim są i czego chcą od chłopaka? Kto jest kim? Kto kogo udaje? Kto jest dobry, kto zły?
Widziałeś ich?
Czy to możliwe, że były przy nim każdego dnia? Że żyją wśród nas? I że nie zawsze mają dobre intencje? 

    Wstyd się przyznać, ale Cień Anioła to moje pierwsze spotkanie z polską literaturą, nie licząc oczywiście lektur. Byłem dość ciekaw co zaproponuje nam w swoim dziele pani Czarkowska, i jestem bardzo pozytywnie zaskoczony, bo jak na polską powieść wypada bardzo dobrze. Słowa z wprowadzenia są takie prawdziwe, zakochałem się w nich :

''Wszyscy jesteśmy aniołami z jednym skrzydłem i możemy latać, tylko obejmując drugiego człowieka"
Luciano De Crescenzo

    Przechodząc do samej powieści to lekka lektura skierowana głównie do młodzieży, ale uważam, że dorośli też nie pogardzą taką pozycją. Nie jest to też lektura górnych lotów, ale jak na polską autorkę jestem pod dużym, pozytywnym wrażeniem. Książka opowiada o Karolu, chłopcu widzącym anioły. Fajnie, że autorka wplata w dialogi czy opisy młodzieżowy slang, co według mnie dodaje autentyczności całej książce i czyta się naprawdę przyjemnie. Nie jest to też typowe ukazanie aniołów, jakich każde z nas zna, nie mają cudnych, białych skrzydeł, ponieważ posiadają tylko jedne, które przybiera różne kolory. Czemu zatem nasz szesnastoletni bohater widzi owe duchy? Czy każdy anioł jest dobry i ma dobre zamiary? 
    Wiele osób iż książka zawiera za dużo slangu młodzieżowego, co mnie osobiście śmieszy, przecież to lektura o młodzieży dla młodzieży. Pani Czarkowska przedstawia Warszawę żyjącą swoim życiem, niezbyt nudzące opisy jak i niebanalne, choć czasami śmieszne dialogi...

''Jak to było? - usiłował sobie przypomnieć. - Przejście otwiera się wtedy, kiedy próbuje je otworzyć ktoś, kto jego otwarcia bardzo potrzebuje.''

    Cień Anioła to poruszająca powieść o życiu młodego człowieka, które zmienia się diametralnie odkąd zaczyna widzieć anioły. A jeśli chodzi o końcówkę, to nadal jestem w szoku, bo zupełnie się nie spodziewałem tego co autorka nam przygotowała. Musicie to przeczytać bo chyba nikt nie domyśli o co tak naprawdę chodzi, fabuła jest bardzo tajemnicza, nie pomijając samych aniołów, o których istnieniu zdaje się wiedzieć tylko nasz młody bohater.
    Fabuła początkowo wydaje się być bardzo denna, ot zwykłe życie nastolatka, który widzi istoty pozaziemskie, lecz ostatnie strony powieści odkrywają prawdę o jego życiu. Akcja rozwija się trochę powoli, ale to pozwala dobrze nam poznać świat jak i bohaterów. Nie da się nie lubić Karola, jak każdy z nas, znaczy się nastolatków jest trochę zagubiony, ale ciężko jest domyślić się komu ufać, gdy historia się zapętla i możliwe jest, że ktoś jednak żyje. Przez wszystkie strony książki byłem sercem z tym chłopakiem i kibicowałem mu, fajnie, że choć tak tragicznie to jednak odnalazł swoją przeszłość...
    Słowami podsumowania Cień Anioła to bardzo fajna młodzieżowa odskocznia od codziennego życia. Czyta się niezwykle lekko jak i przyjemnie. Wielkie zaskoczenie iż polski autor potrafi napisać tak dobrze. Nie mam nic do polskiej literatury, ale niestety ciężko znaleźć jest coś wartego uwagi. Pani Czarkowska pokazuje iż jedna można przeczytać dobrą książkę. Jestem bardzo zaskoczony jak i poruszony powieścią. Nie spodziewałem się takiego rozwoju wydarzeń, a  niespodzianki to coś co  najbardziej kocham w książkach...

sobota, 25 kwietnia 2015

[12] Pulses - Karmin

Wykonawca - Karmin
Nazwa Albumu - Pulses
Data Wydania - 25.03.2014
Tracklista - 13 utworów
CD - 1
Moja Ocena - 8.5/10

Pulses to debiutancki pełnometrażowy album studyjny duetu muzycznego Karmin, wydany w dniu 25 marca 2014 roku przez Epic Records. Karmin to amerykański duet składający się z Amy Renee Heidemann i Mikołaja Louis "Nick" Noonan.

TRACKLISTA :
1. Geronimo
2. Pulses
3. Acapella
4. I Want It All
5. Night Like This
6. Neon Love
7. Drifter
8. Tidal Wave
9. Gasoline
10. Puppet
11. Hate To Love You
12. Try Me On
12. What's In It For Me  

   Płytę otwiera intro pod tytułem Geronimo, które ma zwiastować to co usłyszymy na płycie. Jest krótkie i przyjemne. Pulses to pierwszy utwór na płycie, który bardzo mi się spodobał. Głos Nicka jest cudny, i ten refren w jego wykonaniu. Nie na wrzucano za dużo bitów, bardzo fajna piosenka. Acapella to typowy hit. Cały w wykonaniu Amy, której głosu może pozazdrościć wiele gwiazd. Teledysk jest prosty, a singiel przyjemny i zapadający w pamięć. I Want It All, to numer cztery na longplay. Wtedy właśnie dostałem olśnienia, ja już kiedyś słuchałem tego duetu. Uwielbiałem tą piosenkę, jest moją ulubioną. 

 'All I need is one more night with you'

   Kocham tą piosenkę, bardzo szybko trafiła ma moją playlistę, ktoś powie, że tandetny i prostu tekst, ale często wystarczą proste słowa by powiedzieć komuś kocham Cię. Night Like This to taki typowy klubowy kawałek, który idealnie wpasuje się w atmosferę zabawy, ludzie się bawią, tańczą, a muzyka gra w tle. Neon Love to taka odskocznia od szybkich piosenek. To spokojny utwór, w którym głos Amy jest taki cudny. Wielu facetów może pozazdrościć Nickowi takiej narzeczonej czy być może żony, ale wybaczcie, nie jestem w temacie xD Drifter to już siódmy utwór na krążku. Skradł moje serce tajemniczym początkiem, ale głos Amy rozwiewa wszelkie wątpliwości. Ona wie co robi. Utwór fajny, i na długo zostaje w pamięci dzięki bitom. Są przyjemne i nie zagłuszają wokalu, za co wielki plus. Tidal Wave to kolejny spokojniejszy singiel z płyty opowiadający o miłości dwojga ludzi. Choć tekst niezbyt mnie przekonuje do siebie, to połączenie wokali tego duetu działa kojąco na uszy, jest przyjemnie i chce się zatopić w przyjemności słuchania muzyki. Gasoline to utwór z wpływami reggae, i niestety nie trafia w mój gust, Jest fajny, ale wolałem duet w pozostałych piosenkach. Dobrze, że eksperymentują, ale uważam, że o wiele lepiej brzmią w zwykłym popie. Dziesiątą piosenką jest Puppet, do którego mam mieszane uczucia. Z jednej strony to bardzo fajny piosenki, ale nie trafia w mój gust. Jak dla mnie to ta piosenka została zrobiona na szybko i psuje trochę magiczność całej płyty. Hate To Love You to singiel, który poprawia brzmienie płyty po poprzednich niezbyt udanych utworach. Jest Ok, dobrze się słucha i chce się z nimi razem śpiewać. Try Me On to już przedostatni utwór na płycie, niestety wszystko co dobre szybko się kończy. 
 
'If you wanna try me on
Don't think we're together'

  Bardzo mi się podoba ta piosenka, lekka, lecz jednocześnie z pazurem. Boska tak ją ocenię jednym słowem.  What's In It For Me jest w pełni naszpikowany elektroniką, ale brzmi nieźle i świetnie kończy krążek.
  Płyta bardzo mi się podoba, hejterzy doszukują się tutaj porównań do znanych osobowości w świecie muzyki, ale w dwudziestym pierwszym wieku ciężko jest stworzyć coś, ale to prawda iż niektórym się udaje. Pulses jak na debiutancki krążek wypada bardzo dobrze, większość utworów jest świetnych poza paroma, które niezbyt mnie do siebie przekonały. Podczas słuchania płyty można się pobawić jak i porozmyślać nad swoim życiem. Ja się bardzo cieszę iż trafiłem na ten longplay, gdyż kiedyś byłem wielkim fanem tego duetu, szczególnie piosenka I Want It All przypomniała mi o tym czasie. Fajnie, że powstał ten album, a twórcy wykonali kawał dobrej roboty. Jestem ciekaw co pokażą na nowej płycie, której premiera ma być ponoć w tym roku, ale niestety cisza w internecie. 
 Polecam Wszystkim przesłuchanie tej płyty bo warto, prawda, że każdy słucha czego innego, ale można się fajne pobawić słuchając Pulses :)
  

piątek, 17 kwietnia 2015

[34] Do zagłady świata nie potrzeba wirusa, wystarczą ludzie : Apokalipsa Z. Gniew Sprawiedliwych - Manel Loureiro

Autor - Manel Loureiro
Tytuł - Gniew Sprawiedliwych
Oryginał - Apocalipsis Z. La Ira De Los Justos
Seria - Apokalipsa Z
Gatunek - fantasy, sci-fi, horror
Wydawca - Wydawnictwo Muza
Data Wydania - 15 styczeń 2014
Ilość Stron - 495
Moja Ocena - 8.5/10














Grupka ocalałych z zagłady wywołanej przez zombie ma mnóstwo szczęścia: w czasie huraganu zostaje uratowana pośrodku oceanu przez członków jednej z ostatnich zorganizowanych społeczności, jakie zachowały się na ziemi. Nie mając innego wyjścia, rozbitkowie towarzyszą swoim wybawcom i docierają nad Zatokę Meksykańską. Powstałe tam miasto-państwo zdaje się tętnić życiem i rozkwitać pod łaskawymi rządami tajemniczego kaznodziei. Przybysze szybko odkryją jednak, że choć życie w mieście toczy się tak, jakby do apokalipsy zombie nigdy nie doszło, to tak naprawdę ten mały raj na ziemi skrywa mroczną tajemnicę…  

   Bardzo cieszyłem się z kolejnego powrotu do Apokalipsy Z, niestety już ostatniego. Czym zaskoczył nas autor? Czy wkońcu dopadły bohaterów zombie? Jak będzie wyglądał świat po apokalipsie?
   Nasi główni bohaterowie, czyli Manel, Lucia oraz Wiktor uciekają z Wysp Kanaryjskich na małej łódce, jednakże na środku oceanu dopada ich sztorm, i gdy sprawa wydaje się być przegrana to w oddali dostrzegają potężny tankowiec, wypuszczają flarę. Są pełni nadziei na ratunek, ale nagle statek znika. Po chwili pojawia się za nimi i prawdopodobnie zniszczy ich malutką łódeczkę w porównaniu z ogromnym wojskowym statkiem. Zostają jednak uratowani, po raz kolejny dopisało im szczęście. Grupka ocalałych dowiaduje się, że tankowiec płynie do wybrzeży Afryki by zatankować paliwo i wrócić do Gulfport, jedynego niezależnego miasta w ocalałym świecie. Super, po raz kolejny dopisało im szczęście? Nie byłbym tego taki pewny. Gdy dopływają do wybrzeży Ameryki, a dokładniej znajdują się na wodach Zatoki Meksykańskiej, poznają szanownego wielebnego Green'a, który jednym słowem jest psycho zbawicielem ocalałego narodu. Uważa siebie za wielkiego proroka, i jest bardzo, bardzo, bardzo religijny. Stosuje też ciekawe metody nadzorowania ludzi - getto, łapanki. Im dłużej nasi bohaterowie przebywają tam, tym bardziej są przerażeni pozycją, w jakiej się znaleźli. W międzyczasie główny bohater zostaje zaatakowany wirusem, i staje się zakażonym. Zostaje wywieziony, ale postanawia wrócić. Udaje mu się, a w Gulfport rozpętuje się prawdziwe piekło stworzone przez ludzi. Po wielkiej walce, w której ginie Wiktor nasi ulubieńcy uciekają by po sześciu latach wrócić do Pontevedry...
   Autor nie oszczędza momentów walki, żywa fabuła ciągle gna do przodu, Jest t świetne zakończenie trylogii, ale czy pisarza zbyt bardzo nie poniosła wyobraźnia? O ile normalne może być iż zachował się cały kraj, który wychwytuje wiadomość z statku Itaka do Gulfport, postanawia zaatakować i przejąć ropę, to muła, który ratuje życie bohaterowi jest dość trudne do wyobrażenia. Najpierw nie ma żadnych zwierząt, a potem nagle znajduje się muł, który robi za środek transportu? Trochę dziwne. Fajnie, że pan Loureiro poświęcił trochę czasu bitwie. Jest bardzo dobrze opisana, żywa walka stworzona przez ludzi, krew, chęć zemsty. Wybuchy, tony pocisków oraz porozrzucanych broni, walka wręcz. I like it! To była jeden z najlepszych momentów z całej książki. Jednak na usta ciśnie mi się jedna rzecz, do zagłady świata nie potrzeba wirusa, wystarczą ludzie. O ile nasze kochane i pół głupiutkie zombie giną z powodu grzybu, który obrasta ich ciała, i nawet gdy zostaje wynaleziony tymczasowy lek na powstrzymanie działania wirusa, to i tak ludzie sami w sobie są największą bronią. Takiej jadki nie widział świat chyba od samej apokalipsy, o ile wirus zebrał śmiertelne żniwo na świecie tak ludzie postanowili to dokończyć...
   Apokalipsa Z. Gniew Sprawiedliwych to cudowna opowieść o przyjaźni, odwadze i wzajemnym przezwyciężaniu zła. Czytało się na prawdę super, powieść wciąga, i nie da się współczuć głównemu bohaterowi gdy ten przez ostatni czas opierał się żądzy ludzkiej krwi zombie to pada ofiarą psychopatycznego władcy miasta, który również jest zarażony wirusem. Nie rozumiem nadal dlaczego autor postanowił uśmiercić Wiktora, był super gościem, a skończył w taki sposób. Książka mi się bardzo podobała, na pewno jest świetnym zwieńczeniem trylogii i najlepszą z całej serii...

Przy okazji chciałbym Was wszystkich zaprosić do czytania opowiadania prowadzonego przez moją najlepszą przyjaciółkę. Świetnie pisze, i na pewno dostrzeżecie jej talent :)

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Serials. - Przeznaczeni

Tytuł - Przeznaczeni
Oryginał - Star Crossed
Reżyser - Meredtih Averill
Produkcja - USA
Premiera :
* świat - 17 luty 2014
* Polska - 8 październik 2014
Obsada - Aimee Teegarden, Matt Lanter, Malese Jow, Grey Damon, Greg Finley, Brina Palencia, Victoria Gabrielle Platt
Gatunek - romans, sci-fi, obyczajowy
Czas Trwania Odcinka - 43 minuty
Ilość Sezonów - 1 (13 odcinków)
Moja Ocena - 8.5/10









Kiedy Emery miała 6 lat, do jej miasta przylecieli kosmici. W obawie przed obcą rasą, ludzie zdecydowali się wymordować nowych przybyszy zwanych Atrianami. Podczas wojny jeden z kosmitów - Roman - ukrywał się w szopie za domem Emery. Dziewczyna pomagała mu przetrwać. Sześciolatkowie zakochali się w sobie, jednak ich radość nie trwa długo, gdyż Atrianie porwali Romana. Emery przez całe życie sądziła, że tego dnia jej przyjaciel stracił życie.
Minęło 10 lat, a obca rasa osiedliła się na Ziemi, jednak jedynym miejscem, gdzie mogli żyć był "Sektor", który zamieszkiwali tylko Atrianie. Grupa kosmitów zdecydowała się wziąć udział w eksperymencie, który miał na celu integrację ziemian z kosmitami. Pierwszego dnia w szkole Emery odkrywa, że Roman nie zginął tamtej nocy. Ich dawne uczucie ponownie wiążę tych dwoje.  

  Na serial natrafiłem kiedyś przerzucając kanały w TV, jakoś mnie zaciekawiło, więc zostawiłem i tak zaczęła się moja przygoda z Atrianami. Produkcja nie jest może najwyższych lotów, ale fajnie, że ukazuje ważne wartości życiowe jak przyjaźń czy miłość, odwaga jak i poświęcenie się dla drugiej osoby. Przeznaczeni to serial, kierowany głównie do młodzieży, ale sądzę, że każdy znajdzie coś tutaj dla siebie.
  Star Crossed, bo taka jest oryginalna nazwa serialu, to dobra produkcja, choć miałbym pewne obiekcje do wyboru aktorów, którzy niestety nie byli nastolatkami, w których się wcielali. Pewnie większość dziewczyn piszczała na widok prawie nagiego Matt'a Lanter'a, ale cóż pomińmy ten wątek. Akcja zaczyna się gdy Emery znajduje w szopie małego dzieciaka, nie wie iż ten jest kosmitą. Postanawia się nim zaopiekować, ale już po pewnym czasie wojskowi porywają małego Romana. Po paru latach oboje znowu się spotykają, a ich uczucie rozkwita. Może i słaby pomysł na serial, ale jednak fajnie stworzony i da się oglądać. Fabuła powoli się rozwija by w finałowym odcinku pierwszej serii, który według mnie jest najlepszym z całego sezonu, szkoda, że tylko z jednego. Co do bohaterów, da się ich lubić jak i nie lubić. Emery to typowa osoba, która chce wszystkim pomagać i będzie to robić za wszelką cenę, Roman natomiast to typowy przywódca swojego ludu gdy umiera jego ojciec. Grayson to chłopak po uszy zakochany w Emery, która jednak nie odwzajemnia jego uczuć bo kocha Atrianina. I to takie kółko bez końca, bo on chce dzielić uczucie z dziewczyną, ale ta ciągle adoruje Romana. Ich przyjaciele wyróżniają się takimi cechami jak odwaga, pomoc czy empatia. Każdy ma w sobie coś co się lubi, ale jest też parę irytujących cech. Teri, która jest Atrianką to typowa dziewczyna, która dla władzy robi wszystko, dosłownie wszystko. Jakoś nigdy jej nie współczułem gdy wpakowała się w kłopoty, po prostu bardzo mnie denerwuje. Nawet na koniec gdy się zmieniła jakoś nie mogłem darzyć jej sympatią. Serial rozgrywa się w kilki miejscach, mamy szkołę, miasteczko Endendale, sektor jak i kawałek środka statku kosmitów. Na oddzielne słowo zasługuje muzyka, jest przyjemna, wplatana doskonale w akcję produkcji. Fajnie, że zastosowano takie utwory, które wpasowują się w nastrój bohaterów niżby piosenki, które nijak się mają do obecnej fabuły...
  Całość produkcji wypada całkiem OK, niestety jest parę tandetnych rzeczy, których nie udało się wyeliminować twórcom, lub po prostu nie chcieli. Szkoda tylko, że nie będzie drugiego sezonu bo oglądalność była słaba, ale to realia amerykańskiej TV, gdzie bardziej liczą się pieniążki niżby sam dobry film. Szkoda, wielka szkoda, ale trzeba żyć dalej. Co mogę powiedzieć na zakończenie? Nie jest to typowy romans ociekający wiecznie i wszędzie obecnymi scenami sexu. Przekazuje prawdy moralne o życiu, i przyjemnie się ogląda. Są momenty kiedy współczujemy bohaterom. lub po prostu łapiemy się za głowę zaskoczeni idiotyczną decyzją podjętą przez któregoś z nich.
  Serial polecam wszystkim, bo jest warty uwagi, może nie jest największych lotów, ale da się obejrzeć i nie ryje bani jak większość obecnych setno sezonowych seriali o byle czym. Przeznaczeni to fajny przerywnik w naszym życiu. Warto zanurzyć się na te 43 minuty w świat bohaterów i przeżyć razem z nimi ich przygody...

piątek, 10 kwietnia 2015

Zabójczyni i Podziemny Świat - Sarah J. Maas

Autor - Sarah J. Maas
Tytuł - Zabójczyni i Podziemny Świat
Oryginał - The Assassin and The Underworld
Seria - Szklany Tron
Gatunek - fantasy
Wydawca - Uroboros
Data Wydania - 4 czerwiec 2014
Ilość Stron - 140
Moja Ocena - 8/10














Przed Celaeną Sardothien kolejna misja. Główna bohaterka staje przed bardzo trudnym zadaniem, jakim jest zabójstwo Donevala, wpływowego i świetnie strzeżonego spiskowca. Zamieszana w rozgrywki polityczne Celaena ma przejąć będące w rękach Donevala niezwykle cenne dokumenty związane z handlem żywym towarem. Celem wyzwania jest nie tylko unicestwienie człowieka, lecz też walka o życie wielu zniewolonych osób. Czy jednak Celaena na pewno zabija odpowiednią osobę? Kto w tej gęstej sieci kłamstw, spisków, zazdrości i zdrady stoi po stronie dobra, a kto zła?  
   Przyznam się szczerze, że byłem bardzo ciekaw co przyniesie mi trzecia nowelka z serii Szklany Tron opowiadające wcześniejsze losy Celaeny Sardothien. Okładka bardzo mnie urzekła, jestem nią wręcz zachwycony, a co do zawartości to niestety mam mieszane uczucia. Tak wiem, pewnie się czepiam szczegółów...
   Główna bohaterka wraca do Rifthold z listem polecającym od Niemego Mistrza, o tej przygodzie czytamy w drugiej nowelce. Jednak nikt jakoś nie kwapi się by uczcić powrót zabójczyni, nawet jej przełożony wydaje się być niezbyt zadowolony iż Celaena wróciła. Jej mistrz obsypuje ją kosztownymi prezentami by ta mu wybaczyła. Dostaje również kolejne zadanie, ma zabić Donevala, który rzekomo miesza się w handel żywym towarem. Młodziutka dziewczyna połyka haczyk będąc jednocześnie zaskoczona przemianą mężczyzny, że ten chce przeszkodzić w handlu niewolnikami. Poluje na ów spiskowca, po drodze wpadając w małe tarapaty, ale zabójczyni udaje się wyjść z opresji przy pomocy przyjaciół.Wkońcu nadchodzi dzień, gdzie Doneval pada z rąk Celaeny, która wraca do Mistrza. I tu surprise, bo Doneval chciał przeszkodzić w handlu żywym towarem, a tak to wszystko szybciej pójdzie. Dziewczyna jest w lekkim szoku, jednakże odpłaca swój dług u mistrza. Odkupuje również do niego przyjaciela Sama i oboje objęci sidłami miłości wprowadzają się do jej nowego mieszkania w Rifthold...
  Zacznę może najpierw od plusów książki, czyli okładka. Ten cudowny niebieski kolor jest piękny, a i książeczka na półce eksponuje się całkiem dobrze xD Tempo narracji, ciągle się coś dzieje, przeżywamy emocje głównej bohaterki, podziwiamy miasto, teatr i jak i naszego kochanego Sama. Zabijamy Donevala, wielkie brawa dla pani Maas, za super styl pisania. Nie nudzimy się, a czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Fabuła mogłaby lepsza, pierwsze moje wrażenie po samym tytule były całkiem inne, ale jest dobrze. Nasi kochani bohaterowie, czyli zadziorna, wredna, lecz niedająca się nie lubić Celaena Sardothien, oraz przeuroczy Sam. Początkowo jego osoba bardzo mnie denerwowała, może to jeszcze zachowanie z pierwszej nowelki? Mimo wszystko ma przy sobie cudowną zabójczynię, która nie wątpię, że zawsze by go obroniła, a ten obraca się w towarzystwie panien lekkich obyczajów. Jednak mój stosunek do niego się zmienia, ale i tak the best jest pani Sardothien. Minusy, czy są? Za mała ilość stron! Ja wiem, że to nowelka, ale mogła autorka przedłużyć te tomy chociaż do dwustu stron, byłoby o niebo lepiej. Nie do końca według mnie wykorzystana fabuła jak i sam pomysł...
  Słowami podsumowania, trzecia nowelka z uniwersum Szklanego Tronu to pozycja, która uzupełnia luki w biografii Celaeny Sardothien, opisuje jej osobę jak również daje nieco rozrywki. Zabójczyni i Podziemny Świat to chyba obowiązkowa pozycja dla fanów pani Maas, ale jak już wcześniej wspominałem, nie trzeba czytać nowelek, można od razu czytać tomy. Książeczka ma swój rok, chyba jak każda powieść xD Trochę się zawiodłem, ale uważam, że Sarah J. Maas jako debiutancka i tak daje radę, dlatego chwała dla niej i zapraszam do czytania :)

Przy okazji bardzo chciałbym Wam wszystkim podziękować. Mój blog My Little World ma już ponad 23 000 wyświetleń. Jest mi niezmiernie miło, że doceniacie moją pracę. A co tam u Was? Czytacie teraz coś ciekawego? :)

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

My Favorite Song - TOP 10

TOP 10 piosenek, które ostatnio słucham non stop :)

1. ZBUKU ft Śliwa & Sztoss - Młoda Krew
2. Doda - Riotka
3. Karmin - Hello
4. Karmin - Acapella
5. Marta Bijan - Poza Mną
6. Agata Dziarmagowska - Blisko Mnie
7. Ellie Goulding - Love Me Like You Do
8. Taylor Jones - Emergency 
9. Sia - You're Never Fully Dressed Without a Smile
 
10. Kelly Clarskon - Heartbeat Song
 

czwartek, 2 kwietnia 2015

Apokalipsa Z. Mroczne Dni - Manel Loureiro



Autor -  Manel Loureiro
Tytuł - Mroczne Dni
Oryginał -  Apocalipsis Z. Los Días Oscuros
Seria - Apokalipsa Z
Gatunek - fantasy, sci-fi, horror
Wydawca - Wydawnictwo Muza
Data Wydania - 6 listopad 2013
Ilość Stron - 352
Moja Ocena - 8/10













Ocalonym z Apokalipsy Z udaje się dotrzeć na Wyspy Kanaryjskie, jedne z ostatnich miejsc, gdzie można się nie obawiać nieumarłych. Trafiają jednak trafiają do społeczności rządzonej przez wojskowych, pogrążonej w wojnie cywilnej, której ludność głoduje i zużywa ostatnie zasoby potrzebne do życia.
Władze Teneryfy rozkazują bohaterowi i jego nieodstępnemu towarzyszowi, aby wraz z ekipą żołnierzy wyruszyli na niemal samobójczą misję: mają zdobyć zasoby zgromadzone w szpitalu La Paz w Madrycie,  podczas apokalipsy zamienionego w Bezpieczną Strefę, jedną z pierwszych, które upadły. W szpitalnych magazynach nadal zgromadzone są całe tony lekarstw, niezbędnie potrzebnych ocalonym na Wyspach. Bohaterowie będą zmuszeni pożegnać bezpieczne schronienie i powrócić do niewyobrażalnego piekła – postapokaliptycznego Madrytu, pełnego agresywnych żywych trupów. Ich odwaga ponownie zostanie wystawiona na próbę.
Nie wyobrażają sobie, że najgorsze jeszcze przed nimi. Niegodziwość ludzka naraża na szwank przetrwanie kruchych resztek cywilizacji…  

   Po niezbyt udanym pierwszym tomie, który bardziej mnie rozczarował niż zaskoczył, miałem nadzieję, że dobrą zabawę z zombie w roli głównej. Czy drugi tom trylogii spełnia zadanie? Przyznam, że najważniejsze jest to iż podoba mi się bardziej niż Początek Końca, bo nareszcie się coś dzieje. Mamy większą ilość bohaterów, więcej fabuły i więcej więcej zombie :D
Mroczne Dni to powieść, gdzie nasz główny bohater dociera na Wyspy Kanaryjskie, jedyne miejsce, gdzie nie dotarła epidemia, czy aby jednak na pewno? Po długiej i raczej spokojnej kwarantannie udaje się im wyjść, dostają papiery, mieszkanie i mogą zacząć nowe życie. W między czasie dowiadujemy się co się dzieje na świecie, jak wybuchła epidemia. Plus dla autora, że opisał to w całkiem przystępny sposób, a nie wielkim politycznym bla bla bla. Jednak ich radość nie trwa długo, albowiem mężczyźni otrzymują rozkaz w uczestniczeniu w wyprawie do Madrytu by zdobyć potrzebne lekarstwa. Nie ma możliwość odmowy, więc znowu lądujemy wśród przeuroczo martwych zombie. Zadanie jest proste, dojechać do magazynu z lekami, zapakować i zwiewać. Jednak już wiadomo, że proste schematy mają dużo efektów ubocznych. Nasz bohater gubi się wśród ciemnych korytarzy, gdzie odkrywa zbiorowe samobójstwo. Gdy nie ma żywności i zewsząd otaczają Cię nieumarli to chyba jedyne sensowne wyjście z sytuacji... Gdy już udaje się zabrać lekarstwa i jest środek transportu podstawiony 'przypadkowo' pod drzwiami okazuje się, że ktoś nie wróci na Kanary. Jednak nic nie zaskoczy prawnika i jego przyjaciela Ukraińca. Naprawiają samochód, szybkim ruchem wpadają na lotnisko niszcząc po drodze paręnaście zombie i odlatują z Madrytu pozostawiając swych oprawców na kontynencie. Gdy lądują okazuje się, że na wsypach panuje totalny chaos, a żona główna bohatera jest poszukiwany jako zbieg numer jeden. Znowu szybko odnajdują się i uciekają z wysp...
   Drugi tom jest prowadzony z dwóch perspektyw - główny bohater opisuje wydarzenia jak i jego żona Lucia opisuje się co dzieje się na Wyspach Kanaryjskich, gdy ten przebywa w Madrycie. Mi niestety nie przypadła do gustu powieść widziana oczami nastoletniej dziewczyny, wolę prawnika. Przynajmniej coś się dzieje, są zombie, a nie nudne jak flaki z olejem życie na wyspie. Choć można pogratulować dziewczynie sprytu w wypuszczeniu zombie z laboratorium xD Mroczne Dni może i uboższe w strony, ale bardziej treściwsze. Nareszcie jest jakaś akcja, możemy bardziej poznać bohaterów. Wiktor Pritczenko to typowa złota rączka, wszystko naprawi i koleś jest serio zajebisty. Natomiast Lucia to taka nastolatka, którą zaskoczyła apokalipsa. Jakoś nigdy podczas czytania nie mogłem jej współczuć, jedynie martwię się o nią, bo jak dla mnie jest trochę głupiutka. Co do głównego bohatera mam mieszane uczucia, czasami go lubię, a czasami aż wydaje się być mega nierealny, bo ma mega absurdalne przygody. Trzeba mieć wyobraźnie, nie przeczę, ale w granicach rozsądku. Fabułą jest o wiele ciekawsza, coś się dzieje, Mamy opis uratowanej społeczności na Wyspach Kanaryjskich, jak i cudny opis cichego Madrytu, gdzie jedynym ruchem są przemieszczające się zombie. Książkę czyta się bardzo szybko, da się pochłonąć jednym tchem, ale rozłożyłem ją sobie na kilka dni by nie zepsuć magii czytania xD
   Cóż można rzec na podsumowanie? Że autor tym razem wykazał się większą kreatywnością, choć czasem zbyt dużą. Drugi tom jest lepszy od poprzednika, i mam nadzieję, że ten stan utrzyma się i w finałowym tomie. Fabuła jest lepsza, lepiej poznajemy bohaterów jak i świat po apokalipsie. Można się czasem pośmiać z absurdalnych problemów bohaterów, jak i im współczuć. Jak do licha można upaść na komputer by jednocześnie wpisać kod aktywujący otwarcie drzwi sal pełnych zombie? :O Niemniej jednak autor miał fajny pomysł by zgładzić świat, ale mam nadzieję, że taki scenariusz nigdy się nie spełni. Ja osobiście bardzo dobrze się bawiłem penetrując świat apokalipsy z, i mam nadzieję, że trzeci tom mega mnie zaskoczy. Mroczne Dni da się lubić i są o wiele lepsze od nudniejszej i pozbawionej fabuły pierwszej części...
 

środa, 1 kwietnia 2015

Up All Night - One Direction

Wykonawca - One Direction
Nazwa Albumu - Up All Night
Data Wydania - 6.02.2012
Tracklista - 13 utworów
CD - 1
Moja Ocena - 7.5/10

One Direction to brytyjsko-irlandzka grupa wokalna w skład której wchodzą: Niall Horan, Zayn Malik, Liam Payne, Harry Styles oraz Louis Tomlinson. Młodzieńcy szturmem zdobyli serca widzów siódmej, brytyjskiej edycji programu X-Factor, gdzie dostali się do ścisłego finału. Zajęcie trzeciej pozycji w programie nie powstrzymało chłopaków od zdobycia szczytu brytyjskiej listy najchętniej kupowanych singli UK Top40, gdzie ich debiutancki kawałek ‘What Makes You Beautiful’ z łącznym nakładem 350.000 sprzedanych kopii nie opuszczał #1 miejsca przez cztery tygodnie z rzędu. Obecnie fenomen One Direction sięga daleko poza Wyspy. Zespół sukcesywnie zdobywa listy przebojów w takich krajach, jak Włochy, Hiszpania, a nawet w Nowej Zelandii (#2 na liście iTunes) i Australii (#11 na liście iTunes).  
TRACKLISTA :
1. What Makes You Beatiful
2. Gotta Be You
3. One Thing
4. More Than This
5. Up All Night
6. I Wish
7. Tell Me A Lie
8. Taken
9. I Want
10. Everything About You
11. Same Mistakes
12. Save You Tonight
13. Stole My Heart

Czy stworzenie zespołu w programie da szansę na światowy sukces? Jak się okazuje 1D szybko podbiło serca nastolatków, wbił się na listy światowych przebojów, ruszył w trasę koncertową. Sukces murowany. Ja sam przyznam zbyt wielkim fanem zespołu nie jestem, lubię tylko ich niektóre piosenki. Jednak jest wielka fala krytyki na zespół jeśli chodzi o płytę Up All Night, ale czy jest się czego czepiać? Owszem może ich muzyka nie jest najwyższych lotów, ale miała trafić do odbiorców-nastolatków i chyba trafiła. Sama płyta brzmi całkiem OK, ale według mnie za bardzo skupiono się tutaj na promocji niż stworzeniu debiutanckiego krążka...
Płytę otwiera wakacyjny What Makes You Beatiful, to lekka popowa piosenka, która szybko wpada w ucho. Już widać, że chłopcy mają dobry głos, który bardziej został wykorzystany na lans niż tworzenie muzyki. Gotta Be You to taka trochę jakby ballada, ale refren nie wypadł zbyt dobrze. O ile zwrotki da się jeszcze zrozumieć i się przyjemnie słucha, tak piszczenie 'It's Gotta To Be You
Only You'
odstrasza i psuje efekt pierwszego utworu. Kolejna piosenka nosi tytuł One Thing, która już brzmi o niebo lepiej od poprzedniczki. Fajnie zostały zgrane wokale chłopaków, co nadaje swojego klimatu utworowi. Refren też da się słuchać, jest OK. More Than This to numer cztery na płycie. Ballada, która powinna być lepiej stworzona, bo miałaby szansę na sukces. Taka z jednej strony cicha i spokojna, a z drugiej szybka i rytmiczna. Dobrze się słucha i zostaje w pamięci. Tytułowy Up All Night miało być chyba klubową piosenką, i po części jest, ale niestety nie da się tego słuchać. I Wish miał chyba być skierowany do zakochanych. Piosenka może brzmiałaby lepiej w innej aranżacji, komercyjny kawałek. Siódmy utwór to Tell Me A Lie, który miałby duże szanse na sukces. Chłopcy brzmią bardzo dobrze, naturalnie można rzec. Piosenka szybka, dodająca energii, ale zabrakło w niej tego czegoś. Taken to powolniejszy utwór, chyba już wspominałem, że chłopacy mają świetne wokale? :D Szkoda tylko, że nie zostały dobrze wykorzystane. I Want zaczyna się całkiem dobrze, tylko nie wiem który chłopak śpiewa, ale robi to super. Bardzo fajna piosenka, podoba mi się :) Fajnie są śpiewane zwrotki utworu. Everything About You ma niezły elektroniczny bit, który chyba ratuje piosenkę. Nabiera nowoczesnego stylu, i się jakoś ta przesłuchać. Nie jest najgorszy, ale mógłby być lepszy. Jedenasty numer to Same Mistakes bardzo mi się podoba swoim lekkim stylem, prostotą wykonania. O ile tekst nie zbyt udany to i tak głos ratuje piosenkę. Save You Tonight bardzo mi się podoba. Jest jednym z lepszym utworów na płycie, od samego początku brzmi. Dobry rytm, widać, że tutaj już ktoś się postarał. Duży plus po pozostałych niezbyt udanych kawałkach. Ostatni utwór to Stole My Heart, która od początku przynosi na myśl - dyskotekę. Zamiarem chyba było porwać publiczność, ale jakoś mi to tutaj nie pasuje. Piosenka może jest i dobra, ale jakoś niknie tak szybko gdy się kończy...
Wiem, że oceniać jest łatwo, ale One Direction tak szybko zdobył sławę, mówi się, że są najlepsi, a od najlepszych się wymaga dużo, chyba? Album Up All Night jako debiutancki krążek niezbyt mi się podoba. Mam nadzieję, że pozostałe longplay'e będą brzmieć o niebo lepiej i będzie się dało ich słuchać. Jak narazie daję chłopakom 7.5/10 i liczę na poprawę przy kolejnym albumie. Nie skreślam ich, bo niektóre kawałki są naprawdę niezłe, ale nikną wśród niedorobionych i nastawionych na komercję utworach. Jestem trochę zaskoczony słabością longplay'u, jak już wcześniej wspominałem lubię niektóre piosenki 1D, które brzmią całkiem spoko, chyba, że są dobre bo są singlami. Nie przekreślam One Direction, ale zawiodłem się gdyż oczekiwałem czegoś lepszego...