Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 września 2026

[63] BOOKS: Żółć - Małgorzata Oliwia Sobczak

Tytuł - Żółć
Oryginał - Żółć
Seria - Kolory Zła
Autor - Małgorzata Oliwia Sobczak
Wydawnictwo - W.A.B.
Gatunek - kryminał/sensacja
Tłumaczenie - 
Ilość Stron - 432
Data Wydania - 15 maja 2024
Moja Ocena - 8/10






Sopot. W wynajmowanym mieszkaniu odnalezione zostają zwłoki mężczyzny z podciętymi żyłami. Ślady kryminalistyczne wskazują, że nie było to samobójstwo, a nad wyraz okrutna zbrodnia, której ofiara - prowadzący szkołę uwodzenia Błażej Konarski - do końca zachowała świadomość. Prokurator Leopold Bilski wraz z policjantami Pająkiem i Kitą próbują dotrzeć do prawdy. W toku śledztwa wychodzą na jaw liczne sekrety o denacie oraz dręczonych przez niego kobietach. Tropy śledcze się mnożą, prowadząc do gangu samochodowego, nielegalnych substancji, klubów nocnych i przemocowych związków. A także tajemniczych włosków odnalezionych na ciele denata...

    Ah, te Trójmiasto... Tak rzadko w nim bywam, choć lubię morze, a dzięki lekturze Sobczak czuję, jakbym już część tych okolic znał i kojarzył. To już kolejne spotkanie z prokuratorem Bilskim i kolejna zagadka do rozwiązania. Podoba mi się, że zawsze dostajemy wprowadzenie do historii, a potem, niczym po sznurku, musimy dojść do rozwiązania śledztwa. Autorka prowadzi nas przez kolejne tropy, podrzuca wskazówki, ale jednocześnie nie pozwala zbyt szybko odkryć wszystkich kart.

„Sopot ma dwie twarze - jedną słoneczną, lśniącą w blasku słońca na plaży, a drugą... mroczną, ukrytą w zaułkach i nocnych klubach.”

Nasze niezawodne trio ciągle w akcji - Leo, Pająk oraz Kita. Chętnie zobaczyłbym ich przygody na ekranie, ale chyba bardziej w formie serialu niż filmu. Wciąż czeka na mnie druga część cyklu w netfliksowskiej wersji filmowej -  może się wreszcie przemogę, żeby obejrzeć. W tym tomie trafiamy do po części skorumpowanego, męskiego środowiska typowo hetero byczków, którzy próbują swoich sił w zdobywaniu damskich serc poprzez naukę w szkole uwodzenia. Muszę przyznać, że niezwykle mnie ten motyw bawił, a zachowania bohaterów uznałem za niezwykle trafne. Udajemy ekipę, że jesteśmy fajni, mamy swoje braterstwo, wspieramy się i tworzymy zgraną paczkę, a tak naprawdę jeden drugiego stłamsiłby i sprzedał, gdyby tylko pojawiła się taka okazja. I właśnie ta cała otoczka wydała mi się bardzo prawdziwa, momentami wręcz absurdalna, ale jednocześnie boleśnie znajoma. Nasz główny bohater, a w zasadzie nasz trup - Błażej Konarski - również wydaje się być wielowątkową postacią, która za śliczną buźką skrywa mroczne sekrety. Jednakże prokurator Bilski jest gotowy na kolejne akcje, by odkryć prawdę, nawet jeśli na pierwszy rzut oka nie jest tak łatwo do niej dotrzeć. Podobało mi się, że Sobczak nie kreuje jakiegoś nowego, cudownego świata. Mamy dobrze znane nam Trójmiasto oraz niemalże żywych bohaterów powieści - ich zachowania i działania są naturalne, co sprawia, że lekturę czyta się niezwykle przyjemnie. Za to niezwykle cenię autorkę - wątki fabularne są tak „ludzkie”, że te historie naprawdę mogłyby się wydarzyć. Tutaj nikt nie gra. Jeśli jesteś negatywną postacią, to pozostajesz nią do końca. Nie ma nagłego cudownego nawrócenia tylko po to, żeby wszystko ładnie domknąć. Fałszywy instagramowy świat również zostaje odkryty, gdzie nic poza pięknym kadrem i dużą ilością serduszek pod postem nie liczy się. To na swój sposób smutne, że zatraciliśmy się w tak idealnym życiu, że nasza codzienność nas dobija i chcemy dążyć do tego nieperfekcyjnego piękna pokazywanego nam w sieci. Wszyscy chcemy wyglądać idealnie, mieć idealne życie, idealnych znajomych i idealne zdjęcia, choć za tym wszystkim często kryje się coś zupełnie innego. Sobczak dobrze pokazuje, że za jednym zdjęciem może stać cała historia, której obserwujący nigdy nie zobaczą. Autorka również z lekkością porusza wątki psychologiczne i robi to tak wiarygodnie, że wierzę, że sama ma takie wykształcenie. "Żółć" to kolejny świetny tom, w którym Trójmiasto pokazuje swoje wszelkie uroki - od pięknych kadrów po makabryczne zbrodnie. I chyba właśnie za to lubię ten cykl. Z jednej strony mamy morze, plaże i całe to wakacyjne piękno, a z drugiej strony miejsca, w których dzieją się rzeczy, o których zdecydowanie nie chcielibyśmy czytać w lokalnych wiadomościach.

    Sobczak po raz kolejny otwiera przed nami swój cudowny świat, a Leo Bilski zaprasza, by zatracić się w trójmiejskim klimacie. Czytelnik czuje się wciągnięty od samego początku i chce czytać dalej. Realni bohaterowie, straszna śmierć i prawda, którą trzeba odkryć, nawet jeśli nie wszyscy chcą, by wypłynęła na wierzch. Dla fanów cyklu to kolejna, obowiązkowa powieść - polecanko! :)

czwartek, 20 sierpnia 2026

[61]BOOKS: Wiarołomca - Hannah Kaner

Tytuł - Wiarołomca
Oryginał - Faithbreaker
Seria - Upadli Bogowie
Autor - Hannah Kaner
Wydawnictwo - Jaguar
Gatunek - fantasy
Tłumaczenie - Jacek Drewnowski
Ilość Stron - 432
Data Wydania - 28 stycznia 2026
Moja Ocena - 9/10






Epickie zakończenie trylogii "Upadli Bogowie", która natychmiast trafiła na 1. miejsce listy bestsellerów Sunday Times.
Nadeszła wojna. Potężni bogowie i śmiertelni bohaterowie stają do ostatecznej walki o władzę. Bogini ognia Hesth prowadzi niszczycielską armię na południe, a jedyną nadzieją świata jest sojusz dawnych nieprzyjaciół przeciwko wspólnemu wrogowi.
Elo nawiązuje niełatwy sojusz z Arrenem - swoim przyjacielem, wrogiem i królem. Teraz każdy z nich musi zdecydować, ile gotów jest poświęcić, aby odwrócić losy wojny.
Inara dołącza do matki na statku Silverswift. Wciąż zmaga się z własnymi mocami i przeznaczeniem.
Kissen zaś - szukając rodziny - staje przed pytaniem, o co i dla kogo tak naprawdę warto walczyć.   

     Minęło trochę czasu, odkąd bawiłem w świecie „Upadłych Bogów” i nie ukrywam, że miałem chrapkę na finał już dawno, ale w tym roku przeżywam jakiś kryzys czytelniczy i zwyczajnie ciężko jest mi się zabrać za czekające lektury. „Wiarołomca” to zakończenie przygód Inary, Kissen, Elo oraz Skediego – naszego boga niewinnych kłamstewek. To także ostateczna bitwa z boginią Hseth oraz jej wyznawcami.

„Ognista bogini była rozpalona do białości, spływały z niej fragmenty ciała, a oczy miała niczym rozżarzone piętna. Nie była już rudowłosą Talicjanką, tylko boginią wojny i śmierci.”

   Na początku zaprzeczę sam sobie, bo powiem, że powieść mi się podobała, ale jednocześnie rozumiem burzę negatywnych opinii o samym finale - według wielu czytelników - najsłabszym z serii. Osobiście uważam, że brakowało mi tu pewnego paliwa u autorki, bo finał, choć sam uważam za ciekawy, to jednak wątkowo toczył się niezwykle wolno, a zakończenie było dość przewidywalne. W sumie nie tylko koniec, ale część wyborów naszych bohaterów mogliśmy przewidzieć już wcześniej i wiedzieliśmy, że właśnie w taki czy inny sposób zareagują. Obawiam się, że zamysłem Kaner był happy end na całościową skalę, co ostatecznie odebrało mu pewnego rodzaju zrozumienie u czytelników. Nie kłamię, że to wciąż dobra porcja fantasy - to nasz ukochany Middren, który poznaliśmy i pokochaliśmy w poprzednich częściach. Lubię pirackie wątki, więc przygody Inary i Kissen czytało mi się niezwykle przyjemnie, gdy były na morzu. Zresztą obie panie od początku miały specjalne miejsce w moim sercu. Kissen jak prawdziwa babka z krwi i kości - bogobójczyni - oraz mała lady Craier, która jeszcze nie pokazała wszystkich asów z rękawa swoich możliwości. Nasz wojenny bohater Elo również ma tutaj swoje więcej niż pięć minut i chyba jemu trzeba podziękować za dobre etosy wojenne oraz wygrane, choć z różnymi skutkami, bitwy. Historia króla Arrena nie była dla mnie zaskoczeniem, zwłaszcza po jednym rozdziale - już wiedziałem, jaki będzie finał. I tu właśnie cholernie szkoda, że autorka podawała nam część rozwiązań już gotowych na tacy - nie było zaskoczenia, co się wydarzy, co niestety diametralnie wpływa na odbiór książki.
     Mimo iż kocham te postacie i ich przygody całym sercem, to uważam, że Kaner nie dowiozła finału trylogii do końca. Owszem, podobały mi się gry polityczne, etosy wojenne czy spotkania z bogami, ale brakowało mi takiego pełnego konceptu. Jakby autorka wpadała na pewne rzeczy dopiero w trakcie pisania, co potęguje wrażenie, że nijakie rozdziały rozdzielają naprawdę dobre czytelnicze wątki.

    Jeśli jesteście fanami „Upadłych Bogów”, to oczywiście zachęcam Was do ostatniej podróży do świata Middrenu, by spotkać naszych bohaterów - myślę, że mimo wszystko zasługują na pożegnanie. To wciąż dobre fantasy, ciekawie skrojony świat i niejednolici bohaterowie. Przygotujcie się jednak na mimo wszystko pewną walkę w czytaniu - nie każda strona zrobi u nas „wooow”, ale pewne postacie i ich cięte języki wynagradzają te wpadki...

niedziela, 9 sierpnia 2026

[60] BOOKS: Zamknięte w Lodzie - Izabela Janiszewska

Tytuł - Zamknięte w Lodzie  
Oryginał - 
Seria - 
Autor - Izabela Janiszewska
Wydawnictwo - Czwarta Strona
Gatunek - kryminał/thiller
Tłumaczenie - 
Ilość Stron - 400
Data Wydania - 06 maja 2026
Moja Ocena - 9/10






Świat milknie pod śniegiem, mróz ścina krew w żyłach, a pod nieskazitelną warstwą bieli kryją się najmroczniejsze sekrety.
Kiedy w zimowym lesie zostaje odnalezione ciało młodej kobiety, Anita Bauer - ambitna technik kryminalistyki, dla której to jedna z pierwszych poważnych spraw - szybko zaczyna wątpić w oficjalną wersję wydarzeń. 
W tym samym czasie Maciej Wajda - doświadczony psychotraumatolog - angażuje się w niepokojącą historię mężczyzny cierpiącego na poważną lukę w pamięci. Gdy tajemniczy pacjent zaczyna podejrzewać, że w czasie którego nie potrafi sobie przypomnieć, mógł dopuścić się zbrodni, Wajda musi się zmierzyć nie tylko z cudzymi wspomnieniami, ale również własną przeszłością.
Dwie historie. Jedna tajemnica. I lód, w którym zamknięta jest prawda. 


  My, Polacy, to jednak potrafimy w kryminały! Nie jest to moje pierwsze spotkanie z piórem pani Janiszewskiej i cieszę się, że mogłem poznać kolejną książkę jej autorstwa. „Zamknięte w lodzie” to powieść wielowątkowa, gdzie mnoży się dużo różnych poszlak, a ja już zaczynałem podejrzewać wszystkich po kolei. Finał trzymał mocno, że nie dało się odłożyć książki na bok.

„Powinien uważać na wypowiadane życzenia, bo los niekiedy potrafi być hojny i miewa bardzo czuły słuch.”

    Powieść zaczyna się dość delikatnie, o ile można tak określić kryminał, ale akcja szybko zaczyna nabierać tempa. Niezwykle fajnie wypada tutaj obsada bohaterów od tych, których chcemy poznać bliżej i przejmujemy się ich losami, po takich, znikających z naszego widoku, z czego wręcz się cieszymy. Może sam chciałem wrzucić tu jakieś lovestory, ale wyczuwałem iskrzenie za każdym razem, gdy mieliśmy interakcje pomiędzy Anitą Bauer a Maciejem Wajdą. Tej pierwszej mam nadzieję przeczytać jeszcze jakieś przygody. Jednak wracając do samej historii - wszystko tutaj gra. Od początku autorka utrzymuje dobre tempo akcji, bez zbędnych przedłużeń, ale jednocześnie bez poganiania wątków. Wszystko, co ważne, ma tutaj swój czas antenowy i naprawdę dobrze się to czyta. Nieodkładalna - tak określiłbym tę lekturę już gdzieś po jednej czwartej stron. Mnożąca się ilość pytań zaczynała nas nęcić, a finał nie pozostawił żadnych niedopowiedzeń. Historia jest zakończona od początku do końca. Janiszewska sprawnie kreuje wszystko swoim piórem, czujemy, że przeżywamy te przygody z naszymi bohaterami. Osobiście bardzo czułem się wrzucony w wir historii, co bardzo uwielbiam podczas czytania. Chcę czuć, co się dzieje, poznawać wątki z różnych perspektyw i przede wszystkim chcieć dalej czytać. Kryminał ma to do siebie, że pojawiają się najczęściej morderstwa i różne poszlaki. Fajnie, że autorka nie koloryzowała tego, co pisze - jak coś miało być krwawe i ciężkie, to takie właśnie było.
    Janiszewska stworzyła bardzo realistyczną historię, która wciąga czytelnika już od pierwszych stron. Od leśnego morderstwa po tajemniczego pacjenta u psychologa. Tu każde słowo, każdy ruch coś wnosi nie tylko do życia postaci, ale jednocześnie do rozwiązania zagadki. Finał został napisany naprawdę mistrzowsko. Nie czujemy, że coś zostało pominięte. Mimo wielu pytań od początku dostajemy wyjaśnienia wszystkich nurtujących nas rzeczy i za to duży plus dla autorki.

„Zamknięte w lodzie” to kolejna dobra pozycja na naszym rodzimym rynku. Gdy pozostałe gatunki książek naszych autorów nie zawsze dowożą, to wiemy, że kryminały nas nie zawiodą. Janiszewska staje się coraz bardziej rozpoznawalnym nazwiskiem w tym świecie i dobrze, bo umie stworzyć super historię, utrzymać czytelnika i sprawić, by nie chciał odłożyć lektury nawet na moment.

piątek, 24 lipca 2026

[59] BOOKS: Poławiacze Sunu - Michał Organiściak

Tytuł - Poławiacze Sunu
Oryginał -
Seria - 
Autor - Michał Organiściak
Wydawnictwo - Fabryka Słów
Gatunek - fantasy
Tłumaczenie - 
Ilość Stron - 496
Data Wydania - 13 marca 2026
Moja Ocena - 9/10






Nie każdy upadek kończy się na dnie. Czasami dno jest dopiero początkiem drogi. Życie Martena, oficera marynarki Koralowego Lorda, miało być prostą ścieżką ku zaszczytom. Skończyło się jednak na polu bitwy, w krwi kompanów, gdzie dwa księżyce zwiastowały szaleństwo. Aby przeżyć, Marten musiał sięgnąć po sunu - narkotyk, który raz skosztowany, staje się panem i władcą. To wyrok zapisany w żyłach, przed którym nie ma ucieczki. Oto historia dwóch braci, których los rozdzielił, a ambicja i błędy przeszłości znów pchnęły ku sobie. To kronika świata, gdzie salwy burtowe i świat korsarskich kordelasów zagłuszają szept politycznych intryg. Magia nie jest tu darem bogów, lecz bronią, która najpierw uzależnia, a potem pożera duszę i ciało. 

    Muszę przyznać, że pierwszy raz kupiłem książkę, o której nie słyszałem nic poza tym, że pół mojego czytelniczego instagrama było właśnie w recenzjach tej pozycji. Dosłownie wyskakiwała mi z lodówki, więc postanowiłem sam sprawdzić o co tyle szumu. Ostatecznie nie czułem się zawiedziony, jak na polski tytuł jest całkiem niezły, ale brakowało mi takiej kropki nad i w tym wszystkim.
" Nabrał powietrza w płuca, otworzył szeroko oczy, rozłożył ręce. Magia płynęła przez jego ciało. Był gotów. "
    "Poławiacze Sunu" jest niezwykle udanym debiutem, jest w tej powieści coś nowego, jakiś inny wiatr, który sprawia, że lektura jest naprawdę przyjemna, bohaterowie są całkiem dobrze skonstruowani, a fabuła nie ma dziur i dużych przerw. Niestandardowo zacznę od minusów książki - brak mi tutaj pełnej wersji korsarzy i piratów, wielkich ulew i przetrwania na morzu czy abordażu wrogich statków. Wątek marynistyczny uważam, że jest ociosany do minimum - mamy wodę, parę łódek i jakiś tam kapitanów, nie czułem wcale tej morskiej przygody, jakby bohaterowie przebywali na swoich brygach zaledwie parę minut, a już sama świetna okładka to sugeruje, więc co się stało? Z tym łączy się finał naszej historii - jakoś uciekł mi za szybko, był ciekawy, ale miałem wrażenie, że ostatecznie przeczytałem jedną stronę i go by było finito, a myślę, że fajniej by było rozbić to na dwa tomy bądź rozbudować ten. Jeśli chodzi o plusy - to okładka kusi i nęci już od samego początku, ale nie od dziś wiadomo, że Fabryka Słów umie stworzyć coś co cieszy oko. Nasi bohaterowie są żywi z krwi i kości, nie czuć tu żadnych pustych stron - każdy z nich ma swoje wady i zalety i przekonania, w które wierzy do samego końca. Mimo iż większość czytelników ocenia negatywnie Cobara - młodszego z braci Duvalletów, to mi ten irytujący szczeniak, który przez większość był postrzegany jako niezdara całkiem przypadł do gustu. To osoba, która za wszelką cenę chciała pokazać swoją przynależność oraz odwagę, co u mnie akurat plusowało. Również czarodziejka Martika jest ciekawą osobowością, choć jej życzyłbym akurat lepszych wątków, niż te zgotowanie przez autora. Marten Duvallet budził u mnie ogromne emocje, od uwielbienia po chęć zaciukania go gdzieś po cichu w jego kapitańskiej kajucie, ale jeśli bohaterowie budzą w nas takie emocje, to znaczy, że są dobrze zbudowane i o to chodzi. Samo sunu, jak i znaczna część osób zauważyła - dość przypomina nam narkotyk znany z serii "Diuna", ale i tak dość przyjemnie się czytało o nim, choć może po wielkich tomiszczach świata Arrakis brakowało mi trochę wytłumaczenia istnienia sunu, poza tym, że jest, trzeba go poławiać i daje moc, ale uzależnia. Mamy też fajnie zbudowany świat własny, jest też mapka, która pomaga nam się orientować gdzie jesteśmy na morzu.
     Może i mam słabość do polskiej fantastyki - zawsze będę trochę niepoprawnym optymistą, ale uważam, że naszym rodakom idzie coraz lepiej. Powieści, wątki oraz bohaterowie są coraz bardziej wiarygodni, a lektury przyjemniejsze i nie ma się ochoty ich odłożyć po paru pierwszych stronach, ale do zagranicznych tytułów wciąż nam wiele brakuje.

    "Poławiacze Sunu" to niewątpliwie udany debiut, czuć tę świeżość i nowe, nieznane wcześniej pióro. Nie jest to oczywiście pozycja idealna, ale jak na początek uważam, że jest naprawdę nieźle. Może to kwestia udanej promocji, książka niemalże wyskakiwała mi z lodówki, ale cieszę się, że mogłem poznać świat wykreowany przez Michała Organiściaka. Niestety nie była to kompletna seria marynistyczna, na jaką liczyłem, ale polecam i czekam na kolejne lektury autora! 

wtorek, 16 czerwca 2026

[57] BOOKS: Spalona Ziemia - Danielle L. Jensen

Tytuł - Spalona Ziemia
Oryginał -  Scorched Earth
Seria - Mroczne Wybrzeża
Autor - Danielle L. Jensen
Wydawnictwo - Galeria Książki
Gatunek - fantasy
Tłumaczenie - Anna Studniarek-Więch
Ilość Stron - 968
Data Wydania - 26 lutego 2026
Moja Ocena - 10/10






"Spalona Ziemia" to długo wyczekiwane, porywające zwieńczenie bestsellerowego cyklu.
Lidia i Killian, po udanej, choć okupionej ogromnymi stratami ucieczce z rąk wroga, stają przed największym wyzwaniem ich życia. Muszą nie tylko znaleźć sposób na powstrzymanie rozprzestrzeniającej się zarazy, ale także zmierzyć się z potężnym Zepsuciem, które zagraża wszystkiemu, co kochają. Lidia toczy wewnętrzną, wyniszczającą walkę z jego wpływami, doskonale świadoma, że jej ewentualna porażka oznacza śmierć bliskich. To opowieść o heroizmie, niezłomności i ciężarze odpowiedzialności, który spoczywa na barkach tych, którzy ośmielili się sprzeciwić mrocznym siłom.

    Z serią "Mroczne Wybrzeża" nie miałem udanej relacji, to było typowe love-hate relationship czytelnicze. Raz stwierdzałem, że to jedne z lepszych fantasy jakie czytałem w życiu, by po chwili stwierdzić, że dawno nie miałem styczności z tak irytującymi bohaterami, a część wydarzeń byłem w stanie przewidzieć. Jednak to były pierwsze tomy, a końcówka sagi była dla mnie czytelniczym marzeniem.
    Wyjątkowo zacznę od minusów, a w zasadzie jednego - jest to sam finał. "Spalona Ziemia" jest dość opasłym tomiszczem, ale ja akurat takie uwielbiam. Niestety przy tak dużych książkach problematyczne może być paliwo w postaci utrzymania czytelnika do końca, jak również nie zawiedzenie go. Tu mam trochę problem, bo mimo iż finał wciągałem po kilkadziesiąt stron dziennie ciągle chcąc więcej, to po lekturze ostatnich stron wciąż mam takie - aha?? Mam wrażenie, że za dużo było sytuacji bez wyjścia, które się nagle rozwiązały. Może miał być to zabieg autorki by zaszokować czytelnika na wszelkie sposoby, bo parę akcji pozostawia w głębokim zdumieniu, tak brakowało mi takiej wyraźniej kropki nad i, i choć mamy tu pewno wątkowy happy end, osobiście uważam, że on tu nie pasuje. Całościowo to jedyny minus w moim odczuciu. Wciąż mamy cudowny świat Reath, królestw i ich kultur. To wciąż ukochani przez nas bohaterowie, te wszystkie duety stworzone przez Jensen, one po prostu maja to coś. Myślę, że są takimi obecnymi power couple, ale historia Lidii i Killiana będzie moją ulubioną, choć to Teriana na podstawie całego cyklu skradła moje serce. "Mroczne Wybrzeża" to opowieść wielowątkowa, gdzie przeplatają się przeróżne dylematy, tracimy część bohaterów, a część postaci traci nasz szacunek. Tu nic nie jest zero jedynkowe, a władza w rękach nieodpowiednich osób jest wciąż tragicznym narzędziem. Fajnym wątkiem był cios zadany Cesarstwu - Imperium, które zazwyczaj ciemiężyło nagle musi się bronić, a Lidia aka vel Kitaryia Falorn nie było dla mnie czymś odkrywczym, coraz więcej autorów sięga po taki motyw. Lubię też książki z fajne obsadzą własną religią, bogami oraz ich adeptami, czyli naszymi Naznaczonymi. Fajnie gdy dostajemy cały świat, nie tylko bohaterów, królestwo, wątki miłosne czy wojnę, ale również to, w co wierzą zwykli mieszkańcy danego królestwa. To jest fantastyka pełną gębą, i ja bardzo chętnie wrócę kiedyś ponownie do świata "Mrocznych Wybrzeży".

    Danielle L. Jensen wrzuca nas w finałowy akt swojego cyklu, który dosłownie nas wchłania, momentami nie dało rady odłożyć lektury, bo czytelnik chciał wiedzieć co dalej i dalej. Osobiście nie kochałem tej serii od początku, ale ostatecznie zostaje w moim serduszku. Saga wciąga i zatrzymuje w swoim świecie, chcemy go poznawać i eksplorować. Poznać każdy zakątek i zobaczyć każde miasto, wziąć udział w tych bitwach innych przygodach bohaterów i to jest w tym wszystkim najpiękniejsze. Cieszę się, że dotrwałem do końca, bo mimo pewnych minusów w moim odczuciu - było warto. Finał opiewa na ponad tysiąc stron, ale jest to lektura która wciąga na maxa i właśnie taka powinna być dobrze napisana książka!

czwartek, 30 kwietnia 2026

[54]BOOKS: Inne Tonacje Ciszy - Remigiusz Mróz

Tytuł - Inne Tonacje Ciszy
Oryginał - Inne Tonacje Ciszy
Seria - Aspen i Joyce
Autor - Remigiusz Mróz
Wydawnictwo - Czwarta Strona
Gatunek - thiller/young adult
Tłumaczenie - 
Ilość Stron - 480
Data Wydania - 6 grudnia 2023
Moja Ocena - 8/10






Jak wiele może zmienić jedna, zapomniana kaseta magnetofonowa?
Aspen Wakefield była pewna, że jest przygotowana na wszystko, co los rzuci jej pod nogi w pierwszym dniu college'u. Myliła się. Przez rozpędzoną półciężarówkę, która wbiła się w jej samochód, straciła nie tylko matkę, ale także wszystko, na co dotychczas pracowała.
Obudziwszy się w szpitalu, zobaczyła obcego chłopaka siedzącego przy jej łóżku. Nigdy wcześniej go nie widziała, nie miała pojęcia kim jest, co robi w jej sali ani kto pozwolił mu przy niej czuwać. Jedno było dla Aspen pewne. Grayson Joyce wyglądał jak problem tylko czekający na to, by się zdarzyć.

    Mroza podobno się kocha albo nienawidzi, ciężko mi stwierdzić, do której grupy należę, bo to jego pierwsza powieść w mojej biblioteczce. Jednak ku mojemu zdziwieniu czytało mi się tę historię dość przyjemnie i naprawdę wciągnąłem się w świat Aspen i Joyca'a. To jest typowa lektura young adult podpita nutą kryminału i thilleru, ale i tak bardziej określił bym ją jako powieść dla nastolatków. Taka ulepszona wersja wattpadowych hitów z lat dwa tysiące dziesięć plus. 
"Czy nie bylibyśmy znacznie szczęśliwsi, gdyby nie obciążały nas wspomnienia?"
    Aspen ma amnezję, która totalnie odbiera jej życie, bo dziewczyna nie wie co się dzieje dookoła niej. Posiada podstawową wiedzę ujmijmy to naukowa, wie do czego służy telefon, ale nie pamięta nic z swojego sensu życia stricte. W szpitalu czeka na nią niespodzianka, przy jej łóżku siedzi chłopak, którego oczywiście ona nie zna. Czy te spotkanie stanie się początkiem przyjaźni, a być może Grayson Joyce pomoże jej odzyskać utracone wspomnienia? Wiele osób zachwyca się piórem Mroza, a to było moje pierwsze spotkanie z jego twórczością. Powieść jest lekka, czyta się ją naprawdę sprawnie, opisy nie są zbyt długie, a dialogi czasami zbyt "nastolatkowe" jak na nastolatków. Brakowało mi trochę rozwinięcia postaci, bo poza Aspen i Graysonem zbytnio nie znamy drugiej strony medali pozostałych bohaterów. Wiemy coś o nich powierzchownie, ale bez głębszych rozmyślań. Sama główna historia też jest dość prosta, a postacie poruszają się w gąszczu wątków bez większych przeszkód, a jeśli się takowe pojawiają to oni zgrabnie je przeskakują. Brakowało mi jakieś większej tajemnicy, sekretu, który należy rozwiązać, bo jak się okazuje zawsze i wszędzie wszystko sprowadza się do pieniędzy. Najlepszym momentem tej powieści okazuje się końcówka, choć muszę przyznać, że żadnego zaskoczenia przynajmniej u mnie nie było. Mróz zgrabnie prowadzi wątki, mamy zachowany sens wydarzeń, a wielkie tajemnice dość szybko odkrywają karty.
 
   "Inne Tonacje Ciszy" to powieść niezbyt wygórowana, nie musisz się wgłębiać w wątki by wiedzieć co się dzieje. Część bohaterów mimo bycia totalnymi "Mary Sue" bywają typowo irytujący i wkurzający, jak również sama Aspen. Jedynym dobrym wątkiem jest tutaj końcówka, która naprawdę napędza wydarzania i otwiera karty do kolejnej części. Również Grayson jest tutaj numerem jeden, tajemniczy i pociągający, jest w nim coś, że mu współczujemy i chcemy go poznać z każdej strony. Mimo słabego początku, to finał sprawia, że chcemy sięgnąć po kolejny tom! 

poniedziałek, 16 lutego 2026

[48] BOOKS: Czerń - Małgorzata Oliwia Sobczak

Tytuł - Czerń
Oryginał - Czerń 
Seria - Kolory Zła
Autor - Małgorzata Oliwia Sobczak
Wydawnictwo - W.A.B.
Gatunek - kryminał/thiller
Tłumaczenie -
Ilość stron - 448
Data Wydania - 06 maja 2020
Moja Ocena - 9/10






Zło rodzi się w ciemności.
Prokurator Leopold Bilski po sprawie Skalpela zostaje zesłany z Sopotu do prokuratury w Kartuzach. Nie najlepiej znosi tę degradację. Tymczasem Ania Górska błyskotliwie zdaje egzaminy i rozpoczyna pracę jako asesor prokuratorski. Pierwszą poważną sprawą, którą musi się zająć, jest zaginięcie trzynastoletniej dziewczynki. Jeden z tropów prowadzi do Kartuz, gdzie...znika kolejne dziecko. Czy można zacząć od nowa? Jakie upiory kryją się w przeszłości i przede wszystkim: kim jest Potwór z Kartuz? Okazuje się, że malownicze kaszubskie miasteczko skrywa niejedną wstrząsającą tajemnicę. 

    Przyznaję bez bicia, że niecierpliwie wyczekiwałem kolejnych przygód prokuratora Bilskiego w następnej odsłonie serii „Kolory Zła” autorstwa Małgorzaty Sobczak. I po raz kolejny autorka zabiera nas do świetnie wykreowanego świata małego miasteczka, które skrywa własne tajemnice - a właściwie cały kosz sekretów. Tym razem Bilski musi wejść w zupełnie obcy sobie świat, by uratować porwane dzieci. Czy mu się uda? Jak zakończy się polowanie na potwora z Kartuz?
     Nie od dziś wiadomo, że małe miasteczka kryją mnóstwo sekrecików, a ich odkrywanie rzadko bywa przyjemne. Bilski musi przełamać nieufność i butność mieszkańców oraz kolegów z policji, by odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Po niezbyt udanym finale sprawy „Skalpela” zostaje zesłany do Kartuz, gdzie nie jest mu łatwo odnaleźć się w nowej lokalnej rzeczywistości. Tutaj obowiązuje prosta zasada - każdy widział, każdy wie, a obcemu powie, że nie słyszał. Sam pochodzę z małej wioski na Podlasiu, więc doskonale rozumiem ten świat. Jednak praca policji to nie zabawa z nieufnymi mieszkańcami, lecz bezwzględne dążenie do prawdy. Wraz z Bilskim do Kartuz wraca po latach Julita Sarman z synkiem, chcąc zacząć nowe życie po stracie męża. W tym samym czasie Ania Górska prowadzi własne śledztwo w sprawie zaginięcia nastolatki, a tropy prowadzą również do pomorskiego miasteczka, które stanie się finałem ciężkiej i mrocznej historii. Sobczak po raz kolejny kreuje świat, który czujemy niemal fizycznie - stoimy obok bohaterów, przemierzamy ulice, zaglądamy w zarośla. Opisy są szczegółowe i sugestywne, ale nigdy nużące. Wracają dobrze znane postacie, jak Leo czy Górska wraz ze swoją policyjną paczką, pojawia się też cała plejada mieszkańców miasteczka. Może dlatego, że sam dorastałem w podobnej kulturze - „trzeba iść do kościoła w każdą niedzielę, bo co ludzie powiedzą” - doskonale rozumiem bunt młodzieży, która ucieka od rodzin bardziej przejętych opinią innych niż szczęściem własnych dzieci. Poza głównym wątkiem porwań i echem dawnego morderstwa dostajemy także przejmujący obraz kryzysów rodzinnych, które odciskają piętno na charakterach i decyzjach bohaterów. Sobczak bezlitośnie odkrywa karty kościelnego półświatka - zakłamania i obłudy, gdzie wszyscy wiedzą i się domyślają, ale nikt nic nie powie. Bo przecież „na kościół nie można”. I właśnie wtedy z impetem wkracza Bilski ze swoją ekipą, która nie cofnie się przed niczym, by odkryć prawdę. Przetrzepią każdą piwnicę i każdy skrawek lasu, by odnaleźć zaginione dzieci. Po raz kolejny imponuje mi determinacja prokuratora, który mimo że znajduje się w nowej, nieprzyjaznej rzeczywistości, nie boi się ryzyka i sięga po wszystkie asy z rękawa, by doprowadzić sprawę do końca.
    Fabuła tej części jest skonstruowana bardzo solidnie - czytelnik nie odczuwa zmęczenia ciężarem tematu, a wątki poboczne nie wybijają z rytmu. Bohaterowie są z krwi i kości, nie każdy uprzejmy obywatel rzeczywiście życzy ci dobrze, żony milczą, znając sekrety mężów, a matki strofują dzieci, by wypaść lepiej w oczach innych rodzicielek. Czy Kartuzy pozostaną takie same, gdy wszystkie karty zostaną odkryte?

„Dyscyplina… tak, bez dyscypliny w domu jeszcze żaden porządny katolik nie wyrósł.”

    „Czerń” to powieść, którą się pochłania. Chcemy wiedzieć natychmiast, co wydarzy się dalej, a kolejne tropy zmuszają nas do prowadzenia własnego śledztwa. Nie od dziś wiadomo, że małomiasteczkowość bywa większą krainą węży niż wielkie miasta. Podobało mi się również to, że poza głównym wątkiem kryminalnym patrzymy „swoimi” oczami na życie Leopolda i Anny. Tego brakowało mi w pierwszej części - zbyt mało było ich prywatności. Tym razem autorka zaprasza nas także do tego świata. Zdecydowanie polecam -  i czekam na adaptację filmową, której premiera ma odbyć się w tym roku.

wtorek, 20 stycznia 2026

[45] BOOKS: Czerwień - Małgorzata Oliwia Sobczak

Tytuł - Czerwień
Oryginał - Czerwień
Seria - Kolory Zła
Autor - Małgorzata Oliwia Sobczak
Wydawnictwo - W.A.B.
Gatunek - kryminał/thiller
Tłumaczenie -
Ilość Stron - 384
Data Wydania - 4 września 2019
Moja Ocena - 8/10






W połowie lat 90. w Sopocie dochodzi do tajemniczej zbrodni... Ginie dziewczyna, a jej ciało zostaje przez sprawcę nietypowo okaleczone. Osiemnaście lat później Trójmiastem wstrząsa informacja o bliźniaczo podobnej sprawie.
Małgorzata Oliwia Sobczak jako autorka powieści kryminalnej zaskakuje i zachwyca, śmiało konkurując z najlepszymi polskimi twórcami kryminału.

    Może wyjdę trochę na ignoranta, ale oglądając adaptację powieści na jednej z platform streamingowych jakoś mi umknęło, że to jest na podstawie książki. Potem w księgarni się na to natknąłem i postanowiłem przeczytać pierwowzór. Zdecydowanie nie żałuję.
" W kryminalistyce wszelkie zbiegi okoliczności są nieprzypadkowe. To uporządkowana sekwencja, która pomaga zinterpretować wydarzenia".
    Czerwień toczy się w dwóch liniach fabularnych - pierwsza to wydarzenia z tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego piątego  roku, a drugie to akcja osiemnaście lat później. Obie linie jednak się przecinają, niejako uzupełniają i jak można się domyślić z opisu - dotyczą wspólnej sprawy. Gdy na plaży zostaje znalezione ciało, a twarz zmarłej jest oszpecona w podobny sposób Leopold Bilski w pewnym momencie musi brać sprawy w swoje ręce by znaleźć przestępcę obecnej i poprzedniej zbrodni. Nie ulega wątpliwości, że perspektywę lat dziewięćdziesiątych czyta się lepiej - Trójmiasto i tamtejsi bohaterowie, choć po części są tłem i głównym wątkiem. Mimo iż raz w swoim życiu byłem nad polskim morzem, to zdecydowanie podczas lektury czułem jakbym stał obok bohaterów i poruszał się miastem wraz z nimi. Sobczak niezwykle trafnie kreuje bohaterów, relacje rodzinne czy popularną w tamtych czasach mafię jak również codzienne policyjne życie - jako laik w tych sprawach jestem w stanie uwierzyć, że tak to właśnie działa, a to właśnie powinien czuć czytelnik - wierzyć w historię oraz jej bohaterów. Oczywiście brakuje czasami pewnego pędu w akcji, pewne sprawy mogłyby być  przyśpieszone, ale te prawie czterysta stron lektury pożeramy w dość przyjemnym tempie. Podoba mi się te stopniowanie napięcia, fałszywe tropy, które podrzuca nam autorka. Sami chcemy odkryć prawdę, a stopniowe napięcie gdy już wydaje nam się, że mamy sprawcę podbija historię. Gdzieś chyba w połowie lektury poniekąd domyśliłem się finałowego zakończenia, ale w niczym nie przeszkodziło mi to żeby dalej z zaciekawieniem eksplorować wątki "Czerwieni". Wszystko jest tak dobrze skondensowane, że w momencie finału jesteśmy zajarani, chcemy wiedzieć jak to się zakończy, choć czasami przechodzi nam przez głowę myśl - aj, głupiutka!
    Niezwykle ciekawie czytało się również rozwój postaci, i tutaj duże boom należy do Ani Górskiej, początkowo cichej asystentki Bilskiego, ale jak się potem okazuje - ta kobieta ma jaja. Interesująca jest również Helena Bogucka, matka zamordowanej osiemnaście lat temu dziewczyny. To opis kobiety silnej, ale jednocześnie w ciągłej żałobie. No i nasz as - Leopold Bilski. Może to nie postać na miarę "polskiego Poirot'a", ale czuć tutaj potencjał. Może gdyby wątki typowo fabularne były rozwinięte bardziej, ale liczę na to w kolejnych tomach.

    "Czerwień" to pierwszy tom serii - Kolory Zła. Bardzo chętnie przeczytam kolejne tomy, bo Leopold Bilski umie nas zaintrygować. Chcemy poznać jego, jak i również sprawy, którymi będzie się zajmował. Osobiście uważam, że polskie kryminały - książki oraz filmy stoją na dość wysokim poziomie, a świetnym przykładem jest tutaj powieść Małgorzaty Sobaczak. Zdecydowanie polecam - szczególnie fanom polskiego Trójmiasta! 😀

sobota, 10 stycznia 2026

[44]BOOKS: Kruczy Cień. Opowiadania - Anthony Ryan

Tytuł - Kruczy Cień. Opowiadania
Oryginał - Stories from The World of Raven's Shadow
Seria - Trylogia Kruczy Cień
Autor - Anthony Ryan
Wydawnictwo - Fabryka Słów
Gatunek - fantasy
Tłumaczenie - Marcin Kiszela
Ilość Stron - 320
Data Wydania - 1 maja 2025
Moja ocena - 9/10






Władza przychodzi w blasku stali i szeptach skrytych w mroku. Zawsze naznaczona jest krwią.
W tym zbiorze  czterech mrocznych opowieści  poznaj losy bohaterów, którzy nie pragnęli wielkości, lecz musieli stawić jej czoła. 
Powrót do świata "Kruczego Cienia" to nie tylko gratka dla wiernych czytelników Pieśni Krwi, Lorda Wieży i Królowej Ognia. To także nowa szansa, by spojrzeć w oczy cieniom, które zawsze czają się za bohaterami. 

   Po raz ostatni powracamy do świata Vaelina Al Sorny. To nasze finalne spotkanie z dobrze znanymi bohaterami - ostatnie uśmiechy, łzy i chwile radości. Anthony Ryan domyka historię „Kruczego Cienia” wyraźną klamrą. Muszę jednak przyznać, że jedynym elementem, którego mi tu zabrakło, był sam Vaelin. Rozumiem, że mamy do czynienia ze zbiorem opowiadań osadzonych w jego świecie, a nie historią skupioną bezpośrednio na Al Sornie, jednak po głównej trylogii zdążyłem się z nim mocno zżyć i brak wyraźnego pożegnania pozostawia lekki niedosyt.
    Ryan po raz kolejny udowadnia, jak sprawnie operuje piórem, a czytelnik z przyjemnością spędza czas z bohaterami, których już dobrze zna. Co prawda nie jestem wielkim fanem dokładania kolejnych części do zamkniętej opowieści, ale tych „dzieciaków” naprawdę polubiłem i chętnie dowiedziałbym się więcej, co u nich słychać. Zbiór składa się z czterech opowiadań, z których każde koncentruje się na innych postaciach znanych z głównego cyklu. Choć ponownie muszę zaznaczyć brak Vaelina, świetnie bawiłem się, śledząc przygody brata Sollisa czy przyszłego Lorda Południowej Wieży. Na kartach książki pojawia się także znany i lubiany (mam nadzieję!) Lord Verniers - kronikarz i swoisty narrator części wydarzeń. Każda z opowieści ma swój własny styl, dostosowany do bohaterów, których dotyczy, jednak wszystkie trzymają bardzo dobry poziom. Ryan skutecznie zatrzymuje nas dłużej w Królestwie i co najważniejsze, my naprawdę chcemy tu zostać. Szczególnie przyjemnie było znów zobaczyć brata Frentisa, jeszcze jako dzieciaka na ulicach Varnishold, oraz poznać jego życie, zanim trafił do Domu Szóstego Zakonu. Dużym plusem jest także obecność brata Sollisa, przewijającego się przez kilka historii. Wszystkie te opowieści chłonąłem z niezmiennym zainteresowaniem. Uważam, że „Kruczy Cień”, choć brutalny, zajmuje bardzo wysokie miejsce wśród współcześnie wydawanej fantastyki. To świat krwawy, ciężki i pozbawiony filtra -  jeśli coś jest złe, to jest złe do samego końca, a właśnie ta szczerość zachwyca najbardziej.

    Zbiór jest krótki i zwięzły  - wystarczy na trzy, maksymalnie cztery wieczory - jednak powrót do znanych postaci i świata sprawia ogromną przyjemność. Ryan jak zawsze pisze lekko i sprawnie, a książkę czyta się niemal sama. Z czystego uwielbienia z chęcią sięgnąłbym po kolejne historie z uniwersum Vaelina. Osobom, które dopiero rozpoczynają swoją przygodę z twórczością Anthony’ego Ryana, polecam jednak sięgnąć po te opowieści dopiero po ukończeniu trylogii - pozwoli to uniknąć spoilerów oraz niezrozumiałych wątków.

czwartek, 4 grudnia 2025

[42] BOOKS: Królowa Ognia - Anthony Ryan

Tytuł - Królowa Ognia
Oryginał - Queen Of Fire
Seria - Trylogia Kruczy Cień
Autor - Anthony Ryan
Wydawnictwo - Fabryka Słów
Gatunek - fantasy
Tłumaczenie - Dominika Repeczko
Ilość Stron - 894
Data Wydania - 31 stycznia 2025
Moja Ocena - 9/10






Ukryj swoją przewagę, a podwoisz jej wartość. Choć kiedyś był niepokonany dzięki pieśni krwi, teraz Vaelin Al Sorna stracił swą moc, a jego przeciwnik zyskał groźnego sprzymierzeńca - tajemniczego Sojusznika, ducha o mocach potężnych niż wszystko, z czym Vaelin się dotąd mierzył. Aby zwyciężyć, bohaterowie muszą stanąć do walki z siłą, której nie można zabić... a Królestwo nie przetrwa bez ich ostatecznego zwycięstwa.  

    Finał trylogii "Kruczy Cień" zapowiadał się niezwykle imponująco, Anthony Ryan po raz kolejny zabiera nas do świata Vaelina Al Sorny, by wraz z innymi bohaterami stawić czoło złu. To już ostatnie spotkanie z dobrze znanymi nam postaciami, a gdy wydaje się, że wróg - Sojusznik ma wszystkie asy w rękawie i totalnie nic a nic go nie powstrzyma, niezachwiany Al Sorna przemierza ziemię skutą lodem by uratować swoich przyjaciół i wyzwolić Królestwo spod ataku Volarian.
"Kłamstwo dla jednego jest prawdą dla drugiego"
    Królowa Ognia podobnie jak poprzedniczka - opisuje wydarzenia z perspektywy kilku osób, co pozwala nam obserwować wydarzenia mniej więcej w tym samym czasie jak również dalej poznawać dane postacie. Tutaj niesamowicie wybija się po raz kolejny osoba Revy, jak również Królowa Lyrna Al Nieren. Chyba te dwie pętle historii niosą ten tom na skrzydłach. Reva wciąż zadziorna i niepokonana, wie, że ma dokąd wracać, oraz Lyrna. Wciąż tak samo piękna i wciąż tak samo przebiegła. Ona wie, że musi zmiażdżyć Volarię - inaczej za jakiś czas to oni rozniosą ich w pył, co już im się prawie udało. Frentis zostaje trochę z boku, choć wciąż walczy w imieniu Królestwa. Niestety dla mnie najsłabszymi watkami okazały się przygody Al Sorny na zimnej północy. O ile wątki z Północnych Rubieży z drugiego tomu trylogii czytałem z wypiekami na policzkach, tak teraz brakowało mi jakieś siły napędowej. Jakby trochę nasza historia się rozwlekła, i zazwyczaj nie mam problemów z przestojami, takie przerywniki często pokazują nam nowe oblicza bohaterów, tak przy "Królowej Ognia" mam wrażenie, że gdzieś tam zapał przygasł. Niemniej jednak finał wciąż czytamy ciekawi jego końca, czy Lyrna dokona ostatecznego zamachu na państwo Volarian, wyzwoli niewolników, a swoje Królestwo pozbawi niebezpiecznego wroga. Na duży plus wciąż "przepiękne" sceny batalistyczne i pomniejsze walki - chętnie zobaczyłbym to na dużym ekranie, jestem ciekaw jak by ta historia została poprowadzona w filmie czy serialu. Zakony wciąż odgrywają wielką rolę, choć wielu ich członków niestety ginie. Ryan nie żałuje bohaterów niczym Martin w "Pieśni Lodu i Ognia". 
    Vaelin choć osłabiony o swoją pieśń krwi nadal chce uratować swoje królestwo i przyjaciółkę Lyrnę. On wie, że musi zrobić wszystko. Jednakże w tym tomie zabrakowało mi takiego wigoru w jego postaci, mam wrażenie, że jego charakter totalnie opadł, zwłaszcza po śmierci jego towarzyszki. Nieodzowna jest również jedna z finalnych rozmów Al Sorny z Królową Al Nieren - czy żałujesz? Oczywiście! - skłamał. 

"Każdy kto twierdzi, że ma talent do wojny, powinien być uważany za największego z głupców. Udane prowadzenie działań wojennych jest bowiem nieustanną próbą zarządzania szaleństwem"

    Królowa Ognia jak poprzedniczki to powieść wielkowątkowa, pełna magii, wielkich bitew, cudownych bohaterów, wciąż pełna intryg i wszelkich knowań. Jest to dobre zakończenie trylogii - żałuję, że nie mogę użyć słowa epickie. Bo cała seria "Kruczy Cień' jest świetną gratką dla fanów fantasy. Mam wrażenie jednak, że Ryan w pewnym momencie stracił trochę wigor w pisaniu. Wciąż z sensem, ale nie z rozmachem kończymy przygody Al Sorny i innych obywateli Królestwa. Dla miłośników pióra Ryana - uważam, że pozycja obowiązkowa. Jest to opasłe tomiszcze, które po skróceniu pewnych wątków byłoby pozycją idealną... 

czwartek, 30 października 2025

[39] BOOKS: Lord Wieży - Anthony Ryan

Tytuł - Lord Wieży
Oryginał - Tower Lord
Seria - Trylogia Kruczy Cień
Autor - Anthony Ryan
Wydawnictwo - Fabryka Słów
Gatunek - fantasy
Ilość Stron - 848
Data Wydania - 15 listopada 2024
Moja Ocena - 10/10







"Bogowie są prawdziwi dla tych, którzy w nich pokładają nadzieję"
Vaelin Al Sorna, legendarny wojownik, Morderca Nadziei, człowiek, który widział, jak jego królestwo tonie we krwi - wraca do domu. Niesie ze sobą ból, brzemię zdrady i jedno postanowienie: nigdy więcej nie sięgać po miecz. Ale los ma swoje plany, a pieśń krwi, która tętni w jego żyłach, nie zamierza milczeć.
"Lord Wieży" to opowieść o wojnie, zdradzie i potędze, która nie daje wytchnienia nawet tym pragnącym pokoju. Czasem, by ocalić wszystko, co ważne, trzeba jeszcze raz chwycić za broń - choć serce błaga o coś innego.

    Bardzo byłem ciekaw kontynuacji "Pieśni Krwi" i kolejnych przygód Al Sorny. Po raz kolejny się nie zawiodłem - to jak Ryan kreuje świat przedstawiony i zmagania bohaterów to istna poezja dla oczu. Wszystko widzimy, opisy sprawiają, że znajdujemy się niemalże obok postaci by przeżywać z nimi te przygody. 
    Drugi tom trylogii jest podzielony na etapy - każdy rozdział opowiadany jest z perspektywy innej osoby, ale nie odbiera to w niczym w płynności historii. Poznajemy oczywiście zmagania Al Sorny, gdy po powrocie do Królestwa, zostaje zesłany na Północne Rubieże - i to te momenty Lorda Wieży są moimi ulubionymi. Poznajemy drugie oblicze królewskiej intrygantki oraz Wielkiej Królowej - Lyrny, która również ma ciężką drogę, ale jej wątek jest jednym z mocniejszych filarów tej części. Przemierzamy świat z upodlonym w złej mocy bratem Frentisem, jak również stajemy na murach broniąc Alltoru wraz Revą. Rozpiętość zmagań i przemyśleń naszych cudaków, jest ogromna, co również przekłada się na ilość stron samej książki, ale dla mnie - zapalonego książkoholika w niczym to nie ujmuje. Ja kocham opasłe tomiszcza. 
   Lord Wieży kontynuuje wątki z pierwszego tomu, znamy naszych bohaterów, ale pojawiają się nowe sploty wydarzeń. Vaelin jest wciąż Vaelinem, ale widzimy jakie piętno odciska na nim Pieśń Krwi, choć jednocześnie wiemy, że nie możemy bez niej żyć. Przygody na Północnych Rubieżach są oryginalne, poznajemy nowych sojuszników jak nowych wrogów. Reva z dobrze nam znaną zawziętością walczy o swoją sprawę i jezu - jak ja kocham takie postacie! To jest kobieta z jajami oraz z głową na karku! Jej praca o utrzymanie Alltoru powinna być studiowana, ona się łatwo nie podda. Oczywiście między rozdziałami wciąż mamy "wtrącenia" od kronikarza Verniersa i chyba nie mogę się przekonać do jego osoby - nawet gdy cierpi, to mam takie - okay! Thank you, next! Niezwykle interesujące są przygody Lyrny, od zawieranami pokoju z Lonakami, poprzez Górę Mahlessy, po intrygi na Wyspach Meldeńskich - może nie są to intrygi i wyboje królewskie znane choćby z Gry o Tron czy Władcy Pierścieni, ale Królowa Lyrna również daje radę i jest ciekawa, ale jednocześnie bardzo specyficzną postacią. Niekoniecznie podobał mi się poprowadzony wątek Frentisa - ale mogło wpłynąć na to, że biedny chłopak przez większość czasu był zniewolony i nie miał nic do powiedzenia, wykonując ślepo zadania swojej towarzyszki. Przemierzył z nią pół świata by potem znaleźć się w Varnishold i dokonać się zdrady, która wycina mu prostą drogę na szubienicę. "Lord Wieży" zbiera potężne żniwo wątków i wydarzeń, by zderzyć je wszystkie w finale - dość okazałym ze względu na ilość bohaterów i historii, ale Ryan trzyma nad wszystkim pieczę. Nic nie wydarza się bez przyczyny, a każdy poprzedni "wypadek" jest następstwem do kolejnego wątku. 

    Nie zgodzę się po raz kolejny ze stwierdzeniem, że Vaelin to bohater idealny - ja widzę w nim doświadczonego mężczyznę. Zarówno geny rodziców jak i szkolenie w Zakonie Miecza dają oto taki efekt. Al Sornę naprawdę da się lubić! Ryan kładzie gęsto wrogów Królestwa, ale nie oszczędza również jego mieszkańców. Jest to tom wielowątkowy, może nie każdemu przypadnie sposób prowadzenia narracji, ale dla mnie to coś innego. Lord Wieży pokaże nam świat z wielu stron, poznamy znane postacie w ich dobrych jak i złych momentach, zwiedzimy Rubieże, popływamy statkiem, zwiedzimy Cesarstwo Alpirańskie, obronimy Alltor by na końcu zatańczyć taniec prowadzony przez śmiercionośną Pieśń Krwi - tutaj nie ma mowy o nudzie! 

poniedziałek, 20 października 2025

[38] BOOKS: Pieśń Krwi - Anthony Ryan

Tytuł - Pieśń Krwi
Oryginał - Blood Song
Seria - Trylogia Kruczy Cień
Autor - Anthony Ryan
Wydawnictwo - Fabryka Słów
Gatunek - fantasy
Ilość Stron - 768
Data Wydania - 18 października 2024
Moja Ocena - 10/10







Szósty Zakon dzierży miecz sprawiedliwości i uderza we wrogów Wiary i Królestwa.
Vaelin Al Sorna jako dziesięciolatek trafia  Szóstego Zakonu. Zostaje wyszkolony i zahartowany do surowego życia i poświęcenia się walce jako Wojownik Wiary. Teraz nie ma żadnej rodziny poza Zakonem. Przez długie lata brutalnego szkolenia pielęgnuje w sobie nienawiść do ojca, który odebrał mu nie tylko prawa przyznane z urodzenia, ale skazał go na życie, na jakie nie był gotowy. Wplątany w krwawe wojny i polityczne intrygi, pod ogromnym wpływem i na usługach błyskotliwego króla Janusa, Vaelin ma zmierzyć się z własną przyszłością, która zmieni nie tylko losy Królestwa, ale i całego świata.
Pragnienie nic nie znaczy. Przeznaczenie jest wszystkim. Jesteś igraszką losu.

    Czasami gdy zaczynasz czytać jakąś powieść, po prostu to wiesz, że to pokochasz - ja tak właśnie miałem z "Pieśnią Krwi" autorstwa Anthonyego Ryana. Od pierwszej strony polubiłem Vaelina Al Sornę i chciałem poznać całe jego życie. Jest to pełna fantastyka w jej najlepszym wydaniu. Jak ja się cieszę, że poznałem trylogię "Kruczy Cień".
    Al Sornę poznajemy jako nastoletniego chłopca, gdy ojciec odstawia go pod bramy Domu Szóstego Zakonu, i choć wedle wyznania braci zakonnych on już nie ma rodziny - teraz Zakon jest jego domem, to nazwisko i pozycja ojca pozostaje się trwać przy nim niezmiennie niczym przylepiony miś do miodku. Ryan sprawnie wrzuca nas w przedstawiony świat, poznajemy bohaterów z wielu stron i przeżywamy z nimi historie - niczym stojąc obok - pióro autora sprawia, że powieść się naprawdę dobrze czyta. Choć trochę uśmiech wpływał na usta czy czytałem zmagania chłopców podczas prób - podobny wątek znamy już z polskiego "Wiedźmina", ale nie będę szukał tutaj na siłę minusów. Jednocześnie przeżywając przygody Vaelina, czytamy jego dorosłe życie - gdy spowiada się głównemu kronikarzowi wrogiego Królestwu - Imperium Alpirańskiego. Poprzez ten zabieg niejako znamy już finał historii, ale samo stopniowanie napięcia do końca jest warte każdej przeczytanej strony. Spotkałem się z opinią, że Vaelin jest postacią zbyt idealną - nie mogę się tutaj zgodzić, znamy jego rodziców, wiemy jakie szkolenie otrzymał w Zakonie Miecza i co go ukształtowało, osobiście uważam, że to bohater dojrzały, który już zna życie i wie, co może zaatakować, nawet jeśli nie jest pewien z którego kierunku. 
    Owszem, początkowo trochę się gubiłem w natłoku opisu miejsc, nazwisk i tego kto kim jest - pomaga sam spis postaci na końcu lektury - ale im dalej w las tym wszystko stawało się bardziej klarowne. Ryan stopniowo, wręcz z gracją rozwijał wątki, niekiedy nawet zbyt brutalnie wszystko opisuje, ale to dodaje swoistego mroku tej historii. Ciekawie czyta się na swój sposób ta dwutorowość tej historii - młodego oraz dorosłego Vaelina. Dowiadujemy się co go ukształtowało, jakie wydarzenia wywarły wpływ na jego charakter. Zakon Miecza tworzy można by rzec - machiny bojowe, ale czy wszyscy dożyją końca szkolenia?

    "Pieśń Krwi" to niezwykłe spotkanie z światem wykreowanym przez Ryana, osobiście jestem w nim zakochany i chętnie sięgnę po kolejny tom trylogii. Al Sorna to bohater niejednoznaczny, z swego rodzaju upiornym charakterkiem. Świat Królestwa bardzo nas zachęca do zanurzenia się i poznania reszty postaci i ich przygód - to światowa fantastyka. Jedynie do czego mógłbym się przyczepić, choć to nie kwestia historii to sama książka, a dokładnie mówiąc - mapka. Mamy zaznaczone tylko główne miasta, i czasami gubimy się w podróży, bo nie do końca jest jasne, gdzie się znajdują przedstawione wydarzenia. Trylogia "Kruczy Cień" zapowiada się naprawdę nieźle, a dzięki głównemu bohaterowi wiemy, że nie będziemy się nudzić. Zdecydowanie must read dla fanów gatunku, jak i pióra Anthony'ego Ryan'a! 

wtorek, 16 września 2025

[35] BOOKS: Syn - Philipp Meyer

Tytuł - Syn
Oryginał - The Son
Seria -
Autor - Philip Meyer
Wydawnictwo - Wydawnictwo Poznańskie
Tłumaczenie - Jędrzej Polak
Gatunek - literatura piękna
Ilość Stron - 608
Data Wydania - 9 luty 2022
Moja Ocena - 9/10






"Syn" Philippa Meyera to epicka, napisana z rozmachem powieść o amerykańskim Zachodzie. Wielopokoleniowa saga o losach dumnej i niezłomnej teksańskiej rodzinie McCulloughów - od czasów XIX-wiecznych najazdów Komanczów do XX-wiecznego boomu naftowego - dla której najważniejszą wartością jest ziemia i honor. To także książka niepokojąca i działająca na wyobraźnię. Bez wątpienia można powiedzieć, że jest kontynuacją najlepszej tradycji amerykańskiego kanonu - niezapomniana powieść łącząca pisarską sprawność Larry'ego McMurtry'ego z ostrością wyrazu Cormaca McCarthy'ego.

    O ile z dzikim zachodem USA mam tyle wspólnego co radośni włosi z powściągliwymi Skandynawami, to uwielbiam oglądać filmy i czytać książki z takim motywem. Taki właśnie jest również "Syn' - to wielopokoleniowa epopeja o rodzie McCulloughów. Tu każdy bohater, choć z jednej linii krwi jest zupełnie inny, ulega innym wydarzeniom, rozważa różne dylematy oraz czego innego pragnie. 
    Główna linia fabularna toczy się na poziomie paru pokoleń, bohaterów tejże rodziny. Patrzymy daleko w przeszłość, by za chwilę zobaczyć te same ziemie w współczesnej wersji. I jest to lektura na co najmniej kilkanaście wieczorów, można sobie dawkować amerykański sen na spokojnie. Przyznaję, że początkowo się trochę gubiłem w natłoku nazwisk oraz terenach ziem, ale potem generalnie wszystko nabiera sensu i czyta się "gładko". Rdzeniem historii, łącznikiem te różne pokolenia jest osoba - Pułkownika. To on, ojciec rodu, gra tutaj główne skrzypce, jednocześnie podziwiany bądź znienawidzony przez część rodziny. Mi osobiście chyba przypadła do gusty najbardziej pierwsza połowa historii, jeszcze przed boomem naftowym i wpływem współczesności. Potem już zrobiło się tak totalnie amerykańsko według mnie, a pierwsze strony gdy widzimy ten goły Dziki Zachód, prerie Komanczów i ich innych plemion, to przekonało mnie najbardziej. Boso przemierzamy połacie terenu, walczymy ze zwierzyną czy uczymy się różnych czynności - to jest świetnie opisane. To jest jednocześnie kwintesencja tej historii, ta wielowątkowość, ten zamordyzm czy chęć władzy, niektórzy bohaterowie nie cofną się przed niczym, aby tylko dostać to co sobie zaplanują. Jest to też dramat zwykłych ludzi, ich uczuć oraz emocji. Jak powszechnie wiadomo, nie możesz się bratać z wrogiem. 
    Niezwykle podobało mi się oddanie przez Meyera realiów tamtych czasów czy różnych tradycji u Indian. Operowanie piórem w taki sposób, że bardzo czujesz się przeniesiony w tamte czasy. Jak również wątki współczesne - niszczenie przyrody dla ropy, czy również zakazane w tamtych czasach wątki homoseksualne. Amerykańskie życie od a do z, na przestrzeni kilkunastu lat. 

    "Syn" Philippa Meyera to ciekawa opowieść o Ameryce swoich czasów, dla mnie to trochę kwintesencja tego kraju. Nie możesz być miękki, bo zeżrą cię inni, musisz stąpać twardo i walczyć o swoje. Musisz przetrwać, i widzimy to od wątki Eliego, poprzez Petera czy kończąc lekturę na Jeanne Anne. Każde z nich żyje w innych czasach, a łącząca ich pieśń krwi wspólnego nazwiska na swój sposób odciska piętno na ich życiu. Raczej nie jest to lektura dla wszystkich, ale i tak zdecydowanie polecam! 

niedziela, 29 czerwca 2025

[32] BOOKS: Ostatnia Wielka Księżna - Bryn Turnbull

Tytuł - Ostatnia Wielka Księżna
Oryginał - The Last Grand Duchess
Seria - 
Autor - Bryn Turnbull
Wydawnictwo - Wydawnictwo Kobiece
Tłumaczenie - Edyta Świerczyńska
Gatunek - powieść historyczna
Ilość Stron - 400
Data Wydania - 1 września 2023
Moja Ocena - 8/10






"Ostatnia Wielka Księżna" oczami Olgi Romanowej ukazuje upadek cesarstwa rosyjskiego i tragiczną historię rodziny cara Mikołaja II. 
Wielka Księżna Olga Romanowa dojrzewa w obliczu odchodzących wielkich dynastii Europy. Nawet gdy w stolicy narastają niepokoje, jest zadowolona z życia w bezpiecznym miejscu, które rodzice zbudowali dla niej, jej trzech sióstr i brata. Rodzina mieszka w ukryciu z powodu złego stanu zdrowia matki i sekretnej przypadłości brata Aleksieja. Sytuacji nie poprawiają rosnące kontrowersje wokół mnicha Grigorija Rasputina, którego caryca obdarza zaufaniem.
"Ostatnia Wielka Księżna" to prawdziwa gratka dla fanów i fanek powieści historycznych, która od środka pokazuje losy rodziny Romanowów. 

    Bryn Turnbull opowiada nam historię Olgi Romanowej, wielkiej księżnej, córki cara Mikołaja II. Jest to fikcja historyczna, o samych różnicach historycznych możemy przeczytać w posłowie na koniec lektury. Widzimy jak na naszych oczach upada jedna z największych dynastii Europy - rodzina Romanowów. I choć wszyscy znamy historię ostatniego cara Rosji, to spojrzeć na tego człowieka - oczami jego własnej córki, jest to powieść tragiczna. Myślę, że nie tylko Rasputin się przyczynił do upadku Mikołaja, ale jednocześnie cała jego rodzina. 
    Olga Romanowa moim zdaniem jest nieszczęśliwą dziedziczką rodu -  od maleńkości zamknięta w Pałacu. Nie zna Moskwy, nie zna Petersburga czy całej Rosji. Większość życia spędza w czterech ścianach, nawet udziały na wieczorkach u ciotki w Piotrogrodze obnażają jej brak obycia w towarzystwie i ogólnej ogłady. Socjeta ją zjada. Jasne, wiemy, że jej brat - przyszły car Rosji - Aleksiej jest chory, co bardzo nieskutecznie próbuje ukryć władca kraju wraz z małżonką, ale zamykanie córek niczym więźniów nie jest dla mnie "dobrą decyzją". 
" Moja kochana dziewczynko, odwaga nie oznacza braku strachu - odparła. - Tylko stawianie czoła z godnością, temu co przynosi los. "
    Wraz z najstarszą córką Romanowów przechadzamy się po rosyjskich pałacach, pracujemy w szpitalu gdy wybucha wojna, widzimy abdykację cara Mikołaja II oraz wielką legendę, a może szarlatana - Rasputina. Przeżywamy też jej pierwsze miłostki, strach o brata aż do zejścia do piwnicy w Jekaterynburgu. Jednocześnie widzimy widzimy też ignorancję rodziny cara wobec zwykłych obywateli, córki Romanowów są zaskoczone przejeżdżając autem przez miasto i widząc protesty przeciw Rasputinowi, ich matce i nieudolnym rządami Mikołaja II. Jak to ładnie w jednym rozdziale podsumowuje Olga - oni są już minionym symbolem dawnych czasów, ich mit się kończy. Może gdyby zdecydowali się na wyjazd z kraju po abdykacji, to ich historia potoczyła się zupełnie inaczej. Myślę, że cudowne działanie ojca Grigorija na syna cara przynosiło pozytywne skutki dla rodziny, ale zupełnie odwrotne dla ich sytuacji politycznej w Rosji. O pijaństwie i rozwiązłym sposobie życia mnicha wie cały kraj, i praktycznie cały tego nie toleruje. Nawet dalsze kuzynostwo rodziny interweniuje w tej sprawie, ale Mikołaj II utrzymuje go na dworze dla swojego syna, ale cena, którą zapłacą potem wszyscy jest zdecydowanie zbyt wysoka. 
    Jednocześnie widać też te monstrum - machinę prowokacji, której poddaje się rodzina cara, gdy przykładowo odwiedzając miasta w kraju - są ludzie, cieszą się na ich widok, więc mit Cara Wielkiej Wszechrusi wiecznie żywy, skoro nas witają i się cieszą to jest super, a to, że po drodze cały kraj popada w ruinę i biedę, to lekki wypadek przy pracy, który można skorygować, żywy do ostatniego wystrzału z broni w Domu Ipatiewa. 

    "Ostatnia Wielka Księżna" jest dla mnie smutną historią, o kobiecie, która mogłaby mieć wszystko, ale jednocześnie trochę jakby nie miała niczego przez to, że tą kobietą właśnie jest. Nie zostanie carem Rosji, nie wyjdzie za ukochanego, tylko decyzja o małżeństwie zostanie podjęta wobec dobrego sojuszu. Ona nawet nie zna swojego kraju, zamknięta w czterech ścianach pałacu nie wie jak wygląda prawdziwe życie. Myślę, że dla fanów rodziny carskiej jak i historii Wielkiej Rosji będzie to ciekawa pozycja na wieczór przed snem. 

niedziela, 15 czerwca 2025

[31] BOOKS: Krew Wilka - Agnieszka Miela

Tytuł - Krew Wilka
Oryginał - Krew Wilka
Seria - Dzieci Starych Bogów
Autor - Agnieszka Miela
Wydawnictwo - Zysk i S-ka
Tłumaczenie - 
Gatunek - fantasy/sci-fi
Data Wydania - 5 marca 2024
Moja ocena - 7/10







Gorszy od milczenia bogów jest czas, gdy ponownie przemówią.
Ziemie Kerhalory pogrążają się w mroku. Karmazynowe Bractwo, ślepo posłuszne woli Jarlego nieświadomie realizuje jego plan, przyśpieszając moment uwolnienia się Fernira. Wystarczy jeszcze, by Żyjący w Przejściu pokierował odpowiednio mocą Ziaren Relenvel, a świat, który wszyscy tak dobrze znali, na zawsze odmieni swoje oblicze.
Aine i Bertam zmuszeni są ostatecznie zmierzyć się z przeznaczeniem, którego nici upletli dla nich Starzy Bogowie. Tym razem nie mogą już przed tym uciec, a za każdą z podjętych przez siebie decyzji przyjdzie im zapłacić najwyższą cenę. Jak wiele będą w stanie poświęcić, by zawalczyć o to, co dla nich najważniejsze? I jaką rolę odegra w tym Cathbad?  

     Trochę się obawiałem sięgając po trzeci i finałowy tom "Dzieci Starych Bogów", bo poprzednie tomy nie zachwyciły mnie zbytnio. Ciężko się trochę patrzy na polską fantastykę - jestem tutaj niepoprawnym optymistą i uważam, że jest wielki potencjał na dobre historie. Może to nie będzie ballada jak "Gra o Tron" czy "Władca Pierścieni", no ale jednak można byłby się czymś poszczycić. 

" Wszyscy mamy swoje demony, ale nie każdemu z nas dane jest się z nimi zmierzyć...Albo lepiej je poznać. "

    Agnieszka Miela zabiera nas po raz ostatni do Kerhalory by zakończyć historię Aine i Bertama oraz rozwikłać historię Ziaren Relenvel. I kurczę mam znów mieszane uczucia - sama otoczka, okładka prezentuje się naprawdę super. Krew Wielka jak dla mnie ma najlepsze obramowanie, ale czy to wystarczy? Finał trylogii zdecydowanie podtrzymuje horror i zamordyzm poprzedniczek - krwawe opisy tortur czy brutalności świata. Ja to kupuję. Serio. Takie lektury chce się czytać, i w tym Miela radzi sobie świetnie. Chcemy poznać dogłębnie ten świat. Niestety wciąż mam problem z bohaterami - nie tylko Aine i Bertam mnie momentami irytują czy nie rozumiem ich pobudek. Tak również cała tajemniczość Cathbada w pewnym momencie zaczęła mnie nudzić. Podtrzymywanie napięcia jest ważne, ale trzeba umieć to zrobić w dobrym i ciekawym guście. Zdecydowanie w tej części świeci postać - Jarly. Od początku jest to okropny bohater i autorka w żadnym momencie nie próbuje go tłumaczyć, że jest zły bo miał trudne dzieciństwo. On jest perfidnym kłamcą i sam się tym szczyci. Mu pasuje taka passa - on chce swoje plany i założenia dowieźć do końca, i jest święcie przekonany, że mu to się uda. Rzadko kiedy dostajemy tak jasno nakreślone złe postacie - nie jest nam go szkoda, nie współczujemy mu. Ba! Powiedziałbym czasami, że nawet mu kibicujemy. 
    Jedyne czego brakowało mi trochę w tej trylogii to takiego pełnego objawienia się kluczowych "Starych Bogów" - od początku jesteśmy świadomi ich wielkich mocy oraz istnienia, ale jednocześnie mam wrażenie, że gdzieś się gubi ta ich boskość. Fernir - nowy bóg, który podporządkowuje sobie Karmazynowe Bractwo oraz Kerhalorę, a o nich tylko słyszymy, że są wielcy, ale odeszli, może powrócą. Chciałbym przeczytać jakoś konkretną wersję ich istnienia, albo po prostu zgubiłem ten wątek...
" Czasami słowa nie są w ogóle potrzebne. Milczenie potrafi być równie wymowne. Cisza potrafi napełniać serca własnym szeptem. "

    Krew Wielka jest chyba najlepszą powieścią z całej trylogii - Dzieci Starych Bogów. Uważam, że jest to dość ciekawa, często krwawa historia, warta swojego poznania. Niestety czasami będzie nas nudzić, a droga bohaterów nie zawsze będzie dla nas jasna i klarowna. Aine i Bertama oraz całą paczkę ludzi z Nomander bardzo polubiłem, choć ten koniec nie dla każdego był dobry. Cieszę się, że polscy autorzy coraz częściej sięgają po fantastykę, i myślę, że warto ich wspierać, choć czasami ten pazur w historii by się przydał...

wtorek, 20 maja 2025

[29] BOOKS: Grzechy Ojców - Agnieszka Miela

Tytuł - Grzechy Ojców
Oryginał - Grzechy Ojców
Seria - Dzieci Starych Bogów
Autor - Agnieszka Miela
Wydawnictwo  - Zysk i S-ka
Tłumaczenie - 
Gatunek - fantasy/sci-fi
Data Wydania - 12 lipiec 2022
Moja Ocena - 5/10







Gdy mrok domaga się ofiar, nie chowaj się w mroku. 
Las Śpiących ponownie przemówił. Złożone w nim niegdyś przysięgi nabrały nowej mocy i raz jeszcze wprowadziły chaos w życie potomków Starych Rodów. Jaka tajemnica łączy zwaśnione tuath Wartów i Arminów z Ziarnami Relenvel? Jaki czyn splamił na zawsze duszę Balora?
Wbrew temu, co o nich mówiono, Starzy Bogowie nie opuścili Kerhalory. Echa ich głosów wciąż pobrzemawiają wśród ludzi, splatając się z szeptami demonów, i sieją zwątpienie również w szeregach Karmazynowego Bractwa. Aine, córka Lisa, musi zdecydować, komu zaufać, i ponieść konsekwencje swojego wyboru.. O ile kiedykolwiek go miała. Co jeśli od początku była jedynie marionetką stworzoną przez kapryśną "ciemność"?

    To niesamowite jak można pisać książki o niczym, po niezbyt udanym pierwszym tomie trylogii "Dzieci Starych Bogów" dałem sobie chwilę odpocząć by ułożyć w głowie wydarzenia, zachowania bohaterów i z  trochę świeżą głową ruszyć ku kolejnym przygodom Aine oraz Bertrama. Grzechy Ojców stały się niestety tym co się obawiałem, czyli niezrozumiałą wędrówką bez celu, a nawet jeśli chciałeś go znaleźć, to nie było Ci to dane. 
    Zaczynając ten tom liczyłem trochę może na inny rozwój wydarzeń, na inną dynamikę powieści. Liczyłem, że pióro autorki wyrobi się i będziemy mogli zamazać ten niezbyt udany debiut i pójść dalej w dość ciekawą mitologię słowiańską i świat naszych bohaterów. Mam wrażenie, że tutaj tajemnica była tak budowana, tak podsycana, że czytelnik nie mógł się doczekać finału, ale to niestety nie miało miejsca. nasze tuath porusza się totalnie bez celu po tej mapie, raz tu, raz tam. Nie ma logicznego wyjaśnienia czemu tak często zmieniają położenie. Jakby autorka chciała tylko przedłużyć lekturę, więc bawimy się w skakanie po świecie przedstawionym. Aine i Bertram wciąż moim zdaniem podejmą dziwne decyzje, niby chcą się dowiedzieć prawdy, albo po prostu zachowują się głupio. Rozumiem, że światem rządzą bogowie, ale oni czasami dają się robić jak dzieci. Zero instynktu czy samozachowania. Jedynie Jarly ze swoją świta, Cathbad - Syn Cienia jakoś ratują ten tom. Te ich wątki, owszem czasami przeciągane są dość przyjemne w odbiorze. I głównie po części to trzymało mnie przy lekturze, żeby nie odłożyć książki.
     Wiele opinii o trylogii "Dzieci Starych Bogów" mówiło o krwistych opisach tortur, mroku powieści i ciężkich myślach bohaterów. To zdecydowanie prawda i też jeden z niewielu plusów, jakie można wystawić autorce. Wątek Boorbuk był dla mnie mistrzowski - tak właśnie powinien wyglądać cały ten tom. Miela sprawie operuje opisami, ta brutalność świata przedstawionego mimo wszystko jest "dobra" w odbiorze, ale czy to wystarcza?

     Grzechy Ojców mogłoby być świetna kontynuacją niezbyt udanego debiutu. To jest całkiem przyjemne fantasy, ale mam wrażenie, że to powieść o niczym. Takie przeczekanie żeby trzecim tomem zakończyć historię. Polubiłem naszych bohaterów na swój sposób, nie wszyscy są źli, choć czasami trzeba się nieźle zastanowić co nimi kieruje. Ujęcie naszej mitologii jest dużym plusem, ale mam wrażenie, że wciąż tutaj mamy zbyt wiele minusów. Oby finał trylogii był lepszy, bo póki co jest to parabola czytelnika - od nienawiści do miłości...

czwartek, 24 kwietnia 2025

[28] BOOKS: Śmiech Diabła - Agnieszka Miela

Tytuł - Śmiech Diabła
Oryginał - Śmiech Diabła
Seria - Dzieci Starych Bogów
Autor - Agnieszka Miela
Wydawnictwo - Zysk i S-ka
Tłumaczenie - 
Gatunek - fantasy/sci-fi
Ilość Stron - 480
Data Wydania - 16 marzec 2021
Moja Ocena - 6/10






Kiedy umiera nadzieja, nastaje czas obłędu. Gdy brakuje wybawców - rodzą się szaleńcy!
Wystarczyła jedna noc, by stracili wszystko, co był im najdroższe. Pozbawieni domu i wiary w lepszą przyszłość zdecydowali się poświęcić życie w imię poprzysiężonej zemsty. Jednak ktoś miał wobec nich inne plany.
Aine i Bertam, potomkowie dwóch Starych Rodów, nie mają pojęcia, że ich losy zostały nierozerwalnie złączone z Ziarnami Relenvel - legendarnymi istotami niemal równym Bogom. Nie podejrzewają też, że wyrządzone im krzywdy sa jedynie elementem gry, której stawka jest wyższa, niż ktokolwiek mógłby sądzić. Tym razem bowiem to ludzie zadecydują o wyniku starcia między bóstwami. Czy dokonają właściwych wyborów?

    Agnieszka Miela zabiera nas w podróż do Kerhalory, gdzie stara wiara zostaje zabita w imię nowego Boga - Loriemisthusa. Motyw jest dość znany i powszechnie lubiany, ale znowu dostajemy coś w oparciu o ala naszą mitologię słowiańską i może jestem niepoprawnym optymistą, bo patriotą bym się nie nazwał, ale nasze rodzime fantasy też ma się czym pochwalić i zachwycić. Jak więc debiut Mieli wypada jako wprowadzenie do trylogii "Dzieci Starych Bogów"?
    Aine i Bertam są dziećmi, nastolatkami, o czym niestety zapomniałem w trakcie lektury. Początek książki gdy poznajemy ich jako dzieci, jest zdecydowanie najlepszy, a im dalej w las tym niestety nie idzie nam to zbyt ciekawie. Losy tej dwójki połączone są od początku do końca i tylko idiota nie zrozumie przekazu, nawet gdy jego pragnie śmierci tego drugiego, my wiemy, że ich wątki połączą się znowu, a oni będą musieli wytrzymać swoje towarzystwo. Myślę, że mylące mogło być dla mnie skakanie w czasie przez autorkę - czasami te przeskoki były trochę z dupy, nie do końca wiedziałem o co ma w nich chodzić. To jest mój jeden z największych zarzutów do Śmiechu Diabła. Bohaterowie tak często zmieniali swoje położenie, że czytelnik gubił się co i gdzie się wydarzyło, a często ich nowe miejsca nie miały totalnego sensu i związku z historią. Do powieści jest dołączona mapka, ale szczerze mówiąc dopóki nie padła konkretna nazwa wiadomości czułem się zgubiony. Wprawdzie umiem się posługiwać kierunkami jak północ czy zachód, ale czasami przeskoki w czasie plus tak nagle zmiany kierunku podróży naszych bohaterów były bardzo mylące. Mam wrażenie, że często autorce brakowało jakiegoś pomysłu co dalej w historii, więc cyk - zmiana otoczenia i kilka miesięcy do przodu. 
    Niewątpliwie dobrymi momentami książki jest jej początek, pobyt Aine w Lai Sinen oraz zakończenie pierwszego tomu trylogii. Oraz nie koloryzowanie bohaterów, jeśli to zły charakter to jest nim od początku do końca, bez owijania. Mroczność tej historii jest na swój sposób pociągająca, nie są nam szczędzone opisy tortur ani momenty śmierci. Czytelnik przeżywa je wraz z bohaterami. Postacie z jednej strony mają uszyte charaktery, a z drugiej strony to takie Mary Sue - nigdy nie wiesz co zrobią i jak zareagują bo nie jest to jasno określone. Śmieszyło mnie trochę ukazywanie Bertama, nawet dorosłego jako takiego konia na baby. I chyba na tym koniec z plusami historii, niewątpliwie czuć tutaj debiut, a autorka mam wrażenie, że czasami sama zapędzała się w kozi róg, z którego nie potrafiła jakoś sensownie wybrnąć. 

    Śmiech Diabła jest powieścią z potencjałem, ma naprawdę ciekawą, mroczną historię, nietuzinkowych bohaterów - choć niektórych charaktery należało by dopracować, bo argument nie bo nie to raczej użyje małe dziecko. Jest trochę błędów fabularnych, za duża jak dla mnie powierzchnia świata przedstawionego, przez co czytelnik nie wie gdzie jest. Debiut Mieli przyjmuję z dozą ostrożności, na pewno sięgnę po drugi tom, ale bez takiej nadziei jak zaczynałem początek trylogii. Jest dobry pomysł, trzeba go tylko dopracować i to naprawdę będzie można postawić wysoko na liście polskiego fantasy...

niedziela, 16 marca 2025

[25] BOOKS: Dziewczyna z Neapolu - Lucinda Riley

Tytuł - Dziewczyna z Neapolu
Oryginał - The Italian Girl
Seria -
Autor - Lucinda Riley
Wydawnictwo - Albatros
Tłumaczenie - Marzenna Rączkowska
Gatunek - literatura obyczajowa/romans
Ilość Stron - 512
Data Wydania - 5 kwiecień 2025
Moja Ocena - 9/10






Rosanna Menici, piękna włoszka, która zrobiła zawrotną karierę w jednej z najsłynniejszych oper świata, spisuje dla syna pamiętnik, by wyjaśnić trudne uczucie, jakie łączyło ją z jego ojcem. Rosanna poznała Roberta w 1966 roku, kiedy śpiewała na rodzinnej uroczystości. Tego dnia znalazła miłość i drogę, jaką potem potoczyło się jej życie. Za radą dużego starszego Roberta Rosanna zaczęła się uczyć śpiewu, by po latach zostać największa solistką La Scali. Kiedy jako dorosła kobieta przekroczyła próg mediolańskiej opery, musiała się zmierzyć nie tylko z presją wywieraną na artystów, ale też z trudnym charakterem Roberta, którego mimo lat nie przestała kochać. I choć pojawiła się szansa na odwzajemnienie jej uczucia, na drodze stanęła im przeszłość... 


    O powieściach spod pióra Lucindy Riley słyszałem wiele dobrego, aż sam postanowiłem się przekonać o co tyle krzyku. Czy mogło być dla mnie coś lepszego oprócz dobrego nazwiska i historii prosto z moich ukochanych Włoch? Chyba po raz pierwszy od dawna czułem wielka ekscytację przed lekturą, ale czy było warto?
    Historia naszych bohaterów zaczyna się w Neapolu, ona skromna dziewczyna z dobrego domu, a on - wschodząca gwiazda opery. Czy tacy ludzie mają szansę na prawdziwą miłość? Wszak, uczucie nie wybiera, nieprawdaż?
" Jak najdłużej bądź dzieckiem, siostrzyczko. Dorosłość nie jest aż taka fajna, jak się wydaje. "
    Muszę przyznać, że Riley przepięknie operuje piórem, czujemy te wszystkie emocje bohaterów, podejmujemy niemalże razem z nimi decyzje. Wsiąkamy w ten operowy świat, pełen intryg czy układów, a sieci są tak mocne, że czasami ciężko się z nich wyplątać. Sami bohaterowie są tutaj stworzeni od a do z, każdy ma swój unikalny charakter, swoje wady i zalety. Mimo iż sam nie wiem dużych relacji z rodzeństwem to super czytało mi się o miłości Rosanny i Luci, ich wsparcie i wiara w siebie od samego początku. Te ich wybory, często ukryte, ze względu na to co ludzie powiedzą. Skromna rodzina można by z rzec z prowincji, z Neapolu, oboje wkraczają w wielki mediolański świat La Scali i wydarzeń im towarzyszących. Cudownie było zachowanie Luci, starszego brata, jako takiego anioła stróża dla swojej siostry. Choć nie ukrywam, że trochę był niezrozumiały dla mnie jego wątek kościelny i chęć wstąpienia do seminarium. Sama praca charytatywna jest czymś pięknem, pełnym uznania, ale miałem trochę wrażenie, że autorka celowo chciała pewnie wątki utrudnić. Abi jako koleżanka ze szkoły również święci swoje sukcesy, może trochę później, ale ona po pewnych wybojach dostaje swoje "szczęście". Roberto od początku nie wzbudził mojej sympatii, ale to też pokazuje jak super został stworzony. Jest to też po części bohater tragiczny, poprzez swoje wybory tudzież charakter nie przewidujemy nigdy happy endu dla jego osoby. Od pierwszej chwili gdy Rosanna wyraziła miłosne uczucia w jego kierunku, to czekałem aż ta piękna bańka się rozbije. 
     Jedyne czego brakowało mi w tej powieści to przywiązania do miejsc, jakiegoś takiego opisu. Zwiedzamy świat - Londyn, Nowy York, Korsyka, Neapol i Mediolan, a prawie nic nie wiemy o tych miejscach poza ważniejszymi momentami. W jednej chwili przenosimy się z miasta do miasta, czujemy się w nich obco, choć wydawać by się mogło, że nasi bohaterowie czują się tam jak w domu. 
" Doceniaj każdą sekundę swojego życia. Wykorzystaj w pełni każdy dzień, bo on już się nigdy nie powtórzy. "

     Riley w "Dziewczynie w Neapolu" serwuje nam potężną dawkę emocji, przezywamy te miłosne uniesienia jak również rozstania oraz cierpienie. Praktycznie każdy nasz bohater musi przejść pewną drogę, ale czy na jej końcu zazna szczęścia? Rosanna nie jest idealną postacią, irytuje nas jej ta niewinność jak i pewna głupota i ułuda. Roberto jest raczej od samego początku do końca złem wcielonym, ale to najmocniej pociąga nas w nim. Bardzo dobrze czytało mi się tę powieść, myślę, że chętnie coś jeszcze od tej autorki przeczytam. Operowy świat La Scali był bardzo przyjemny spotkaniem, choć na pewnymi aspektami książki można byłoby popracować..