Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2025. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2025. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 maja 2026

[55] Serials. - To: Witajcie w Derry

Tytuł - To: Witajcie w Derry
Oryginał - It. Welcome To Derry
Reżyseria - Brad Kane
Obsada - Bill Skarsgard, Taylour Paige, Jovan Adepo, James Remar, Blake Cameron James, Matilda Lawler, Clara Stack, Amanda Christine
Produkcja - Kanada/USA
Premiera:
* Polska - 26 października 2025
* światowa - 26 października 2025
Gatunek - horror
Ilość Serii - 1 (8 odcinków)
Moja Ocena - 9/10




W miasteczku Derry zło nigdy nie znika - tylko czeka. Jest rok 1962. Społeczność żyje w cieniu dziwnych zaginięć, o których mówi się szeptem.

    Przyznaję, że byłem bardzo ciekawy, co przyniesie produkcja o początkach straszliwego klauna z Derry, i nie czuję się zawiedziony. Jestem wielkim fanem powieści Kinga, jak również serii filmów spod znaku „It”, a serial opowiada nam początki i wprowadza nas w historię, jak nasz (nie)kochany Pennywise sieje postrach w miasteczku.
    Standardowo naszymi głównymi bohaterami są znowu dzieci, choć teraz wiemy, że część osób, w tym dorośli, również widzi, a przynajmniej zdaje sobie sprawę z obecności innych sił w Derry. Równolegle widzimy dwa światy - ten wojskowy, w końcu mamy tutaj bazę w mieście, oraz lokalną społeczność, która jako jedyna zdaje sobie sprawę, że nie wolno budzić czy wypuszczać poza granice miasta tej złej mocy. Bardzo podoba mi się tutaj, że mimo iż bohaterami są dzieci, serial nie stara się być cukierkowy. Od początku dostajemy mocną dawkę horroru i strachu. Choć muszę wtrącić, że widziałem filmy zza kulis, gdzie Bill Skarsgård po każdej „ostrzejszej” scenie upewnia się, że młodsi koledzy z pracy czują się ok, to nie wiem, czy bardziej mnie to przerażało, czy raczej miałem poczucie, że w sumie fajnie, iż dbają o siebie na planie. Nasze Derry jest wciąż tak samo przerażające, jak już je znamy, i za każdym razem wciąga równie mocno. Po prostu czujesz, że tutaj coś zdecydowanie nie gra, ale nie jestem pewien, czy widz na pewno chce odkryć tę tajemnicę. Podobały mi się wstawki, gdy „To” trafia na Ziemię i jego pierwsze próby opanowania oraz podporządkowania sobie świata. Fajnie, że dostajemy takie flashbacki, a nie tylko aktualne czasy w produkcji. To podbija wiarygodność historii, jak również pokazuje, że producenci są świadomi, jak wielka to jest fabuła i że trzeba na nią patrzeć wielowątkowo. Aktorzy po raz kolejny odwalają kawał dobrej roboty, nawet jeśli to dzieci. Autentycznie czujemy ten amerykański szkolny klimat, jak również strach przed tym, co nieznane. Jestem ciekaw, co przyniesie nam drugi sezon tej produkcji - jakie kontynuacje wątków i jakie nowości nas czekają.
     Serial wciąga nas od pierwszych sekund i nim się człowiek obejrzy, jest już w świecie klauna, a dla mnie to bardzo ważne, że scenariusz ciekawi widza od samego początku. Widzimy Amerykę w pełnej krasie i nie wiem, czy to również nie dodaje pewnego „strachu” tej historii.

    „To: Witajcie w Derry” to po raz kolejny świetne zanurzenie się w świecie morderczego Pennywise’a i po raz kolejny wiemy, że on nie cofnie się przed niczym. Cykl odradza się i czas łowów wraca na nowo, więc jak walczyć z czymś, czego na pierwszy rzut oka nie można pokonać? Czeka nas świetna dawka ośmiu odcinków, a kolejny sezon jest już w planach. Dla fanów powieści Kinga to pozycja obowiązkowa, a fani horroru powinni już dawno mieć seans za sobą 😀

niedziela, 29 marca 2026

[52] MUSIC: Midnight Sun - Zara Larrson


Wykonawca - Zara Larsson

Nazwa - Midnight Sun

Tracklista - 10 utworów

Data Wydania - 26 września 2025

Moja Ocena - 10/10

Wielokrotnie nagradzana mutliplatynowymi płytami, zdobywczyni szczyt list przebojów i światowa potęga popu - Zara Larsson wchodzi na najwyższe obroty w swojej najodważniejszej dotąd erze, prezentując długo wyczekiwany nowy album. Opowieści na nim zawarte tętnią prawdą prawdą i wrażliwością, zgłębiając rozwój i dojrzałość artystyczną Zary, kształtowaną przez niemal 20 lat  obecności w świetle reflektorów. To album, który nie boi ukazać się wszystkich stron 27-letniej artystki: zakochanej, nostalgicznej, ambitnej, pewnej siebie, lekkomyślnej i niepewnej - często w jednej i tej samej frazie. 

TRACKLISTA:
1. Midnight Sun 2. Blue Moon 3. Pretty Ugly 4. Girl's Girl 5. Crush 6. Eurosummer 7. Hot & Sexy 
8. The Ambition 9. Saturn's Return 10.  Puss Puss

     Zara, Zara, oj Zara! Jak ja się cieszę, że stanowałem ją od samego początku - nasza szwedzka królowa popu wkracza w nową erę. Midnight Sun i, na fali mema oraz powrotu jej dawnego hitu Lush Life, znów wbija się na szczyty przebojów, a jej najnowszy album to czysta poezja. Miałem przyjemność być na zakończeniu europejskiej części trasy koncertowej w Sztokholmie w listopadzie ubiegłego roku. Zara Larsson od początku swojej kariery pokazuje, jak wszechstronną jest artystką, a ten longplay oraz trasa tylko to potwierdzają - ludzie dosłownie oszaleli. Cóż, wszak it's never ending midnight sun!
    Album został bardzo dobrze przyjęty i nie ma co się dziwić. To zupełnie nowa, inna odsłona szwedzkiej piosenkarki. Jak sama określa, jest to jej „najbardziej osobisty projekt”, co czuć zarówno w warstwie lirycznej, jak i muzycznej. To także płyta pełna eksperymentów i odważnych połączeń -  i choć można by się obawiać, że nie wszystko zagra, to ku radości fanów wszystko „zażarło” od samego początku. Mam wrażenie, że ten longplay nie ma słabych punktów w zasadzie każdy utwór mógłby być singlem i hitem. Warto wspomnieć o tytułowym „Midnight Sun” czy mocno elektrycznym „Pretty Ugly”, który z miejsca stał się swoistym hymnem wyzwolenia. Są też perełki, jak miłosne „Blue Moon” czy skierowane typowo do europejskich fanów „Eurosummer”. Osobiście, poza singlami, najbardziej pokochałem „Girl’s Girl”, które dla mnie jest bezkompromisowym hitem tej płyty. Na koniec dostajemy nieco spokojniejsze i bardziej ambitne utwory, jak „The Ambition” czy „Saturn Return’s”. W międzyczasie pojawia się kolejny hymn wyzwolenia - „Hot & Sexy”. Czuć tu skandynawski pop, połączony z nowoczesnymi trendami i gatunkami. To płyta wszechstronna myślę, że każdy znajdzie tu coś dla siebie.

    Midnight Sun to istna perełka na rynku muzycznym ubiegłego roku. Zara, będąc na fali, pokazała pełnię swoich umiejętności - za co fani pokochali ją jeszcze bardziej, a nowe grono słuchaczy w ogóle mogło ją odkryć. To album dojrzały, pewny siebie i porywający do tańca. Czuć w nim osobistą stronę artystki i odważne próby mieszania stylów, które po prostu działają. Zara po raz kolejny potwierdza swoją pozycję na rynku  i dobrze widzieć, że wreszcie, mówiąc kolokwialnie, dostaje za to zasłużoną uwagę. Midnight Sun to krążek pełen pasji, który rozgrzewa nas od skandynawskich fiordów po słoneczne plaże Europy.

niedziela, 15 marca 2026

[51] Serials. - Néro

Tytuł - Nero
Oryginał - Nero
Reżyseria - Allan Mauduit/Jean-Patrick Benes
Obsada - Pio Marmai, Alice Isaaz, Oliver Gourmet, Louis-Do de Lencquesaing, Camille Razat, Yann Gael, Lili-Rose Carlier Taboury
Produkcja - Francja
Premiera:
* Polska - 8 października 2025
* światowa - 8 października 2025
Gatunek - przygodowy/kostiumowy
Ilość Serii - 1 (8 odcinków)
Moja Ocena - 9/10




Francja, rok 1504. Bezlitosny zabójca rozpoczyna wielką ucieczkę ze swoją córką, aby ochronić ją przed żądnymi krwi wrogami i siłami zła.

    Serial "Nero" polecił mi brat, który lubuje się w tego typu produkcjach. Obrazek zbiera dość pochlebne opinie i muszę przyznać, że ogląda się to całkiem dobrze. Jak się okazuje - platforma Netflix jednak umie stworzyć dobrze zagrany serial z fajną historią bez dodatkowych ozdobników czy wrzucania wątków na siłę. Produkcja od początku do końca trzyma się dobrze obranej konwencji, co w efekcie daje ciekawy ośmioodcinkowy serial.
    Nero zaczyna się dość sztampowo - ot on, super zabójca, hulaka i amant, zostaje zdradzony i wpada w tarapaty. Nie pierwsza i ostatnia produkcja, która ma podobny wątek. Jednak Francuzi zrobili to po swojemu - widzimy tutaj późne średniowiecze, początki renesansu, o którym ówcześni ludzie jeszcze nie mogli wiedzieć. Wszystko to okraszone jest surowym klimatem oraz niewielkimi elementami fantasty, które dodają smaku historii, choć głównie będzie to wizja przygodowo-kostiumowa. Poza głównymi wątkami jest to świetne przedstawienie tamtych czasów - ślepego wierzenia kościołowi, bo przecież to musi być prawda co mówią kapłani, a cała reszta to słowa diabła i czary. Dla pewności spalmy parę kobiet i wiosek by wypędzić rogatego demona. I tutaj ten diabeł się również pojawia, bowiem jego ostatni potomek ma przynieść koniec świata, ale są osoby które uważają inaczej. Czy uda im się wygrać? Co stanie się z przeklętym dzieckiem? Marmai świetnie odgrywa rolę głównego bohatera, jak również Camille Razat w roli wiedźmy - kompletnie nie poznałem tej słodkiej blondynki z innej produkcji platformy - Emily w Paryżu. Również Hortensja grana przez Alice Isaaz ma swój ciekawy wątek. Ogólnie akcja jest prowadzona dość sprawnie, a wątki poboczne nie odbijają mocno od głównej linii i czasami wnoszą również nowe światło na działania bohaterów czy ich przeszłość. Cała produkcja myślę, że jest "do wciągnięcia" na jeden weekend, ale ja lubię sobie dawkować przyjemność, zwłaszcza gdy ogląda się coś dobrego. Jedyne do czego miałbym się przyczepić, to sama historia - Pokutników - kim są, skąd się wzięli, bo zajmują dużą część wątków, oraz ważny element końcówki, bo mam wrażenie, że brakuje nam takiego krótkiego pilotażu we wstępie do tej produkcji, a sam finał wskazuje na możliwość, a raczej pewność, że jeśli wyniki oglądalności będą zadowalające - to powstanie drugi sezon.

    "Nero" jest czymś świeżym w świecie Netflixa, nie mamy tutaj dużej ilości ozdobników, tylko surową historię i jej bohaterów, którzy zrobią wszystko aby przeżyć. Uwielbiam takie produkcje, umieszczone w dawnych czasach, pojawiają się lekkie elementy fantasy, ale to jednak ludzkie życie gra tutaj główną rolę, a od pewnych wierzeń jak się okazuje, również w dwudziestym pierwszym wieku nie da się odejść. Jest to nowy powiew w świecie seriali z platform streamingowych, czekam na kolejne i oczywiście polecam przygody zabójcy Nero oraz jego kompani! 

środa, 4 marca 2026

[50] Serials. - Intrygantka

Tytuł - Intryganka
Oryginał - Merteuil
Reżyseria - Jean Baptiste-Delafon
Obsada - Anamaria Vartolomei, Diane Kruger, Vincent Lacoste, Lucas Bravo, Fantine Harduin, Sandrine Blancke
Produkcja - Francja
Premiera:
* Polska - 14 listopada 2025
* światowa - 14 listopada 2025
Gatunek - melodramat/kostiumowy
Ilość Serii - 1 (6 odcinków)
Moja Ocena - 6/10





Markiza de Merteuil, zdradzona przez Valmonta, wyrusza w śmiałą podróż, aby stać się czołowa kurtyzaną Paryża. Aby mogła stać się bohaterką własnej historii, musi odegrać rolę czarnego charakteru w życiu innych. 

    Intrygantka mogłaby być świetną pozycją jako kostiumowy serial o życiu paryżan w dawnych latach, ale niestety daleko jej do bycia naprawdę dobrą produkcją. Generalnie zebrała dość ciekawą i różnorodną obsadę, ma piękne zdjęcia oraz zajebiście dobrą choreografię, jednak gdzieś po drodze zabrakło powera przy pisaniu scenariusza.
    Isabelle, gdy zostaje zdradzona przez kochanka, postanawia siłą wedrzeć się na paryskie salony i pokazać, że mimo iż jest kobietą z niższych sfer, nie jest gorsza. Że płeć piękną należy traktować z szacunkiem, a nawet można się jej obawiać. Idea może i banalna, ale gdyby dopracowano wszystkie elementy podczas realizacji, myślę, że można by stworzyć naprawdę świetny obrazek, który zachwyciłby widzów. Zabrakło mi tu jednak pewnego clue tej historii, jakiegoś mocnego twistu na sam koniec. Nie przeczę, że obsada na czele z Vartolomei czy Lucas'em Bravo -  świetnie sobie radzi. Są takie smaczki, momenty, gdy bohaterowie nawet bez słów czarują swoim wdziękiem. Mam jednak wrażenie, że część wątków spłycono na siłę, a temat seksu i wyzwolenia przedstawiono w złym świetle. Wiem, że rozmawiamy o dawnej Francji, ale w pewnych momentach czuć było bardziej soft porno niż „światową” produkcję. Czasami brakowało też życiowego realizmu - bohaterom wszystko przychodziło zbyt łatwo, a nawet gdy napotykali przeszkody, zgrabnie je przeskakiwali. Scenariusz ma niestety spore luki. Zabrakło subtelności, a perwertyzm i nagminne tłumaczenie niektórych rzeczy po kilka razy zaczynały męczyć. Początek jest mocny i daje nadzieję na ciekawe widowisko, ale im dalej w las, tym więcej drzew.
    Jedyne, czym mogę pochwalić ten francuski serial, to wspomniana wcześniej dobra obsada oraz plan filmowy. To naprawdę tworzy świetny obraz - może gdyby wyciąć pewne fragmenty i wyłączyć dźwięk, byłby to bardzo dobry projekt. Niestety im dalej w historię, tym mniej wszystko składa się w spójną całość.

    „Intrygantka” mogłaby być ciekawą produkcją, bo ma ku temu zadatki, ale przez spłycenie niektórych wątków i luki w scenariuszu dostajemy efekt pół na pół. Nic dziwnego, że przeważają negatywne opinie - historia Isabelle zaczyna się świetnie, a potem gdzieś się rozmywa. Obsada i kostiumy ratują wiele, ale to wciąż za mało, by stworzyć serial naprawdę na poziomie…

poniedziałek, 26 stycznia 2026

[46] Serials. - Na Marginesie

Tytuł - Na Marginesie
Oryginał - Wayward
Reżyseria - Mae Martin/Ryan Scott
Obsada - Mae Martin, Toni Colette, Sarah Gadon, Alyvia Alyn Lind, Sydney Topliffe, John Daniel, Patrick J. Adams
Produkcja - USA/Wielka Brytania/Kanada
Premiera:
* Polska - 25 września 2025
* światowa - 25 września 2025
Gatunek - thiller/psychologiczny
Ilość serii - 1 (8 odcinków)
Moja ocena - 8.5/10





W Tall Pines nic nie jest takie, jakie się wydaje. Po próbie ucieczki z akademii dla "sprawiających problemy nastolatków" dwie uczennice łączą siły z nowo przybyłą policjantką, odkrywając mroczne i głęboko zakorzenione tajemnice miasteczka.

    "Na Marginesie" to kolejna propozycja Netflixa, obok której nie da się przejść tak obojętnie jakby się chciało. Na świeżo po seansie stwierdzam, że choć szalone to było to bardzo dobre. Małe miasteczka i lokalne społeczności skrywają najwięcej tajemnic i sekretów. Wbrew zapewnieniom, nie wszystko złoto co się świeci.
    Tall Pines od początku robi na nas złowieszcze wrażenie, tak samo jak Derry z kultowego horroru Kinga, po prostu wiemy, że coś tu nie gra. Dwie sprawiające problemy nastolatki zostaną wrzucone na głęboką wodę, do szkoły, która choć z nazwy - nią nie jest. Dość osobliwa dyrektorka i nauczyciele, którzy dla mnie mają wypisany mord w oczach. To żadna próba resocjalizacji młodych ludzi, którzy pobłądzili -  to istna walka by złamać ich po raz kolejny i kolejny, a przede wszystkim by nastawić ich przeciw sobie. I ten plan gra, dopóki w szkole nie pojawia się Abbie, a potem za nią Leila. Można ująć, że to klasyczny przypadek - przyszli nowi z wielkiego miasta i zniszczyli lokalną społeczność. Wraz z dziewczynkami w mieście pojawia się Alex i Laura, która spodziewa się dziecka. Ta druga, to absolwentka i niegdyś faworyta Evelyn - szefowej placówki. Toni Collette, którą miałem przyjemność już widzieć parę razy na ekranie - jako istne guru całego miasteczka, jest niesamowita. To ona tutaj gra główne skrzypce i rozdaje karty. Jest bezwzględna, niecierpliwa i nie cofnie się przed niczym żeby dostać to co chce. Jest to też świetne pokazanie sekty, ich metod postępowania oraz metodyki społecznego rządzenia. Grasz z nami, a zrobimy wszystko by cię ochronić. Dosłownie wszytsko. Szczególnie widać to w końcowych odcinkach, gdzie również poznajemy historię Evelyn - jak zaczynała, a gdzie skończyła. Świetnie sprawdzają się tutaj również dziewczyny grające role Abbie i Leily, młode, zagubione i załamane. Ciekawie rozpisana historia Leily, którą Evelyn mianuje niejako jako swoją faworytę. Czy podobnie jak Laura ugnie się mocy guru? Czy przezwycięży swój strach i zawalczy o siebie? Czy psychodelia związana z szkołą złamie ją po raz kolejny? 
    Całość ogląda się dość dobrze, od szalonej lokalnej społeczności, po policjanta próbującego pomóc uczniom i zawalczyć o swoją rodzinę, która wkrótce będzie miała nowego członka. Tutaj każdy bohater niesie jakiś ból, każdy jest innym psychologicznym przypadkiem, co pokazuje nam przeróżne spektrum emocji i doświadczeń. Jesteśmy wciągnięci do tego świata, nawet jeśli akcja dzieje się w zaledwie kilku budynkach. Wszystko jest zgrane tak dobrze, że chcemy więcej i więcej. Niestety brakuje mi pewnej klamry zamykającej tę historię - może doczekamy się drugiego sezonu, ale pewne wątki nie są wyjaśnione. Po finale, zdecydowanie za krótkim, zostajemy z większa ilością pytań niż na samym początku.

   "Na Marginesie" to bardzo dobry miniserial, i muszę przyznać, że trochę nie rozumiem tych niskich ocen. To świetnie zrealizowana opowieść o sekcie i psychodelii małego miasteczka. To ciekawa mieszanka charakterów oraz brutalności świata. Tutaj żadne działanie nie pozostaje bez konsekwencji w przyszłości. Zastanów się dobrze nim zdecydujesz się wysłać dziecko do Akademii Tall Pines...

sobota, 10 stycznia 2026

[44]BOOKS: Kruczy Cień. Opowiadania - Anthony Ryan

Tytuł - Kruczy Cień. Opowiadania
Oryginał - Stories from The World of Raven's Shadow
Seria - Trylogia Kruczy Cień
Autor - Anthony Ryan
Wydawnictwo - Fabryka Słów
Gatunek - fantasy
Tłumaczenie - Marcin Kiszela
Ilość Stron - 320
Data Wydania - 1 maja 2025
Moja ocena - 9/10






Władza przychodzi w blasku stali i szeptach skrytych w mroku. Zawsze naznaczona jest krwią.
W tym zbiorze  czterech mrocznych opowieści  poznaj losy bohaterów, którzy nie pragnęli wielkości, lecz musieli stawić jej czoła. 
Powrót do świata "Kruczego Cienia" to nie tylko gratka dla wiernych czytelników Pieśni Krwi, Lorda Wieży i Królowej Ognia. To także nowa szansa, by spojrzeć w oczy cieniom, które zawsze czają się za bohaterami. 

   Po raz ostatni powracamy do świata Vaelina Al Sorny. To nasze finalne spotkanie z dobrze znanymi bohaterami - ostatnie uśmiechy, łzy i chwile radości. Anthony Ryan domyka historię „Kruczego Cienia” wyraźną klamrą. Muszę jednak przyznać, że jedynym elementem, którego mi tu zabrakło, był sam Vaelin. Rozumiem, że mamy do czynienia ze zbiorem opowiadań osadzonych w jego świecie, a nie historią skupioną bezpośrednio na Al Sornie, jednak po głównej trylogii zdążyłem się z nim mocno zżyć i brak wyraźnego pożegnania pozostawia lekki niedosyt.
    Ryan po raz kolejny udowadnia, jak sprawnie operuje piórem, a czytelnik z przyjemnością spędza czas z bohaterami, których już dobrze zna. Co prawda nie jestem wielkim fanem dokładania kolejnych części do zamkniętej opowieści, ale tych „dzieciaków” naprawdę polubiłem i chętnie dowiedziałbym się więcej, co u nich słychać. Zbiór składa się z czterech opowiadań, z których każde koncentruje się na innych postaciach znanych z głównego cyklu. Choć ponownie muszę zaznaczyć brak Vaelina, świetnie bawiłem się, śledząc przygody brata Sollisa czy przyszłego Lorda Południowej Wieży. Na kartach książki pojawia się także znany i lubiany (mam nadzieję!) Lord Verniers - kronikarz i swoisty narrator części wydarzeń. Każda z opowieści ma swój własny styl, dostosowany do bohaterów, których dotyczy, jednak wszystkie trzymają bardzo dobry poziom. Ryan skutecznie zatrzymuje nas dłużej w Królestwie i co najważniejsze, my naprawdę chcemy tu zostać. Szczególnie przyjemnie było znów zobaczyć brata Frentisa, jeszcze jako dzieciaka na ulicach Varnishold, oraz poznać jego życie, zanim trafił do Domu Szóstego Zakonu. Dużym plusem jest także obecność brata Sollisa, przewijającego się przez kilka historii. Wszystkie te opowieści chłonąłem z niezmiennym zainteresowaniem. Uważam, że „Kruczy Cień”, choć brutalny, zajmuje bardzo wysokie miejsce wśród współcześnie wydawanej fantastyki. To świat krwawy, ciężki i pozbawiony filtra -  jeśli coś jest złe, to jest złe do samego końca, a właśnie ta szczerość zachwyca najbardziej.

    Zbiór jest krótki i zwięzły  - wystarczy na trzy, maksymalnie cztery wieczory - jednak powrót do znanych postaci i świata sprawia ogromną przyjemność. Ryan jak zawsze pisze lekko i sprawnie, a książkę czyta się niemal sama. Z czystego uwielbienia z chęcią sięgnąłbym po kolejne historie z uniwersum Vaelina. Osobom, które dopiero rozpoczynają swoją przygodę z twórczością Anthony’ego Ryana, polecam jednak sięgnąć po te opowieści dopiero po ukończeniu trylogii - pozwoli to uniknąć spoilerów oraz niezrozumiałych wątków.

poniedziałek, 22 grudnia 2025

[43] Serials. - Rekruci

Tytuł - Rekruci
Oryginał - Boots
Reżyseria - Andy Parker
Obsada - Miles Heizer, Max Parker, Vera Farminga, Ana Ayora, Cedrick Cooper. Kieron Moore, Nicholas Logan, Liam Oh
Produkcja - USA
Premiera:
* Polska - 9 października 2025
* światowa - 9 października 2025
Gatunek - dramat/komedia
Ilość serii - 1 (8 odcinków)
Moja ocena - 8.5/10






Prześladowany nastolatek, który pod wpływem impulsu zaciąga się do Marines, niespodziewanie odnajduje tam sens życia i poczucie wspólnoty z innymi rekrutami. 

     Gdy odbyła się premiera tego serialu Netflixa, internet dosłownie wybuchł. Już pomijam fakt kolejnej odsłony produkcji skierowanej do osób LGBT - dodatkowo umieszczonej w „silnie” heretyckim wzorcu żołnierza. No któż to widział!? Serial jednak przebojem wdarł się na top listę i dość długo tam pozostawał. Niestety, zarówno dla mnie, jak i fanów tego komediodramatu, nadeszła smutna wiadomość - nie doczekamy się drugiego sezonu, ponieważ platforma anulowała dalsze przygody „Rekrutów”.
    Jest to historia Camerona Cope’a, który za namową przyjaciela postanawia zaciągnąć się do marines i przejść obóz szkoleniowy. Generalnie nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że chłopak jest gejem, a bycie homo w tamtych czasach - lata 90., a już tym bardziej w wojsku nie było społecznie akceptowalne. Produkcja jest adaptacją powieści The Pink Marine, która opisuje tamten okres życia oraz doświadczenia autora związane ze służbą wojskową. Cope sprawnie oprowadza nas po boot campie, gdzie poznajemy innych bohaterów oraz ich zwierzchników i nauczycieli. Pojawia się również jego alter ego, ujawniające się w sytuacjach stresowych. Heizer gra lekko, naturalnie, jakby od niechcenia, co według mnie tylko podbija jakość tej produkcji. Postacie są wyraziste, krwiste i różnorodne. Poza żołnierskim obozem szkoleniowym pięknie rozwija swoje wątki Vera Farmiga jako matka głównego bohatera. Ta kobieta po prostu wie, co robi - uśmiech nie schodzi nam z twarzy, gdy pojawia się na ekranie. Oczywiście część wątków potraktowana jest dość pobieżnie, momentami stereotypowo. Być może były plany na ich rozwinięcie w drugim sezonie, przez co ciężko jednoznacznie krytykować pewne decyzje reżysera. Gdyby wszystko miało się odbyć i zakończyć w jednym sezonie, fabuła prawdopodobnie zostałaby poprowadzona inną drogą. Swoje pięć minut świetnie wykorzystuje również Parker, grający instruktora Sullivana. Jego wątek poboczny, jak i dziwna relacja z Cameronem, są swoistą wisienką na torcie dla widzów, którzy szybko łapią niuanse i potrafią łączyć kropki. To postać, która niezwykle wpływa na „dorastanie” nastolatka, co pięknie owocuje w finałowych wątkach pierwszego i zarazem ostatniego  sezonu. Generalnie nie mam żadnych zastrzeżeń do aktorów: każdy wykonuje swoją pracę w stu procentach. Wierzymy tym postaciom i chcemy je lepiej poznać.
    Idea braterstwa przewija się od początku do końca tej produkcji. Są momenty na uśmiech, jak również na łzy. Serial brutalnie ukazuje też realia homoseksualizmu na tle tamtych czasów - od kochającej syna matki po ludzi, którzy „zjedzą cię”, gdy tylko prawda wyjdzie na jaw. Myślę, że platforma mogła ciekawie pociągnąć te wątki dalej, ale obecnie pozostaje nam jedynie gdybać.

  „Rekruci” od samego początku zbierają skrajne opinie - od oburzenia widzów urażonych „heretyckimi” wątkami homo, po pełne uwielbienie. Mi osobiście produkcja się podobała. Może nie jest to serial najwyższych lotów, ale potrafi zapewnić sporo emocji, aktorzy wypadają naturalnie, a Heizerowi mam nadzieję otworzy to furtkę do kolejnych produkcji. Na wspólny wieczór ze znajomymi będzie to wybór idealny.

czwartek, 4 grudnia 2025

[42] BOOKS: Królowa Ognia - Anthony Ryan

Tytuł - Królowa Ognia
Oryginał - Queen Of Fire
Seria - Trylogia Kruczy Cień
Autor - Anthony Ryan
Wydawnictwo - Fabryka Słów
Gatunek - fantasy
Tłumaczenie - Dominika Repeczko
Ilość Stron - 894
Data Wydania - 31 stycznia 2025
Moja Ocena - 9/10






Ukryj swoją przewagę, a podwoisz jej wartość. Choć kiedyś był niepokonany dzięki pieśni krwi, teraz Vaelin Al Sorna stracił swą moc, a jego przeciwnik zyskał groźnego sprzymierzeńca - tajemniczego Sojusznika, ducha o mocach potężnych niż wszystko, z czym Vaelin się dotąd mierzył. Aby zwyciężyć, bohaterowie muszą stanąć do walki z siłą, której nie można zabić... a Królestwo nie przetrwa bez ich ostatecznego zwycięstwa.  

    Finał trylogii "Kruczy Cień" zapowiadał się niezwykle imponująco, Anthony Ryan po raz kolejny zabiera nas do świata Vaelina Al Sorny, by wraz z innymi bohaterami stawić czoło złu. To już ostatnie spotkanie z dobrze znanymi nam postaciami, a gdy wydaje się, że wróg - Sojusznik ma wszystkie asy w rękawie i totalnie nic a nic go nie powstrzyma, niezachwiany Al Sorna przemierza ziemię skutą lodem by uratować swoich przyjaciół i wyzwolić Królestwo spod ataku Volarian.
"Kłamstwo dla jednego jest prawdą dla drugiego"
    Królowa Ognia podobnie jak poprzedniczka - opisuje wydarzenia z perspektywy kilku osób, co pozwala nam obserwować wydarzenia mniej więcej w tym samym czasie jak również dalej poznawać dane postacie. Tutaj niesamowicie wybija się po raz kolejny osoba Revy, jak również Królowa Lyrna Al Nieren. Chyba te dwie pętle historii niosą ten tom na skrzydłach. Reva wciąż zadziorna i niepokonana, wie, że ma dokąd wracać, oraz Lyrna. Wciąż tak samo piękna i wciąż tak samo przebiegła. Ona wie, że musi zmiażdżyć Volarię - inaczej za jakiś czas to oni rozniosą ich w pył, co już im się prawie udało. Frentis zostaje trochę z boku, choć wciąż walczy w imieniu Królestwa. Niestety dla mnie najsłabszymi watkami okazały się przygody Al Sorny na zimnej północy. O ile wątki z Północnych Rubieży z drugiego tomu trylogii czytałem z wypiekami na policzkach, tak teraz brakowało mi jakieś siły napędowej. Jakby trochę nasza historia się rozwlekła, i zazwyczaj nie mam problemów z przestojami, takie przerywniki często pokazują nam nowe oblicza bohaterów, tak przy "Królowej Ognia" mam wrażenie, że gdzieś tam zapał przygasł. Niemniej jednak finał wciąż czytamy ciekawi jego końca, czy Lyrna dokona ostatecznego zamachu na państwo Volarian, wyzwoli niewolników, a swoje Królestwo pozbawi niebezpiecznego wroga. Na duży plus wciąż "przepiękne" sceny batalistyczne i pomniejsze walki - chętnie zobaczyłbym to na dużym ekranie, jestem ciekaw jak by ta historia została poprowadzona w filmie czy serialu. Zakony wciąż odgrywają wielką rolę, choć wielu ich członków niestety ginie. Ryan nie żałuje bohaterów niczym Martin w "Pieśni Lodu i Ognia". 
    Vaelin choć osłabiony o swoją pieśń krwi nadal chce uratować swoje królestwo i przyjaciółkę Lyrnę. On wie, że musi zrobić wszystko. Jednakże w tym tomie zabrakowało mi takiego wigoru w jego postaci, mam wrażenie, że jego charakter totalnie opadł, zwłaszcza po śmierci jego towarzyszki. Nieodzowna jest również jedna z finalnych rozmów Al Sorny z Królową Al Nieren - czy żałujesz? Oczywiście! - skłamał. 

"Każdy kto twierdzi, że ma talent do wojny, powinien być uważany za największego z głupców. Udane prowadzenie działań wojennych jest bowiem nieustanną próbą zarządzania szaleństwem"

    Królowa Ognia jak poprzedniczki to powieść wielkowątkowa, pełna magii, wielkich bitew, cudownych bohaterów, wciąż pełna intryg i wszelkich knowań. Jest to dobre zakończenie trylogii - żałuję, że nie mogę użyć słowa epickie. Bo cała seria "Kruczy Cień' jest świetną gratką dla fanów fantasy. Mam wrażenie jednak, że Ryan w pewnym momencie stracił trochę wigor w pisaniu. Wciąż z sensem, ale nie z rozmachem kończymy przygody Al Sorny i innych obywateli Królestwa. Dla miłośników pióra Ryana - uważam, że pozycja obowiązkowa. Jest to opasłe tomiszcze, które po skróceniu pewnych wątków byłoby pozycją idealną... 

piątek, 14 listopada 2025

[40] FILM: Tron. Ares - 2025

Tytuł - Tron. Ares
Oryginał - Tron. Ares
Reżyser - Joachim Ronning
Produkcja - USA
Obsada - Jared Leto, Greta Lee, Jeff Bridges, Evan Peters, Jodie Turner-Smith, Gillian Anderson
Premiera:
* Polska - 10 października 2025
* światowa - 8 października 2025
Gatunek - akcja/sci-fi
Czas Trwania - 1h 59m
Moja Ocena - 7/10






Ultrazaawansowany program Ares przenosi się z cyfrowego świata do naszej rzeczywistości. Czy ludzkość jest gotowa na pierwszy fizyczny kontakt ze Sztuczną Inteligencją?
Jest to trzecia część z serii Tron i sequel filmu Tron:Dziedzictwo.

    Wszystko, co ma w sobie elementy fantasy czy sci-fi, od razu zyskuje u mnie duży plus na starcie. Czy tak jest również w przypadku najnowszego dzieła Disneya? Produkcja zaprasza nas do wirtualnego świata, w którym rządzą kody i roboty. Jednak nawet one, jak się okazuje, potrafią być zawodne — zupełnie jak ludzie.
    Zacznę od największego i niewątpliwego atutu filmu: jest on po prostu wizualnie piękny. Trudno oczekiwać czegoś innego po historii osadzonej w wirtualnej rzeczywistości, będącej zapowiedzią nowej ery dla ludzkości. To prawdziwe widowisko — oglądałem je w wersji 3D i muszę przyznać, że była to świetna filmowa uczta. Te dwie godziny minęły mi zaskakująco szybko, bo akcja nie ma zbędnych przestojów. Zgrabnie przechodzimy z punktu A do punktu B, a tempo jest utrzymane na dobrym poziomie. Efekty specjalne stanowią mocny fundament i w dużej mierze „niosą” film Joachima Rønninga. Ogromnym wsparciem jest też świetna ścieżka dźwiękowa, która buduje napięcie i odpowiednio podkreśla to, co widzimy na ekranie.
    W wielu opiniach przewija się krytyka scenariusza oraz postaci Aresa, granej przez Jareda Leto. Owszem — Ares jest robotem, Sztuczną Inteligencją, więc trudno oczekiwać od niego ludzkiej charyzmy czy poczucia humoru. Jednak zgodzę się, że brakuje tej postaci wiarygodności i sensu. Nawet odkrycie „kodu trwałości” nie sprawia, że widz zaczyna widzieć w nim coś więcej niż chłodne AI. Leto gra bardzo statycznie, jakby bez prób nadania postaci głębszych odcieni. Być może jego nazwisko miało po prostu przyciągnąć widzów, ale ostatecznie show kradnie Greta Lee w roli Eve Kim. To jej emocje i zachowanie angażują widza i nadają historii życia. Trochę przypomina to sytuację z najnowszej części Fast & Furious, gdzie Jason Momoa przyćmił Vina Diesela.

    „Tron: Ares” nie jest złym filmem, ale jednocześnie trudno uznać go za kino wybitne. Piękne ujęcia, efekty i muzyka to za mało, by zbudować naprawdę mocną całość. Mimo dynamiki akcji widz nie dostaje stuprocentowego przekonania co do sensu tej historii. Zabrakło mi też mocniejszej puenty — czegoś, co zaskoczyłoby na koniec i pokazało, że twórcy mają asa w rękawie. Niestety, chyba próżno go szukać. Myślę, że fani serii Tron i tak wybiorą się do kina. Ja jednak bardziej polecam poczekać, aż film trafi na platformy streamingowe.

czwartek, 9 października 2025

[37] FILM: Sirât - 2025


Tytuł - Sirat
Oryginał - Sirat
Reżyser - Olivier Laxe
Produkcja - Hiszpania/Francja
Obsada - Sergio Lopez, Bruno Nunez Arjona, Stefania Gadda, Joshua Liam Herderson, Richard Bellamy, Tonin janvier, Jade Oukid
Premiera:
* Polska - 19 września 2025
* światowa - 15 maja 2025
Gatunek - thiller/dramat
Czas Trwania - 2h
Moja Ocena - 5/10




"Sirat" to najbardziej elektryzujący film tegorocznego festiwalu w Cannes, na którym zasłużenie zdobył Nagrodę Jury. Opowieść o ojcu desperacko szukającym córki na pustynnych, nielegalnych rave'ach w Maroku, to odjazdowe połączenie survivalowego thillera spod znaku "Ceny Strachu" z apokaliptyczną wizją "Mad Maxa".


    Na film wybrałem się trochę przypadkiem, zachęcony dość pozytywnym odbiorem widzów i pochwałami z Cannes, niestety czuję mocny niedosyt. Produkcja na swój sposób wszystko - dobrych aktorów, świetne zdjęcia, ujmującą muzykę, ale brakuje mi tutaj jakiegoś wątku. Jakiegoś clue na sam koniec. Mam wrażenie, że oglądałem film bez wątku.
     Sirat zaczyna się dość spokojnie, ot ojciec z synem szuka swojej córki na jednej z imprez w Maroko. Szybko jednak akcja przenosi się na mocno, survivalowy pustynny teren, gdzie obaj gnani wizją odnalezienia członka rodziny podążają za innymi. Niestety jest to piękna, acz pusta pocztówka. Czujemy ten upał pustyni, podążamy w jej głąb z uczuciem wielkiej adrenaliny. I w tym pewnym momencie tracimy wątek - czy to III Wojna Światowa? Kto z kim walczy? Dlaczego akurat teraz? Mamy coraz więcej pytań, a odpowiedzi jest mało, żeby nie powiedzieć, że wcale... Owszem, film na swój sposób porusza pewne ważne życiowe wątki, ale gdy już trafiamy na totalne pustkowie, a bohaterowie zaczynają padać niczym muchy to trochę zaczynałem się śmiać pod nosem. O ile pierwsza pojawiająca się śmierć jest rzeczywiście tragiczna, i załamuje widza, to kolejne wypadają dość komicznie. Być może nie zrozumiałem przekazu filmu, ale mam wrażenie, że brakuje w nim sensu. Jak już wspomniałem - ta produkcja ma wszystko, i naprawdę mogłaby być dobrą pozycją, ale niestety tak się nie dzieje. Brakuje tutaj jakiegoś sensu, dopowiedzenia pewnych historii, a dużo rzeczy ucieka pod maską symboli i metafor. Jakby po prostu ideą jest się "naćpać" i ruszyć na pustynny rave. Nie ma wprowadzenia, choćby dlaczego nasi bohaterowie szukają córki/siostry. Po prostu widz jest wrzucony od razu w akcję i gdy chce się czegoś dowiedzieć, to niczego nie dostaje. O wiele bardziej skupiono się chyba na samym planie, ładnych ujęciach niż dowiezieniu wątku fabularnego, a szkoda. Film owszem ogląda się dość przyjemnie, te dwie godziny mijają szybko, ale wychodzimy z sali kina z wielkim niesmakiem i znakiem zapytania -  co się  właściwie obejrzało...

    Sirat będzie dobrą produkcją gdy odrzucisz wszelkie pytania i po prostu go obejrzysz - bez zadawania pytań i próby wyciągnięcia wniosków. Mamy piękne tło, piękny papierek, ale uważam, że bez większej wartości. Ładne opakowanie, ale puste. Aktorzy dobrani są dobrze, wierzymy w ich przekonania i wartości, ale całościowo to się po prostu nie zgrywa. Może bardziej niż do kina, polecam poczekać aż film trafi do streamingu i będzie można obejrzeć w domowym zakątku....

środa, 20 sierpnia 2025

[34] FILM: Piep*zyć Mickiewicza 2 - 2025

Tytuł - Piep*zyć Mickiewicza 2
Oryginał - Piep*zyć Mickiewicza 2
Reżyser - Sara Bustamante-Drozdek
Obsada - Dawid Ogrodnik, Weronika Książkiewicz, Hugo Tarres, Wiktoria Koprowska, Karol Rot, Ada Grodzka, Krystian Embradora, Artur Gwizdak, Igor Pawłowski
Premiera:
* Polska - 24 styczeń 2025
* światowa - 24 styczeń 2025
Gatunek - obyczajowy/młodzieżowe
Czas Trwania - 1h 42min
Moja Ocena - 7.5/10







Ekipa z IIIB i ich nietypowy wychowawca powracają! Do paczki dołącza Korek, geniusz matematyczny, którego koledzy uczą podrywu... z marnym skutkiem. Tymczasem Dante marzy o pierwszej nocy z Nel, ale czy są na to gotowi? 


    Seria "Piep*rzyć Mickiewicza" od początku budziła wiele kontrowersji, ale ja bardzo się cieszę, że tego typu filmy powstają. To nie tylko dobra okazja by zaprezentować światu nowe nazwiska z polskiej kinematografii, ale również po to by poruszyć część społecznych tematów, które mam wrażenie, że często są zamiatane pod dywan. Może to nie jest kino górnych lotów, ale według mnie warto poświęcić półtorej godziny na seans, choćby z sentymentu dawnych lat szkoły średniej.
     Dante z paczką po raz kolejny zapraszają nas do swojego świata, poznajemy również ich nowego kolegę - Korka, który na pierwszy rzut nie pasuje do ekipy, ale szybko się przekonujemy, że tam pasuje jak ulał! Świetnie jest pokazany polski system szkolnictwa, gdzie uczniowie pokroju Korka są często spychani na margines, a szkoła umywa ręce od pomocy rodzicom - tutaj nie pasuje, więc radźcie sobie sami. Poznajemy też nowe uczucia jak zazdrość, empatię, wzajemnie zaufanie oraz wielką miłość. To wszystko oczywiście z przymrużeniem oka, ale wciąż z odrobiną humoru, dobrych kawałków w tle oraz pędzącej jak zawsze w szybkim tempie Warszawy. To co robią ci młodzi aktorzy - zasługuję na pochwałę, czy to świetna rola Karola Rota, Hugo Tarresa czy Igora Pawłowskiego. Myślę, że fajnie czuć powiew świeżości i nadzieję na dalsze zmiany w polskiej kinematografii. Nie sposób nie wspomnieć o Ogrodniku, który również po raz kolejny gra świetnie i jest naszym bohaterem narodowym. Mimo iż wiem, że to fikcja, to trochę szkoda, że moja szkoła średnia tak nie wyglądała. Piep*zyć Mickewicza 2 to kolejne przygody naszej paczki, poznanej w pierwszej części. Myślę, że można było trochę dopracować scenariusz, wydłużyć pewne wątki by nadać pewniej paraboli tej produkcji, ale film ogląda się wyśmienicie - wątki są poskładane tak fajnie, że widz nie czuje znudzenia, a jak w moim przypadku - jest zdziwiony, że seans zbliża się ku końcowi. Jednakże IIIB nie poddaje się tak łatwo i doświadcza nas swoją komedią oraz umiejętnością bycia dorosłemu wtedy, kiedy trzeba. Na pewno to po części zasługa ich wychowawcy. Klasa spisana na straty odżywa i okazuje się, że nie są tacy nieokrzesani za jakich ma ich cała szkoła. To również świetny przykład, że nigdy nie warto kogoś spisywać na straty za wszelką cenę. Na dobrym podłożu kwiaty dadzą piękne owoce...

    Piep*zyć Mickiewicza 2 jest ponownym zanurzeniem się w ekipę Dantego i jego licealnej paczki. Dobrze pokazane wątki społeczne oraz emocjonalne. Myślę, że to również zasługa naszych młodych aktorów - widać, że świetnie się czują w swoim towarzystwie co pomaga im stworzyć realne emocje na ekranie. Chcę ich oglądać więcej! A wy? Chodzilibyście do IIIB? Czekacie na 3 część przygód tych urwisów?

środa, 4 czerwca 2025

[30] MUSIC: Mayhem - Lady Gaga


Wykonawca - Lady Gaga
Nazwa - Mayhem
Tracklista - 14 utworów
Data Wydania - 7 marzec 2025
Moja Ocena - 10/10

14-krotna laureatka Grammy, Lady Gaga, ogłosiła szczegóły swojego wyczekiwanego siódmego albumu studyjnego. Krążek nosi nazwę "Mayhem" - to powrót do korzeni Gagi do popowych korzeni. Połączenie eklektycznej energii z odważną, nieustraszoną wizją artystyczną, dzięki której gwiazda podbiła serca słuchaczy na całym świecie. Motyw przewodni "Mayhem" to chaos i przemiana, jak również podkreślenie siły muzyki. Muzyki, która potrafi jednoczyć, prowokować oraz uzdrowić.  

TRACKLISTA -
1. Disease 2. Abracadabra 3. Garden of Eden 4. Perfect Celebrity 5. Vanish Into You 6. Killah (ft. Gesaffelstein) 7. Zombieboy 8. LoveDrug 9. How Bad Do You Wante Me 10. Don't Call Tonight 11. Shadow Of a Man 12. The Beast 13. Blade Of Grass 14. Die With a Smile (ft. Bruno Mars)

    Lady Gaga is BACK! Na ten powrót czekali chyba wszyscy - nawet jeśli nie są fanami twórczości włoskiej ikony muzyki pop. Po dość dobrze przyjętej płycie "Chromatica" nadszedł czas na nową erę, erę "Mayhem", gdzie Gaga wraca do swoich korzeni muzycznych i po prostu serwuje nam świetny kawałek mroczniejszego popu. Jest to jednocześnie - love letter for LGBTQ community - Lady Gaga daje nam to, ze co świat ją pokochał, a szaleństwo podczas MAYHEM BALL trwa! 
    Longplay rozpoczynają znane już wszystkim single - Disease oraz Abracadabra. Pierwszy singiel początkowo nie przekonał mnie zbytnio do siebie, ale już przy "Abracadabra" wiedziałem, że moja ukochana artystka wróciła w pełni. Ten kawałek ma wszystko, to jest hit na miarę jej wcześniejszych bestsellerów jak Bad Romance, Poker Face czy Born This Way. "Garden Of Eden" jest kolejnym majstersztykiem z refrenem, który wciąga Cię całego i nie odpuszcza. Połowa mojego Instagrama to rolki z tą nutą. Bardzo przypomina mi styl albumu "The Fame". Kolejnym kawałkiem jest "Perfect Celebrity", gdzie Gaga daje upust swoim emocjom, jej karierze, sukcesach i porażkach. "Vanish Into You" to zdecydowanie mój ulubiony utwór z całej płyty, która nie ma co ukrywać zawiera hit za hitem. Widzę to puszczane na jakiś imprezach walentynkowych czy innych miłostkach. Nikt nie robi tych rzeczy jak Gaga. W połowie albumu trafiamy na "Killah", który chyba jest moim najmniej ulubionym kawałkiem za płycie - chyba dlatego, że dzieje się w nim tyle, że aż za dużo. "Zombieboy" to wielki ukłon w stronę dawnych lat, lat osiemdziesiątych dokładnie, ale również w takiej pop-disco atmosferze utrzymany jest "Lovedrug" ale to w żaden sposób nie wpływa na odbiór. Wbrew wszystkiemu, są to dość mocne kawałki. "How Bad Do You Want Me" kojarzy mi się z takim niewinnym latem jako nastolatek. Totalnie lekki, bez szaleństw, w dużej mierze na spokojnie. Końcówka albumu jest już trochę inną stroną, mniej mroczną niż początek. "Don't Call Tonight" czy "Shadow Of a Man" skupiają się poza jak zawsze nieziemskim wokalem Gagi na stronie lirycznej. Tutaj odczuwam takie nawiązanie do "Joanne" czy innych typowych radiówek od innych artystów, ale wciąż to kupuję. "The Beast" oraz "Blade Of Grass" to idealne zakończenie jego nieprzewidywalnego krążka. Kochani, tak się właśnie zajebisty pop. "Die With a Smile" jest juz takim hitem, że nie czuję potrzeby się wypowiadać - utwór broni się sam. 
    MAYHEM jest albumem, w którym myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie. To jak Gaga odkrywa się przed nami, swoim wokalem czy strefą liryczną. Zazdroszczę wszystkim, którzy będą mieli przyjemność usłyszeć to na żywo. 

    Lady Gaga po raz kolejny udowadnia czemu jest królową sceny, nikt nie robi muzyki jak ona. To widać i czuć. Dla mnie ten album jest idealny - posiada wszystko, od tanecznych bangerów po delikatniejsze ballady. Lady Gaga jest niezawodna, a wszystkim, którzy już bawią się bądź będą się bawić na MAYHEM BALL cholernie zazdroszczę! 

niedziela, 6 kwietnia 2025

[27] Serials. - Tęsknię za Tobą

Tytuł - Tęsknię za Tobą
Oryginał - Missing You
Reżyseria - Isher Sahota/Nimer Rashed
Obsada - Richard Armitage, Rosalind Eleazar, Rudi Dharmalingam, Jackie Knowles, Ashley Walters, Charlie Hamblett
Produkcja - Wielka Brytania
Premeiera:
* Polska - 1 styczeń 2025
* światowa - 1 styczeń 2025
Gatunek - thiller/kryminał
Ilość serii - 1 (5 odcinków)
Moja Ocena - 7/10




Jedenaście lat temu Josh, narzeczony i miłość życia detektyw Kat Donovan, zniknął i od tamtej pory się do niej nie odezwał. Teraz, przeglądając profile w aplikacji randkowej, Kat nagle widzi jego twarz i jej świat znowu wywraca się do góry nogami. Pojawienie się Josha zmusza ją do ponownego zagłębienia się w tajemnice związaną z morderstwem jej ojca i odkrycia dawno pogrzebanych sekretów z własnej przeszłości. 


    Czytałem w życiu tylko jedną powieść od Harlana Cobena, i pamiętam, że miałem dość dobre wrażenia z lektury, więc chciałem zobaczyć jak literatura pisarza pojawia się na dużym ekranie. Tęsknię za Tobą jest dość dobrze zrealizowanym widowiskiem, ale mam wrażenie, że nie do końca zachwyca tak jakby mogło. Netflix na fali kasacji wielu seriali, co chwila wydaje nam nowe "perełki" do zachwytu. Część tych projektów jest rzeczywiście całkiem udana, a niektórym trochę brakuje polotu.  
    Kat Donovan mimo dobrego życia, nie jest szczęśliwa. Mężczyzna, którego kochała ponad wszystko ja zostawił, a na dodatek zginął jej ojciec. Policjantka jednak nie daje za wygraną i próbuje połączyć wszystkie kropki w sprawie śmierci rodzica. Jednak, czy poznanie nawet najstraszniej prawdy jest zawsze dobrym wyborem? Czy grzebanie w przeszłości zawsze jest potrzebne? Czy słodkie kłamstewka czasami nie są lepsze? Inspektorka nie zgodzi się w tej kwestii, zrobi wszystko by odkryć prawdę, nawet jeśli to oznacza rozdrapanie starych ran na nowo. Serial Netflixa w dobrym tempie przenosi nas przez historię, która wydarzyła się ponad dekadę temu. Ciężko mi tutaj oceniać wiarygodność wątków fabularnych, trzeba byłoby przeczytać książkę. Niemniej jednak Kat jest dość irytującą bohaterką, zawsze zrobi na przekór prośbom ludzi dookoła niej. Nawet gdy jej mama prosi o zaprzestanie w grzebaniu sprawy morderstwa jej ojca, ta nadal ciągnie to wszystko. Bohaterowie są dość wiarygodni, każdy tutaj ma swój moment i jest szansa na głębsze poznanie ich historii, choć nie da się ukryć, że produkcja ma zaledwie pięć odcinków, co jednocześnie sprawia, że nie każdy wątek jest zakończony w pełni. 
    Jak zwykle angielska wieś wygląda ładnie w kadrze, fabuła można być rzecz rozwija się poprawnie, nie ma za dużych przestojów, jak również zbyt szybkiego gonienia tempem akcji. Wszystko w dużej mierze ma sens, od wypadków sprzed jedenastu lat do aktualnych wydarzeń w "Tęsknię za Tobą". Fajnie, że pojawiają się nowe twarze, mimo iż Netflix lubuje się w stałych zatrudnieniach dla pewnych aktorów. Dostajemy dość dobra pozycję, która jest po prostu dobrym kryminałem.

    Tęsknię za Tobą jest poprawnym serialem kryminalnym, może po prostu dodałbym jeszcze z jeden/dwa odcinki by zakończyć każdy watek w stu procentach. Niemniej jednak Netflix dostarcza nam ciekawą historię, która jest w stanie wciągnąć widza. Fabuła w większości ma sens, aktorzy grają wiarygodnie, jest ładny plan zdjęciowy. Nie jest to super produkcja, ale na pewno dla fanów kryminałów i sensacji w wolną niedzielę może być ciekawym kinem do kawy...

wtorek, 25 lutego 2025

[23]Serials. - Przełom

Tytuł - Przełom
Oryginał - Genombrottet
Reżyseria - Lisa Siwe
Obsada - Peter Eggers, Mattias Nordkvist, Jessica Liedberg, Annika Hallin, Bahador Foladi, Helen Al-Janabi
Produkcja - Szwecja
Premiera:
* Polska - 7 styczeń 2025
* światowa - 7 styczeń 2025
Gatunek - dramat/kryminał
Ilość serii - 1 (4 odcinki)
Moja Ocena - 9/10





Kiedy sprawa podwójnego morderstwa w Linkoping w Szwecji w 2004 roku zostaje ostatecznie rozwiązania po 16 latach, to genealog odpowiadał za przełom. Po raz pierwszy w Europie mordercę znaleziono dzięki badaniom genealogicznym. "Przełom" to fikcyjna opowieść o nieoczekiwanym bohaterze, nieprawdopodobnej współpracy i polowaniu na zabójcę, ale to także opowieść  o tym, jak niewyjaśniona zbrodnia wpływa na społeczeństwo i co dzieje się z ludźmi pozostawionymi bez odpowiedzi na pytania "kto?" i "dlaczego?"


    Skandynawskie kino noir ma coś w sobie, od zawsze jak oglądam te produkcje to jestem pełen podziwu, że tak tak naprawdę wszystko gra. Zarówno powieści z północy, są dobrym przykładem jak powinno się pisać książki czy tworzyć filmy. Fabuła, zdjęcia jak również bohaterowie. Ichnie, w głównej mierze kryminały po prostu chce się oglądać. "Przełom" jest również tego dobrym dowodem.
    Serial opowiada o podwójnym morderstwie w szwedzkim mieście, zdawać by się mogło, że każdy każdego zna, aż tu nagle pewnego ranka brutalne zamordowano chłopca oraz kobietę. Rodzice tracący własne dziecko i mąż, żonę.  Takiej straty nie da się opisać, i nic dziwnego, że oni chcą poznać prawdę - kto i dlaczego? Jest to też historia nieustępliwej walki policjanta prowadzącego to śledztwo - ostatecznie traci on swoją rodzinę, żona po narodzinach syna go opuszcza. John traci ponad piętnaście lat, jedyna osoba, która widziała mordercę w wyniku stresu nie jest w stanie przypomnieć sobie rysów jego twarzy, co być może ułatwiło by pracę policji. Sprawdzane są różne poszlaki, robione wymazy by dopasować DNA z narzędzia zbrodni. Niestety sprawa wciąż stoi w miejscu. Po tylu latach oficyna chce zamknąć śledztwo, ale John dający słowo rodzinom ofiar, że znajdzie mordercę, zamierza go dotrzymać. Za wszelką cenę, wkońcu już i tak opuściła go żona, gdy ten zatracił się w pracy. Gdy poznaje Pera, który jest genealogiem, znów ma nadzieję, że uda mu się domknąć sprawę. Przekonuje podwładnych, że to jest to, ich brakujący element układanki i panowie z wielkim zapałem zabierają się do pracy by znaleźć człowieka, który ponad piętnaście lat temu dokonał morderstwa na środku ulicy. Jego pomysł by sprawdzić powiązania genealogiczne, szukając sprawcy, badając powiązania rodzinne. To było coś, czego się nie spodziewałem, ale zachwyciło mnie takie podejście do sprawy szukania mordercy. 
    Przełom jest fajnie zrealizowanym serialem, prócz głównego wątku morderstwa przebija się historia rodzinna Johna, odejście jego żony czy ciężkie próby zawarcia jakiegokolwiek kontaktu z synem, a historia Pera i jego rodziny również jest dość osobliwa. Dramat rodzin ofiar, które przez tyle lat czekały na znalezienie osoby, która zniszczyła ich życie w 2004 roku. Czy uda się im zaznać spokoju wiedząc, że sprawca został złapany?

    Skandynawskie kryminały zawsze się dobrze ogląda, oni po prostu wiedzą jak to robić. Nie ma co ukrywać, że w tej produkcji wszystko gra od początku do końca. Od momentu zabójstwa do zamknięcia sprawy. Małomiasteczkowość szwedzkiej prowincji, praca policji pod presją czasu, ale również osobiste dramaty ukazanych nam postaci. Przełom, choć krótki, bo ma zaledwie cztery odcinki to dostarcza nam różnych emocji co też fajnie wpływa na odbiór serialu, bo każdy znajdzie coś tam dla siebie. Dla fanów kryminałów - myślę, że fajna i ciekawa propozycja...