Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 października 2026

[64] FILM - Resident Evil - 2026

Tytuł - Resident Evil
Oryginał - Resident Evil
Reżyser - Zach Cregger
Produkcja -  Czechy/Francja/USA/Niemcy
Obsada - Austin Abrams, Zach Cherry, Kali Reis, Johnno Wilson, Paul Walter Hauser, Emily Piggford
Premiera:
* Polska - 18 września 2026
* światowa - 16 września 2026
Gatunek - horror
Czas Trwania - 1h 35min
Moja Ocena - 9/10





Awaria laboratorium Umbrelli powoduje niekontrolowane uwolnienie wirusa. Mieszkańcy Raccon przemieniają się w bezlitosne, krwiożercze istoty. Bryan, przypadkowy świadek katastrofy, zostaje uwięziony pośrodku chaosu miasta.


    Kto choć raz w swoim życiu nie słyszał o cyklu „Resident Evil”, niech pierwszy rzuci kamieniem. Już jako dziecko, oglądając tego typu filmy z rodzeństwem, wiedziałem, że to będzie jeden z moich ulubionych gatunków filmowych, i tak się stało. Jednocześnie mam wrażenie, że w 2026 roku tych horrorów jest mniej, bądź ja też rzadziej uczęszczam do kina, ale mimo wszystko uważam, że jeśli już pojawi się takowy film, to jest w dechę. 
    Pierwsze skojarzenie po wyjściu z seansu było takie - to była trochę gra, choć my, jako widzowie, nią nie sterowaliśmy. Nasza historia zaczyna się normalnie, jak zawsze, są poruszane inne wątki i nagle bum - lądujemy w centrum niezłego syfu. I jakoś musimy się z niego wykaraskać. Od pierwszej słabej broni, od pierwszego łatwego przeciwnika, stopniowo poruszamy się po wątku fabularnym ciągle do przodu. To jest tak świetnie zaplanowany mechanizm, że byłem wciągnięty w historię od pierwszej sekundy. Tę produkcję naprawdę fajnie się ogląda. Jako fan gier o zombie, takich jak właśnie „Resident Evil” czy „Dead Island”, czułem cały ten klimat - w zachowaniu bohatera, próbach walki i dalszej ucieczce, bo gdy jeden sposób nie działa, szukamy kolejnego bądź decydujemy się na wolniejsze kroki, które popchną nas dalej w fabule. Austin Abrams naprawdę daje radę i jego rola jest fenomenalnie napisana i zagrana. Wierzymy mu od samego początku i kibicujemy. Jest bardzo autentyczny i zdeterminowany, by zawieźć przesyłkę do samego końca. Tutaj świetnie odnajduje się scena z windą na dwudzieste któreś piętro oraz przejście z wieży A do B i dalej w górę. Cudownie odnajdujemy się również w planie zdjęciowym - zdjęcia zrobiono w Czechach oraz Australii. Uważam, że tutaj wszystko gra. Nasz bohater brnie do przodu bez względu na sytuację dookoła, a im dalej w las, tym level niebezpieczeństwa drastycznie wzrasta. Jedynie do czego mógłbym się przyczepić - za mało mi horroru w tym horrorze, ale nie jestem krytyczny. Teraz, na nowej fali pisania horrorów, unika się jump scare’ów co pięć sekund, a produkcje mają złożoną fabułę. Po prostu, pamiętając gry, liczyłem momentami na większą jadkę.

    „Resident Evil” to kolejny świetny horror tego roku. To wręcz przepisanie gry 1:1 na film dało super efekt, bo gracze na pewno czuli się ukontentowani, pamiętając system gier, a postronny widz widzi coś nowego, czego wcześniej nie było. To naprawdę dobry horror, który na nowo opisuje znaną wielu korporację Umbrella. Jestem ciekaw, czy powstanie kolejna część w podobnym klimacie, bo jeśli tak, to jeden sprzedany bilet na pewno już mają!

niedziela, 30 sierpnia 2026

[62] FILM: Escape Room - 2019

Tytuł - Escape Room
Oryginał - Escape Room
Reżyser - Adam Robitel
Produkcja - USA/RPA
Obsada - Taylor Russell, Deborah Ann Woll, Logan Miller, Jay Ellis, Nik Dodani, Tyler Labine
Premiera:
* Polska - 10 maja 2019
* światowa - 4 stycznia 2019
Gatunek - horror
Czas Trwania - 1h 39min
Moja Ocena - 7/10





Sześcioro nieznanych sobie ludzi zostaje uwięzionych w escape roomie. Bohaterowie, aby przeżyć muszą nauczyć współpracować ze sobą. 


   Pamiętam dobrze, że premiera tego filmu oficjalnie w polskim kinie się nie odbyła ze względu na wydarzenia w koszalińskim escape roomie na początku 2019 roku, a sam film trafił później do streamingu. Mimo iż produkcja ma już ładnych parę lat, dopiero ostatnio udało mi się ją obejrzeć. Czasami lubię wracać do „starych” filmów, które mają swój własny, niepowtarzalny klimat. To niezwykle buduje napięcie podczas oglądania.
    Sam też lubuję się w udziale w zabawach w pokojach zagadek, jak jest to nazywane po polsku. Muszę przyznać, że czasami jest niezła adrenalina, gdy nie masz pojęcia, co zrobić, a czas ucieka. Całe szczęście nikt do tej pory nie próbował mnie i moich znajomych zabić. Ogólnie uważam, że mogłaby być to całkiem spoko produkcja, gdyby rozwinięto pewne wątki i zrobiono wprowadzenie do historii. Czułem, że trochę nie wiemy jako widzowie, o co chodzi. Jest grupka ludzi, dostaje zaproszenie i łup - zostają zamknięci w escape roomie i muszą z niego wyjść, nawet za wszelką cenę. Pozostaje pytanie: kto ich zamknął i dlaczego? Jedna odpowiedź, jaką dostajemy, to taka, że jacyś chorzy, bogaci ludzie, których to kręci. Dla mnie osobiście to słabe wytłumaczenie. Adrenalina uderza w nas od samego początku, gdy wchodzi ostatni bohater i drzwi się zamykają. Trzeba działać i to szybko. Wskazówki nie zawsze są jasne, a błędne decyzje kosztują życie naszych bohaterów. Choć jednocześnie od samego początku wiemy, komu uda się przeżyć tę rozrywkę dla bogatych drani. Film jest trochę przewidywalny, choć każdy pokój się różni i potrzeba innych umiejętności, by go przejść. Potem mamy wytłumaczenie, dlaczego oni i że każdy etap ich wędrówki jest przystosowany dla odpowiedniego bohatera, co było fajnym zagraniem. Uważam jednak, że gdyby najpierw pokazano historię naszych graczy, łatwiej byłoby nam zrozumieć te pokoje i dlaczego pewne rzeczy dzieją się tak, a nie inaczej. Byłby to fajny ciąg przyczynowo skutkowy. Ogólnie doczekujemy się w pewien sposób happy endu, o ile można tak to nazwać - to horror, tu nawet przeżycie po czymś tak strasznym nie zawsze zwiastuje, że będzie dobrze. I końcówka nam to zapowiada - kolejną część. Myślę, że chętnie ją obejrzę, ale liczę, że producenci dopracują ją lepiej niż pierwszą.

    „Escape Room” jest typowym horrorem klasy B z zadatkami na dobrą pozycję, ale brakowało mi tutaj pewnego wprowadzenia w historię, a myślę, że to pomogłoby widzom odnaleźć się w przedstawionym świecie. Nie jest to zły film, momentami przewidywalny, ale wciąż potrafiący zaczepić widza na te 1,5 h seansu, by przeżyć ten pokój zagadek i mieć szansę z niego wyjść...

niedziela, 5 lipca 2026

[58] FILM: Straszny Film - 2026

Tytuł - Straszny Film
Oryginał - Scary Movie
Reżyser - Michael Tiddes
Produkcja - USA/Wielka Brytania
Obsada - Anna Faris, Regina Hall, Marlon Wayans, Shawn Wayans, Dave Sheridan, Cheri Oteri, Olivia Rose Keegan, Savannah Nassif
Premiera:
* Polska - 5 czerwca 2026
* światowa - 3 czerwca 2026
Gatunek - komedia
Czas Trwania - 1h 35min
Moja Ocena - 7/10





Dwadzieścia sześć lat po tym, jak udało im się ujść z życiem przed zamaskowanym zabójcą przypominającym Ghostface'a, legendarna czwórka ponownie staje się celem tajemniczego mordercy. Cindy, Brenda, Ray i Shorty muszą jeszcze raz połączyć siły, gdy wokół nich zaczynają mnożyć się kolejne absurdalne i krwawe sytuacje.

    Here we go again! "Straszny Film" powraca w swojej kolejnej odsłonie, i muszę przyznać, że choć średnio jestem fanem odgrzewania dawnych formatów, tak na tę produkcję niezwykle się cieszyłem. Oczekiwania były wielkie, machina promocji rozpędzona, ale czy wszyscy dostali to czego oczekiwali?
    Może już jestem trochę boomerem, bo film mnie rzeczywiście bawił i uśmiałem się na seansie, ale brakowało mi tutaj takiego kopa, takiego clue, który zamknie te półtorej godziny fajną klamrą. Miała być komedia roku, humor nie z tej ziemi, a i tak mam wrażenie, że niekiedy producenci powstrzymywali się by nie pojechać mocniej, a niektóre sekwencje wręcz się o to prosiły. Cała produkcja to zlepek przeróżnych filmów z ostatnich lat - jedne skecze są fajniejsze, innym czegoś brakuje. Wracają nasi ulubieni bohaterowie, ale mam wrażenie, że Cindy i Brenda to już nie Cindy i Brenda, szczególnie po Annie Faris widać, że niekoniecznie się dobrze bawi i chce tam być. Osobiście uważam, że scenarzysta nie przemyślał tempa filmu, mamy tam wrzucone tyle akcji i wątków, że sinusoida leci jak oszalała, a gdy mamy moment oddechu to widz trochę sam nie wie o co chodzi, zamiast parodiować wszystko jak leci, lepiej byłoby wybrać tylko część filmów i na nich się skupić. Nie znaczy to jednak, że wyszedłem z kina zawiedziony - dostałem kilka naprawdę świetnych gagów, parę scen, które na długo zostaną mi w głowie i trochę momentów, gdzie pomyślałem - serio??? Problem polega na tym, że całość jest bardzo nierówna. Gdy film trafia z żartem, trafia raczej idealnie. Gdy nie trafia, to przeciąga skecz o minutę za długo albo kończy go w najmniej satysfakcjonującym momencie.

    "Straszny Film" wciąż ma trochę tego szalonego humoru z dawnych lat, można się na nim dobrze bawić, ale to nie jest produkcja top tier, na jaką się reklamuje. Gdyby twórcy odważyli się pójść jeszcze bardziej po bandzie i zrezygnowali z części mniej udanych pomysłów, efekt końcowy byłby zdecydowanie lepszy. Mimo wszystko uważam, że jest to całkiem udany powrót serii i, jeśli ktoś wychował się na poprzednich częściach, raczej nie wyjdzie z kina z poczuciem straconego czasu - to będzie fajne cofnięcie się w czasie, które mi osobiście wystarczyło, żeby dobrze się bawić, ale oczekiwałem jednak czegoś odrobinę więcej.

niedziela, 7 czerwca 2026

[56] FILM: Gwiezdne Wojny: Mandalorian i Grogu - 2026

Tytuł - Gwiezdne Wojny: Mandalorian i Grogu
Oryginał - Star Wars: The Mandalorian and Grogu
Reżyser - Jon Favreau
Produkcja - USA
Obsada - Pedro Pascal, Sigourney Weaver, Jeremy Allen White, Steve Blum, Jonny Coyne, Matthew Willig
Premiera:
* Polska - 22 maja 2026
* światowa - 20 maja 2026
Gatunek - sci-fi
Czas Trwania - 2h 12min
Moja Ocena - 10/10





Imperium upadło, a Nowa Republika, która stara się chronić wszystko, o co walczyła Rebelia, zwraca się o pomoc do legendarnego mandaloriańskiego łowcy nagród, Dina Djarina, i jego młodszego ucznia - Grogu.


   Baby Yoda, a właściwie... Grogu w natarciu! Kolejna odsłona filmu spod znaku „Gwiezdnych Wojen”. Choć ostatnie produkcje z tego uniwersum oglądałem już dawno, to fajnie było wrócić do tego świata i zobaczyć zarówno część nowych twarzy, jak i tych starszych. Mandalorian wraz ze swoim uczniem Grogu mają kilka zadań do wykonania i choć są optymistycznie nastawieni, widz od początku czuje, że nie może być tak łatwo, jak mogłoby się wydawać.
    Nie mógłbym zacząć inaczej niż od naszego Grogu, który dosłownie kradnie całe show. Jest bezbłędny w swoich reakcjach, komicznie zabawny i przede wszystkim opiekuńczy. Osobiście nie znam całej historii jego wprowadzenia do uniwersum, ale nie przeszkodziło mi to w „zakochaniu się” w nim. Już po obejrzeniu trailera ma się wrażenie, że to właśnie Baby Yoda przyciągnie ludzi do kin i trzeba przyznać, że ten zabieg marketingowy działa świetnie. Wielki plus dla producentów za ten chwyt, bo młodsi widzowie mogą dzięki niemu poznać uniwersum Star Wars, a starsi przyjdą z sentymentu do serii. Sam Mandalorian został tutaj pokazany jako wojownik pełną gębą, ale również troskliwy opiekun naszego małego bohatera. Wspólnie przemierzają galaktykę, wykonując przeróżne zadania, a przy tym po prostu dobrze się bawiąc. Ich więź jest wyczuwalna od pierwszych sekund aż do samego końca filmu, co mnie osobiście bardzo rozczulało i sprawiło, że kilka razy miałem podczas seansu takie małe „awww”. Przyznaję jednak, że się starzeję, więc może to też wpływa na moje reakcje. Część osób zarzuca tej produkcji brak sensu i głównego wątku, ale moim zdaniem on jest - złapanie złoczyńców, obrona Grogu i po prostu przetrwanie. Ja sam byłem wciągnięty w wir wydarzeń od samego początku i te dwie godziny w kinie minęły mi naprawdę bardzo szybko. Owszem, brakowało mi trochę większego rozwinięcia postaci pobocznych, bo wszystko kręci się wokół naszej głównej dwójki bohaterów, ale nie przeszkadzało mi to jakoś szczególnie. To również bardzo ładna wizualnie produkcja - takie guilty pleasure, jakie ma się podczas oglądania współczesnych widowisk pokroju „Diuny”, najnowszego „Trona” czy „Kravena. Łowcy”. Dostajemy piękne ujęcia kosmosu, nowych planet, a przede wszystkim statków. Do tego dochodzi dobrze dobrana ścieżka dźwiękowa, która pozwala jeszcze mocniej wczuć się w to, co widzimy na ekranie. Cieszą mnie takie produkcje, gdzie dostajemy pełen pakiet - dobrze dobraną obsadę, świetne zdjęcia, muzykę i przede wszystkim historię. 

   „Mandalorian i Grogu” to świetna dawka humoru i dobrej rozrywki dla każdego, choć osobiście uważam, że to właśnie nasz zielony stworek jest głównym atutem tego filmu. Marketing został dobrze przemyślany, ale sama historia również broni się sama. Mi produkcja bardzo się podobała - były momenty walki, odkrywania świata i budowania zaufania między naszymi głównymi bohaterami. Wchodząc na seans, czułem, że będę się dobrze bawił, i dokładnie tak było!

środa, 8 kwietnia 2026

[53] FILM: Piep*zyć Mickiewicza 3 - 2026

Tytuł - Piep*zyć Mickiewicza 3
Oryginał - Piep*zyć Mickiewicza 3
Reżyser - Sara Busmante-Drozdek
Produkcja - Polska
Obsada - Hugo Tarres, Wiktoria Koprowska, Karol Rot, Dawid Ogrodnik, Igor Pawłowski, Krystian Embradora, Aleksander Idzi
Premiera:
* Polska - 13 lutego 2026
* światowa - 13 lutego 2026
Gatunek - obyczajowy/młodzieżowe
Czas Trwania - 1h 32min
Moja Ocena - 8/10





Na studniówce klasa maturalna zmaga się z miłością, zdradą pierwszymi dorosłymi wyborami, a przyjaźń i lojalność zostają wystawione na ciężką próbę. 

    Nasza ukochana IVB powraca! Tym razem przed naszymi bohaterami pojawiają się pierwsze rozterki „dorosłego” życia - od studniówki, przez maturę, aż po wybór studiów i dalszej drogi. Czy zawsze warto kierować się głosem grupy, czy może lepiej postawić na siebie?
   Po części rozumiem ogromny hype na „Piep*zyć Mickiewicza”, a jednocześnie brakuje mi w tej historii pewnej dozy realizmu. Wiemy, że niezależnie od tego, co się wydarzy, gdzieś na końcu zawsze będzie czekał happy end. Jasne, że każdy lubi szczęśliwe zakończenia, ale czy tak właśnie wygląda prawdziwe życie? Dante z ekipą stają na rozdrożu - to ich ostatni rok w liceum, który, jak większość z nas wie, potrafi wiele zmienić. Sam pamiętam to wyczekiwanie na koniec szkoły średniej, maturę i „prawdziwe życie”, które później potrafiło zweryfikować niejedne plany, ale taka właśnie jest dorosłość. Dostajemy też dodatkowy wątek w postaci Adama. Choć jego historia jest ciekawa, to sam bohater od pierwszej sekundy nie wzbudził mojej sympatii. Aleksander Idzi bardzo dobrze kreuje chłopaka z „wyższych sfer”, który lubi przyszpanować, ale z czasem pokazuje, że i on ma swoje uczucia oraz problemy. Wciąż jestem pod wrażeniem postaci Kostka, który zachwyca od momentu pojawienia się w drugiej części. Już wtedy pisałem, że polska oświata nie radzi sobie z „takimi” przypadkami i nadal to podtrzymuję, ale sam Kostek wymiata. Cieszy mnie też to, jak bardzo został zaakceptowany przez resztę grupy. Na ekranie pojawiają się znane nam twarze -  Nel, Cegła czy Mietek. To ekipa, do której szybko się przywiązujemy i którą po prostu chce się oglądać dalej. Jestem bardzo ciekaw ich dalszych przygód w prawdopodobnie kolejnej, już czwartej odsłonie serii. Sukces niewątpliwie napędza twórców do kontynuowania tej historii. Szkoda natomiast, że stosunkowo mało czasu ekranowego dostaje nasz ulubiony profesor - Jan Sienkiewicz. Rozumiem, że ta część skupia się głównie na młodych bohaterach, ale mam wrażenie, że postać grana przez Ogrodnika jest momentami zbyt mocno ograniczana. Osobiście po filmie uważam, że to on może „zatriumfować” jako kluczowa postać kolejnej części. Sienkiewicz zawsze pozostaje sercem tych filmów nawet jeśli na pierwszym planie są uczniowie i ich perypetie, to właśnie on spaja ich wszystkich. Ta więź wydaje się na tyle silna, że nawet po ukończeniu liceum niesforna IVB nadal będzie utrzymywać z nim kontakt.

   „Piep*zyć Mickiewicza 3”, podobnie jak poprzednie części, odnosi sukcesy na polskiej scenie  i bardzo dobrze. Mam wrażenie, że wciąż brakuje nam takich filmów skierowanych do młodszej widowni. Polacy najczęściej sięgają po komedie lub kryminały, a czegoś „pomiędzy” nadal jest niewiele. Być może to właśnie dlatego seria spotyka się z tak ciepłym odbiorem. Ja sam pozostaję fanem, choć tym razem zabrakło mi trochę Sienkiewicza i większego realizmu w przedstawionych wątkach. Nie wpłynęło to jednak znacząco na mój odbiór - podczas seansu bawiłem się naprawdę dobrze. Z czystym sumieniem polecam ten film każdemu: starszym i młodszym, nauczycielom, rodzicom i przyjaciołom. Każdy znajdzie tu coś dla siebie!

czwartek, 26 lutego 2026

[49] FILM: 28 lat później. Świątynia Kości - 2026

Tytuł - 28 Lat Później. Świątynia Kości
Oryginał - 28 Years Later: The Bone Temple
Reżyser - Nia DaCosta
Produkcja - USA/Wielka Brytania
Obsada - Ralph Finnes, Cillian Murphy, Jack O'Connell, Emma Larid, Alfie Williams, Chi Lewis-Parry 
Premiera:
* Polska - 16 stycznia 2026
* światowa - 14 stycznia 2026
Gatunek - horror
Czas Trwania - 1h 49min
Moja Ocena - 7.5/10





Kelson staje wobec katastrofy mogącej odmienić świat, a Spike wpada w pułapkę Jimmy'ego. W Świątyni Kości to nie zarażeni, lecz okrutni ocalali okazują się największym zagrożeniem.


    28 Lat Później. Świątynia Kości to kontynuacja produkcji z 2025 roku. Po raz kolejny spotykamy Doktora Kelsona oraz Spike’a w apokaliptycznym świecie. Mimo iż film określany jest jako horror, skłaniałbym się raczej ku postapokaliptycznemu thrillerowi. Więcej tu sekt i mitów niż czystego strachu - ale może właśnie tak wygląda nowa odsłona gatunku?
     Fabuła ponownie koncentruje się wokół Kelsona, który próbuje odnaleźć lek mogący ocalić świat, podczas gdy Spike podróżuje z Jimmy’m i jego ekipą. Niestety młodszy bohater nie ma szczęścia - wszelkie próby ratowania siebie samego kończą się fiaskiem. Podążając za grupą dowodzoną przez charyzmatycznego, lecz wyraźnie narcystycznego i impulsywnego Jimmy’ego, który przemoc traktuje jak podstawowe narzędzie władzy, nastolatek musi odnaleźć w sobie siłę i zdecydować, jaką drogę chce wybrać. Czy walczyć, czy - mówiąc kolokwialnie - brać nogi za pas. Pomaga mu w tym jedna osoba z grupy, pieszczotliwie nazywana Jimmimą. Relacja między nimi musi jednak pozostać tajemnicą - inaczej oboje sprowadzą na siebie jeszcze większe niebezpieczeństwo. Czy uda im się przetrwać? W tym duecie znanych już postaci wydaje się, że to Doktor Kelson ma więcej szczęścia… przynajmniej do pewnego momentu. Ostatecznie bowiem z finałowego starcia w Świątyni Kości tylko jedna osoba wychodzi żywa. Podoba mi się, że znów poruszamy się po dobrze znanym świecie - choć z nową osobą za sterami - wciąż jest to ta sama, charakterystyczna post apokaliptyczna rzeczywistość z wszechobecnym wirusem à la zombie. Film oferuje piękne ujęcia świata po katastrofie, a także subtelne pokazanie brytyjskiego klimatu małych wiosek i domków. Między dramatyczne wydarzenia wpleciono też specyficzny humor, który zaskakująco dobrze współgra z całą koncepcją historii. Na ekranie oglądamy świetnie dobraną obsadę -  od Ralpha Fiennesa, który totalnie nas tutaj zaskakuje - mam na myśli scenę z  końcówki, gdzie wykorzystano utwór Iron Maiden, poprzez piekielnie szalonego Jacka O'Connella, aż  na Alfie Williams'ie kończąc. Aktorzy wiernie prowadzą swoje postacie, nie ma momentu, w którym przestalibyśmy im wierzyć.
    Samo "28 Lat Później" można już częściowo uznać za klasykę gatunku. Choć co roku powstaje kilkanaście produkcji o zombie i mogłoby się wydawać, że popkultura jest już nasycona tym tematem, wciąż można stworzyć coś świeżego i angażującego - coś, co przyciąga widza i sprawia, że sale kinowe nie świecą pustkami.

    „Świątynia Kości” kultywuje tradycję serii, a jednocześnie rozdaje własne karty. To nadal gratka dla fanów gatunku i miłośników cyklu - choć opinie bywają podzielone. Być może to kwestia zmiany reżysera? Niezależnie od tego uważam, że ten film ogląda się po prostu dobrze. Premiera w 2025 roku odbiła się szerokim echem i była jedną z najbardziej wyczekiwanych. Tegoroczna kontynuacja również nie przechodzi bez reakcji. Śmiało pretenduje do miana najlepszego filmu serii - a może nawet horroru roku.

poniedziałek, 9 lutego 2026

[47] FILM: Oszukać Przeznaczenie - 2000

Tytuł - Oszukać Przeznaczenie
Oryginał - Final Destination
Reżyser - James Wong
Produkcja - USA/Kanada
Obsada - Devon Sawa, Ali  Larter, Kerr Smith, Kristen Cloke, Daniel Roebuck, Tony Todd, Sean William Scott
Premiera:
* Polska - 20 października 2000
* światowa - 16 marca 2000
Gatunek - horror
Czas Trwania - 1h 38min
Moja ocena - 7.5/10





Przed startem samolotu młody mężczyzna doświadcza wizji, w której giną wszyscy pasażerowie. Przeczucie powoduje, że chce ich ostrzec, lecz zostaje usunięty z pokładu. 


    Oszukać Przeznaczenie dla niektórych to totalny pastiż, a reszta powie, że to klasyka gatunku. Mi zdecydowanie bliżej do tej drugiej grupy. Od dzieciaka uwielbiałem horrory, a właśnie z tą serią kojarzy mi się z dzieciństwem gdy spędzałem czas ze starszym rodzeństwem. Serie - Piła, Oszukać Przeznaczenie, Underworld czy Resident Evil, to te produkcje oglądałem kiedyś i teraz również chętnie do nich wracam.
    Gdy przed startem lotu Alex doznaje wizji, że wszyscy zginą, wpada w panikę, w wyniku której wraz z grupą znajomych zostaje usunięty z samolotu. Chwilę później maszyna rzeczywiście się rozbija  - chyba nikt nie chciałby mieć takiego przeczucia w swoim życiu. W konsekwencji uniknięcia śmierci chłopak wraz z przyjaciółmi trafia na sam szczyt listy Śmierci, przypadku bądź złego losu. Kiedy dochodzi do kolejnych dziwnych wypadków, grupa postanawia zewrzeć szyki i spróbować uratować się z tej patowej sytuacji. Obecnie o tej produkcji często mówi się jako o słabej czy przereklamowanej, ale bądź co bądź mówimy o wczesnych latach 2000. Hollywood nie było jeszcze wtedy nastawione na wielkie, widowiskowe efekty specjalne i gigantyczne produkcje. Niemniej jednak uważam ten film za totalną klasykę i późniejszy wzór do naśladowania dla kolejnych tytułów. Mimo swoich wad okazał się hitem i doczekał się następnych części, które przyciągały rzesze widzów i na stałe wpisały się w popkulturę. Owszem, mogę się zgodzić, że część nieszczęść spadających na bohaterów jest zbyt mocno „podreżyserowana”, co nieco odbiera całości tajemniczości i autentyczności. Z drugiej strony - to wczesne lata 2000 i cały film idealnie się w ten okres wpisuje. Bohaterowie podejmują momentami dziwne i niezrozumiałe dla nas decyzje, ale w końcu są nastolatkami, których goni Śmierć - jak inaczej mieliby się zachowywać? Produkcja nie jest przesadnie długa, stanowi swego rodzaju otwarcie całej hitowej serii i doczekała się nawet wielu alternatywnych zakończeń. Dla mnie była i pozostanie klasykiem gatunku - i mimo iż ma ćwierć wieku wciąż jest to film budzący skrajne emocje.

    Memento mori - tak najlepiej można podsumować losy bohaterów tej historii. Nawet jeśli wydaje ci się, że odkryłeś kod na względną nieśmiertelność, pamiętaj, że Śmierć jest swoim własnym Panem i nie tak łatwo ją przechytrzyć. Oszukać Przeznaczenie nie jest kinem wysokich lotów, ale zapoczątkowało trend, który do dziś jest powielany. Być może przez pryzmat „dobrych czasów” dzieciństwa patrzę na ten film przez różowe okulary, ale dla mnie to stary, dobry klasyk gatunku.

środa, 26 listopada 2025

[41] FILM: Być Kochaną - 2024

Tytuł - Być Kochaną
Oryginał - Elskling
Reżyseria - Lilja Ingolfsdottir
Produkcja - Norwegia
Obsada - Helga Guren, Oddgeir Thune, Heidi Gjermundsen, Elisabeth Sand, Maja Tothammer-Hruza
Premiera:
* Polska - 7 listopada 2025
* światowa - 2 lipca 2024
Gatunek - dramat
Czas Trwania - 1h 42min
Moja Ocena - 9/10





Maria zaczyna romans z Sigmundem, który szybko staje się poważnym związkiem. W codzienności patchworkowej rodziny narastają emocje, niewyrażone uczucia i sprzeczne potrzeby, aż w końcu dochodzi do emocjonalnej eksplozji.

  Jak ja się cieszę, że udało mi się zobaczyć ten film jeszcze w kinie! To prawdziwy emocjonalny rollercoaster, który prześwietla ludzkie uczucia, relację z drugim człowiekiem, ale przede wszystkim — miłość do samego siebie. To także debiut reżyserski Ingolfsdottir i jeśli jej kolejne filmy będą wyglądały tak samo dobrze, chcę zobaczyć każdy z nich.
    Być kochaną zaczyna się, można by rzec, dość sztampowo: ona poznaje jego na imprezie, zauroczenie pojawia się od razu, a pragnienie zdobycia go szybko się intensyfikuje. Znajomość błyskawicznie przeradza się w płomienny romans, potem w małżeństwo. Sigmundowi nie przeszkadza, że Maria jest po rozwodzie i ma dwójkę dzieci — kocha je jak własne. Wszystko zapowiada się jak klasyczna historia ze szczęśliwym finałem. Kiedy jednak mężczyzna wraca z jednego ze zleceń, w domu czeka na niego wybuch emocji i złości. Kto tak naprawdę jest winny tej sytuacji? Czy zawiniła jedna osoba, czy może oboje? I czy tylko jedno z nich potrzebuje terapii… czy powinni udać się na nią razem? Dla Marii przełomowe okazują się spotkania z terapeutką, podczas których odkrywa, że być może problem tkwi nie tylko w niej, ale też w tym, co wyniosła z rodzinnego domu. Bo „kochać” i „być kochaną” to dwie zupełnie różne rzeczy — a Maria, jak się okazuje, nigdy naprawdę nie doświadczyła tej drugiej. Początkowo, jak każdy z nas, wypiera trudne prawdy, ale im dalej, tym więcej kart zaczyna się odsłaniać. Niesamowite, jak pięknie i inteligentnie poprowadzono te wątki. To odważne kino, które porusza i nie pozwala wyjść z sali bez choćby odrobiny autorefleksji.
    Ogromne brawa należą się również Heldze Guren, która niesie ten film na swoich barkach. Jej emocje — radość, smutek, złość, rezygnacja — odczuwamy równie mocno jak ona. Chcemy ją wspierać, przytulić, powiedzieć: „jesteś kochana”. Szczególnie poruszają sceny rozmowy z matką, a także jej emocjonalne „rozsypanie się” podczas wizyty u terapeutki. A jednak to finałowa scena przed lustrem — moment, w którym Maria naprawdę rozumie, czym jest „kochać” i „być kochaną” — wbija w fotel najmocniej.

    Być kochaną to może nie film dla każdego — pełen emocji, trudnych przeżyć, nie zawsze wygodnych konfrontacji. Ale podane jest to w sposób niezwykle prosty, szczery i inteligentny. Od pierwszego zauroczenia po kryzys prowadzący do rozpadu związku — Ingolfsdottir tworzy spójny, poruszający świat od pierwszej do ostatniej sceny. Zdecydowanie polecam wsyztskim! 

piątek, 14 listopada 2025

[40] FILM: Tron. Ares - 2025

Tytuł - Tron. Ares
Oryginał - Tron. Ares
Reżyser - Joachim Ronning
Produkcja - USA
Obsada - Jared Leto, Greta Lee, Jeff Bridges, Evan Peters, Jodie Turner-Smith, Gillian Anderson
Premiera:
* Polska - 10 października 2025
* światowa - 8 października 2025
Gatunek - akcja/sci-fi
Czas Trwania - 1h 59m
Moja Ocena - 7/10






Ultrazaawansowany program Ares przenosi się z cyfrowego świata do naszej rzeczywistości. Czy ludzkość jest gotowa na pierwszy fizyczny kontakt ze Sztuczną Inteligencją?
Jest to trzecia część z serii Tron i sequel filmu Tron:Dziedzictwo.

    Wszystko, co ma w sobie elementy fantasy czy sci-fi, od razu zyskuje u mnie duży plus na starcie. Czy tak jest również w przypadku najnowszego dzieła Disneya? Produkcja zaprasza nas do wirtualnego świata, w którym rządzą kody i roboty. Jednak nawet one, jak się okazuje, potrafią być zawodne — zupełnie jak ludzie.
    Zacznę od największego i niewątpliwego atutu filmu: jest on po prostu wizualnie piękny. Trudno oczekiwać czegoś innego po historii osadzonej w wirtualnej rzeczywistości, będącej zapowiedzią nowej ery dla ludzkości. To prawdziwe widowisko — oglądałem je w wersji 3D i muszę przyznać, że była to świetna filmowa uczta. Te dwie godziny minęły mi zaskakująco szybko, bo akcja nie ma zbędnych przestojów. Zgrabnie przechodzimy z punktu A do punktu B, a tempo jest utrzymane na dobrym poziomie. Efekty specjalne stanowią mocny fundament i w dużej mierze „niosą” film Joachima Rønninga. Ogromnym wsparciem jest też świetna ścieżka dźwiękowa, która buduje napięcie i odpowiednio podkreśla to, co widzimy na ekranie.
    W wielu opiniach przewija się krytyka scenariusza oraz postaci Aresa, granej przez Jareda Leto. Owszem — Ares jest robotem, Sztuczną Inteligencją, więc trudno oczekiwać od niego ludzkiej charyzmy czy poczucia humoru. Jednak zgodzę się, że brakuje tej postaci wiarygodności i sensu. Nawet odkrycie „kodu trwałości” nie sprawia, że widz zaczyna widzieć w nim coś więcej niż chłodne AI. Leto gra bardzo statycznie, jakby bez prób nadania postaci głębszych odcieni. Być może jego nazwisko miało po prostu przyciągnąć widzów, ale ostatecznie show kradnie Greta Lee w roli Eve Kim. To jej emocje i zachowanie angażują widza i nadają historii życia. Trochę przypomina to sytuację z najnowszej części Fast & Furious, gdzie Jason Momoa przyćmił Vina Diesela.

    „Tron: Ares” nie jest złym filmem, ale jednocześnie trudno uznać go za kino wybitne. Piękne ujęcia, efekty i muzyka to za mało, by zbudować naprawdę mocną całość. Mimo dynamiki akcji widz nie dostaje stuprocentowego przekonania co do sensu tej historii. Zabrakło mi też mocniejszej puenty — czegoś, co zaskoczyłoby na koniec i pokazało, że twórcy mają asa w rękawie. Niestety, chyba próżno go szukać. Myślę, że fani serii Tron i tak wybiorą się do kina. Ja jednak bardziej polecam poczekać, aż film trafi na platformy streamingowe.

czwartek, 9 października 2025

[37] FILM: Sirât - 2025


Tytuł - Sirat
Oryginał - Sirat
Reżyser - Olivier Laxe
Produkcja - Hiszpania/Francja
Obsada - Sergio Lopez, Bruno Nunez Arjona, Stefania Gadda, Joshua Liam Herderson, Richard Bellamy, Tonin janvier, Jade Oukid
Premiera:
* Polska - 19 września 2025
* światowa - 15 maja 2025
Gatunek - thiller/dramat
Czas Trwania - 2h
Moja Ocena - 5/10




"Sirat" to najbardziej elektryzujący film tegorocznego festiwalu w Cannes, na którym zasłużenie zdobył Nagrodę Jury. Opowieść o ojcu desperacko szukającym córki na pustynnych, nielegalnych rave'ach w Maroku, to odjazdowe połączenie survivalowego thillera spod znaku "Ceny Strachu" z apokaliptyczną wizją "Mad Maxa".


    Na film wybrałem się trochę przypadkiem, zachęcony dość pozytywnym odbiorem widzów i pochwałami z Cannes, niestety czuję mocny niedosyt. Produkcja na swój sposób wszystko - dobrych aktorów, świetne zdjęcia, ujmującą muzykę, ale brakuje mi tutaj jakiegoś wątku. Jakiegoś clue na sam koniec. Mam wrażenie, że oglądałem film bez wątku.
     Sirat zaczyna się dość spokojnie, ot ojciec z synem szuka swojej córki na jednej z imprez w Maroko. Szybko jednak akcja przenosi się na mocno, survivalowy pustynny teren, gdzie obaj gnani wizją odnalezienia członka rodziny podążają za innymi. Niestety jest to piękna, acz pusta pocztówka. Czujemy ten upał pustyni, podążamy w jej głąb z uczuciem wielkiej adrenaliny. I w tym pewnym momencie tracimy wątek - czy to III Wojna Światowa? Kto z kim walczy? Dlaczego akurat teraz? Mamy coraz więcej pytań, a odpowiedzi jest mało, żeby nie powiedzieć, że wcale... Owszem, film na swój sposób porusza pewne ważne życiowe wątki, ale gdy już trafiamy na totalne pustkowie, a bohaterowie zaczynają padać niczym muchy to trochę zaczynałem się śmiać pod nosem. O ile pierwsza pojawiająca się śmierć jest rzeczywiście tragiczna, i załamuje widza, to kolejne wypadają dość komicznie. Być może nie zrozumiałem przekazu filmu, ale mam wrażenie, że brakuje w nim sensu. Jak już wspomniałem - ta produkcja ma wszystko, i naprawdę mogłaby być dobrą pozycją, ale niestety tak się nie dzieje. Brakuje tutaj jakiegoś sensu, dopowiedzenia pewnych historii, a dużo rzeczy ucieka pod maską symboli i metafor. Jakby po prostu ideą jest się "naćpać" i ruszyć na pustynny rave. Nie ma wprowadzenia, choćby dlaczego nasi bohaterowie szukają córki/siostry. Po prostu widz jest wrzucony od razu w akcję i gdy chce się czegoś dowiedzieć, to niczego nie dostaje. O wiele bardziej skupiono się chyba na samym planie, ładnych ujęciach niż dowiezieniu wątku fabularnego, a szkoda. Film owszem ogląda się dość przyjemnie, te dwie godziny mijają szybko, ale wychodzimy z sali kina z wielkim niesmakiem i znakiem zapytania -  co się  właściwie obejrzało...

    Sirat będzie dobrą produkcją gdy odrzucisz wszelkie pytania i po prostu go obejrzysz - bez zadawania pytań i próby wyciągnięcia wniosków. Mamy piękne tło, piękny papierek, ale uważam, że bez większej wartości. Ładne opakowanie, ale puste. Aktorzy dobrani są dobrze, wierzymy w ich przekonania i wartości, ale całościowo to się po prostu nie zgrywa. Może bardziej niż do kina, polecam poczekać aż film trafi do streamingu i będzie można obejrzeć w domowym zakątku....

środa, 20 sierpnia 2025

[34] FILM: Piep*zyć Mickiewicza 2 - 2025

Tytuł - Piep*zyć Mickiewicza 2
Oryginał - Piep*zyć Mickiewicza 2
Reżyser - Sara Bustamante-Drozdek
Obsada - Dawid Ogrodnik, Weronika Książkiewicz, Hugo Tarres, Wiktoria Koprowska, Karol Rot, Ada Grodzka, Krystian Embradora, Artur Gwizdak, Igor Pawłowski
Premiera:
* Polska - 24 styczeń 2025
* światowa - 24 styczeń 2025
Gatunek - obyczajowy/młodzieżowe
Czas Trwania - 1h 42min
Moja Ocena - 7.5/10







Ekipa z IIIB i ich nietypowy wychowawca powracają! Do paczki dołącza Korek, geniusz matematyczny, którego koledzy uczą podrywu... z marnym skutkiem. Tymczasem Dante marzy o pierwszej nocy z Nel, ale czy są na to gotowi? 


    Seria "Piep*rzyć Mickiewicza" od początku budziła wiele kontrowersji, ale ja bardzo się cieszę, że tego typu filmy powstają. To nie tylko dobra okazja by zaprezentować światu nowe nazwiska z polskiej kinematografii, ale również po to by poruszyć część społecznych tematów, które mam wrażenie, że często są zamiatane pod dywan. Może to nie jest kino górnych lotów, ale według mnie warto poświęcić półtorej godziny na seans, choćby z sentymentu dawnych lat szkoły średniej.
     Dante z paczką po raz kolejny zapraszają nas do swojego świata, poznajemy również ich nowego kolegę - Korka, który na pierwszy rzut nie pasuje do ekipy, ale szybko się przekonujemy, że tam pasuje jak ulał! Świetnie jest pokazany polski system szkolnictwa, gdzie uczniowie pokroju Korka są często spychani na margines, a szkoła umywa ręce od pomocy rodzicom - tutaj nie pasuje, więc radźcie sobie sami. Poznajemy też nowe uczucia jak zazdrość, empatię, wzajemnie zaufanie oraz wielką miłość. To wszystko oczywiście z przymrużeniem oka, ale wciąż z odrobiną humoru, dobrych kawałków w tle oraz pędzącej jak zawsze w szybkim tempie Warszawy. To co robią ci młodzi aktorzy - zasługuję na pochwałę, czy to świetna rola Karola Rota, Hugo Tarresa czy Igora Pawłowskiego. Myślę, że fajnie czuć powiew świeżości i nadzieję na dalsze zmiany w polskiej kinematografii. Nie sposób nie wspomnieć o Ogrodniku, który również po raz kolejny gra świetnie i jest naszym bohaterem narodowym. Mimo iż wiem, że to fikcja, to trochę szkoda, że moja szkoła średnia tak nie wyglądała. Piep*zyć Mickewicza 2 to kolejne przygody naszej paczki, poznanej w pierwszej części. Myślę, że można było trochę dopracować scenariusz, wydłużyć pewne wątki by nadać pewniej paraboli tej produkcji, ale film ogląda się wyśmienicie - wątki są poskładane tak fajnie, że widz nie czuje znudzenia, a jak w moim przypadku - jest zdziwiony, że seans zbliża się ku końcowi. Jednakże IIIB nie poddaje się tak łatwo i doświadcza nas swoją komedią oraz umiejętnością bycia dorosłemu wtedy, kiedy trzeba. Na pewno to po części zasługa ich wychowawcy. Klasa spisana na straty odżywa i okazuje się, że nie są tacy nieokrzesani za jakich ma ich cała szkoła. To również świetny przykład, że nigdy nie warto kogoś spisywać na straty za wszelką cenę. Na dobrym podłożu kwiaty dadzą piękne owoce...

    Piep*zyć Mickiewicza 2 jest ponownym zanurzeniem się w ekipę Dantego i jego licealnej paczki. Dobrze pokazane wątki społeczne oraz emocjonalne. Myślę, że to również zasługa naszych młodych aktorów - widać, że świetnie się czują w swoim towarzystwie co pomaga im stworzyć realne emocje na ekranie. Chcę ich oglądać więcej! A wy? Chodzilibyście do IIIB? Czekacie na 3 część przygód tych urwisów?

czwartek, 27 marca 2025

[26] FILM: Nosferatu - 2024

Tytuł - Nosferatu
Oryginał - Nosferatu
Reżyser - Robert Eggers
Produkcja - USA/Czechy/Wielka Brytania
Obsada - Lily-Rose Deep, Nicholas Hoult, Bill Skarsgard, Aaron Taylor-Johnson, Willem Dafoe, Emma Corrin
Premiera:
* Polska - 21 luty 2025
* światowa - 25 grudzień 2024
Gatunek - horror
Czas Trwania - 2h 12min
Moja Ocena - 8/10





XIX wiek. Ellen żyje w niewielkim niemieckim miasteczku ze swoim mężem Thomasem. Chcąc zapewnić rodzinie byt, mężczyzna przyjmuje zlecenie pracy w odległej Transylwanii. Pod jego nieobecność kobietę prześladują koszmary, w których poślubia Śmierć. Na pomoc zostaje wezwany Profesor Albin Eberhart von Franz - odrzucony przez świat nauki ekscentryk. Wierzy on, że Ellen znalazła się pod urokiem Nosferatu - wampira.


    Historie o drakuli/wampirach chyba nigdy mi się nie znudzą, wybaczcie! Produkcja Eggersa po raz kolejny odnawia historię uwielbianego bohatera literackiego - hrabii Drakula. I mam wrażenie, że po raz kolejny dostajemy świetny produkt.
    Nosferatu od momentu zapowiedzi w kinie jawił się jako film z dobrym potencjałem. I on wszystko wykorzystuje w pełni - znaną nam historię najsłynniejszego wampira, grozę i dobre widowisko kinowe. Od początku do końca film skupia uwagę widza, chłoniemy ten film, a niemalże wiktoriański styl osadzony w Niemczech jest ciekawym pomysłem. Eggers łączy wszystko i dostajemy dobrej jakości horror, co ostatnimi czasy jest rzadkością na kinowym rynku.
    Myślę, że historii Drakuli nie trzeba przedstawiać nikomu, każdy choć w niewielkim stopniu wie o co chodzi. Ellen od dzieciństwa nękały koszmary, a dopiero miłość Thomasa pomaga jej to przezwyciężyć. Gdy jej kochany wyjeżdża by ubić targu, ona popada w katakonie cierpienia i dramatu, co w dalszej drodze sprawdza na wszystkich bohaterów dookoła nieszczęście. Jednocześnie jest to trochę przykre, że widz niestety wie jakie będzie zakończenie, od momentu wyjawienia przez profesora von Franza sposobu na zabójstwo Nosferatu wiemy jaki spotka ją koniec. Deep gra świetnie swoją rolę, w zasadzie wszyscy tutaj z Dafoe (jako ekscentryczny profesor próbujący uratować świat) na czele stanęli na wysokości zadania by począć nam swoich bohaterów.  Wierzymy im, a ich naturalność podbija ogólną ocenę widowiska. Hoult również jako mężczyzna próbujący uratować ukochaną czy uciec od mocy Nosferatu daje super popis swoich umiejętności.
    Zastosowanie momentami biało-czarnych kadrów jest czymś co buduje największe uczucie widza w tym filmie. Muzyka wspomaga fabułę filmu, więc jesteśmy wciągnięci na sto procent do świata przedstawionego. Tę produkcję po prostu się dobrze ogląda i nie jesteśmy ani chwili znudzeni.

    Nosferatu podobało mi się bardzo! Mimo można by rzecz odgrzewanego kotleta o lekko zamienionej konwencji i stylu. Jedyny minus to przewidzenie fabuły, jakby finały akt dostajemy na tacy gdzieś w połowie seansu i widz wie co go czeka. Niemniej jednak sam film ogląda się dobrze, bohaterowie są wiarygodni wraz z swoimi wyborami. Świetne zdjęcie, plan zdjęciowy oraz muzyka. Nie potrzeba rozlewu krwi na pól ekranu by przestraszyć widza. Dobrze przemyślana akcja i budowanie napięcia samo w sobie zrobi robotę. Dla fanów wampirów i horrorów pozycja obowiązkowa!

niedziela, 26 stycznia 2025

[20]FILM: Kraven. Łowca - 2024

Tytuł - Kraven. Łowca
Oryginał - Kraven The Hunter
Reżyser - J.C. Chandor
Produkcja - USA
Obsada - Aaron Taylor-Johnson, Ariana DeBose, Fred Hechinger, Alessandro Nivola, Christopher Abbott, Russel Crowe
Premiera:
* Polska - 13 grudzień 2024
* światowa - 11 grudzień 2024
Gatunek - akcja/sci-fi
Czas Trwania - 2h 7min
Moja Ocena - 8/10





"Kraven. Łowca" to pełna akcji historia o tym, jak i dlaczego powstał jeden z najbardziej kultowych złoczyńców Marvela. Aron Taylor-Johnson wciela się w Kravena, mężczyznę, którego skomplikowana relacja z bezwzględnym ojcem, Nikolaiem Kravinoffem, kieruje go na ścieżkę zemsty z brutalnymi konsekwencjami, motywując go do zostania nie tylko największym łowcą na świecie, ale także jednym z najbardziej przerażających.   

    Przyznam się szczerze, że widząc zwiastun filmu nie łączyłem Kravena z Marvelem - wszelcy fani proszę o wybaczenie. Niemniej jednak gdy tylko brat pokazał mi zwiastun tego filmu, wiedziałem, że muszę to zobaczyć. To są totalnie moje klimaty, a Kraven jest bohaterem, który interesuje nas bardzo.
    Aaron Taylor-Johnson gra w tym filmie pierwsze skrzypce i nawet takie nazwisko jak Crowe, nie jest w stanie mu w niczym zaszkodzić. To jest jego film od samego początku do końca. Podobał mi się również fakt, że mimo iż to film z serii Marvela, nie mamy tu mnogości super walk z nowym sprzętem. Łowca zaatakowany przez lwa i pewna pomoc od Calypso w ich dzieciństwie. Od samego początku wiemy, że ta dwójka jeszcze się kiedyś spotka. Sergei i Dimitri Kravinoffowie wychowują się bez matki, nie wiemy co się z nią stało, ale wiemy, że mają apodyktycznego ojca - dziedzica rodu. W pewnym momencie Sergei decyduje się odejść od rodziny i rozpocząć swoje życie jak Łowca. Piękne tereny Islandii mające przedstawiać tereny Rosji i dawnych miejsc, gdzie żyła ich matka - tam Kraven zakłada swoje gniazdo, z którego wybywa żeby polować. Mimo iż opuścił rodzinny dom, wciąż widuje się swojego brata i właśnie dlatego ta jedna wizyta na urodziny Dimitriego napędza naszą fabułę do dalszej, jakbym to określił, pracy. Wątki są otwierane powoli, tak naprawdę widzowie są w stanie je przewidzieć albo się domyślić, ale to w żadnym stopniu nie ujmuje produkcji. Ja lubię kiedy akcja toczy się cały czas, bez zbędnych przerywników, albo takich które psują cały zamysł filmu. Sergei i Calypso zaczynają współpracę by uratować młodszego Kravinoffa, co w finalne filmu zaczyna nas zastanawiać, czy to na pewno był dobry pomysł - sama końcówka jest według mnie idealną zapowiedzią drugiej części, gdy pokazany jest nam nowy bohater, choć podobno Sony na ten monet oficjalnie nie potwierdził chęci pracy, wedle zapowiedzi druga część Kravena ma powstać, a ja na pewno chętnie ją zobaczę.

    Kraven. Łowca nie jest do końca idealnym filmem, interesuje mnie bardzo postać Calypso i jej rodziny. Skąd posiadali takie "leki", które pomogły młodemu Kravinoffowi, na to odpowiedzi nie ma. Niemniej jednak mimo dwugodzinnego seansu widz się nie nudzi, przemierzamy Europę wraz z bohaterami, od wielkiego Londynu po rosyjska dzicz. Taylor-Johnson prowadzi ten film od pierwszej sekundy i bardzo dobrze mu to wychodzi. Jest to trochę inny Marvel, ale historia sama w sobie ma sens i mimo wielu negatywnych opinii nie uważam, że nie warto zobaczyć naszego Łowcy w akcji..

niedziela, 8 grudnia 2024

[15]FILM: Joker. Folie à Deux - 2024

Tytuł - Joker. Folie à Deux
Oryginał - Joker Folie à Deux
Reżyser - Todd Philips
Produkcja - USA
Obsada - Joaquin Phoenix, Lady Gaga, Brendan Glesson, Catherine Keener, Harry Lawty, Leigh Gill, Steve Coogan
Premiera:
* Polska - 4 październik 2024
* światowa - 4 wrzesień 2024
Gatunek - dramat/kryminał/musical
Czas Trwania - 2h 18min
Moja Ocena - 6/10





   W "Jokerze. Folie à Deux" widzimy Arthura Flecka zamkniętego w szpitalu w Arkam, gdzie czeka na proces za przestępstwa, które popełnił jako Joker. Zmagając się z podwójną tożsamością, Arthur nie tylko poznaje, co to prawdziwa miłość, ale też odnajduje zamiłowanie do muzyki, które od zawsze w sobie krył.


    Druga część Jokera przyznaje się szczerze, że nie fascynowała mnie tak mocno jak pierwsza. Produkcja z 2019 bardziej mnie ciekawiła, nowe podejście do przestępców z świata komiksów, już nie typowa akcja i rozwałka w filmie, ale spojrzenie z innej strony. Jedyne czego nie rozumiem do końca w tej "nowej" fali filmów to czas trwania. O ile adaptacja Diuny i jej długość produkcji jest trochę zrozumiałe patrząc na materiał książki, tak już ponad dwugodzinny seans Jokera cieszy trochę mniej. 
    Pamiętam ten wylew negatywnych opinii w momencie gdy potwierdzono drugą część jako musical z Lady Gagą w roli Harley Quinn, oj zdecydowanie zawrzało w intrenecie. Ja byłem raczej w tej mniejszej grupie, którzy byli zainteresowani, wręcz zaciekawieni. Po seansie nadal jestem podobnego zdania. Phoenix świetnie się sprawdza w tej podwójnej roli jako psychopatyczny Joker czy delikatnie rzecz ujmując ciapowaty Arthur Fleck. W 2019 zaskoczył mnie mega pozytywnie, a teraz chyba jeszcze podbił stawkę. Te takie psychologiczne spojrzenie na historię Jokera, próbujące wytłumaczyć co i dlaczego stało się z tym facetem, że skończył w szpitalu Arkam.  Dobre momenty ma również Catherine Keener jako psycholog Flecka, jawi się niczym jedyna osoba, której zależy na uratowaniu tej potępionej duszy. Również nasz prokurator Dent, w tej roli Harry Lewty świetnie się sprawdza, choć jest totalnie młodziutki to uważam, że świetnie sobie poradził. Ma cos w sobie takiego również szalonego i szarmanckiego. Jednocześnie pewny swojej wygranej w procesie, a z drugiej strony próbujący zamknąć temat z każdej strony. Świetny główny duet pnie do góry również sama Gaga, ale po takiej artystce nie spodziewałbym się niczego innego. O ile niekoniecznie podobała mi się jej kreacja w "House Of Gucci'', ale bardziej przez pocięty film, tak uważam, że tutaj ona dowozi wszystko, grę aktorską no i przede wszystkim wokal. Wkońcu to musical!
    Te muzyczne wstawki niespecjalnie mi przeszkadzały, były fajnym przerywnikiem od całej historii by ukazać uczucie między Jokerem, a dr Quinn. Dla mnie oglądało się to dobrze. Niestety mimo sympatii do samych bohaterów i aktorów, nie ukrywam, że film się zwyczajnie dłuży. Myślę, że nawet sam widz jest w stanie wyczuć nastroje panujące w Gotham City i poniekąd sam wie dokąd zaprowadzi nas finał historii. Czy byłem nim zaskoczony? Niekoniecznie. Spodziewałem się, że te wątki zostaną pociągnięte w taką stronę, co poniekąd zwiastowała tez produkcja z 2019 roku. Coś tutaj zwyczajnie nie zagrało, mimo znanych i cenionych nazwisk w produkcji, naszego psychopatycznego Jokera oraz jego towarzyszki Harley Quinn.

    Joker. Folie à Deux nie nazwałbym złym filmem, ani również wybitnym kinem. To świetny pokaz tego, że duże nazwiska przyciągają uwagę na świecie, ale jeszcze trzeba umieć obronić swoje dzieło. Czy Philipsowi się to udało? Mam co do tego bardzo mieszane uczucia, może przemawia do mnie sentyment historii Jokera, może jestem zbyt wielkim fanem Gagi, nie wiem. Dla mnie forma musicalu nie była problemem, ale chyba trochę rozwleczona akcja. Jak wspomniałem wcześniej, "House Of Gucci" było tak pocięte, że czasami można było się zgubić przez przeskoki w czasie, a tutaj chyba zabrakło wątków żeby wypełnić ponad dwugodzinny seans, przez co droga fabule od punktu a do b zajmuje trochę czasu. Koniec końców uważam, że warto obejrzeć ten film, może nie w kinie, poczekajmy aż się pojawi w serwisach streamingach, emocje opadną i można będzie przyjemnym okiem spojrzeć na drugą część historii Arthura Flecka...

sobota, 5 października 2024

[8] FILM: Nie Mów Zła - 2024

Tytuł - Nie Mów Zła
Oryginał - Speak No Evil
Reżyser - James Watkins
Produkcja - Wielka Brytania/USA
Obsada - James McAvoy, Mackenzie Davis, Scoot McNairy, Aisling Franciosi, Alix West Lefler, Dan Hough
Premiera -
* Polska - 13 wrzesień 2024
* światowa - 11 wrzesień 2024
Gatunek - thiller
Czas Trwania - 1h 50min
Moja Ocena - 5/10








Amerykańska rodzina zostaje zaproszona na weekend do idyllicznej wiejskiej posiadłości przez uroczą brytyjską rodzinę, którą wcześniej poznali na wakacjach. To, co zaczyna się jako wymarzony odpoczynek, powoli zmienia się w koszmar. 

    Tutaj generalnie mógłbym wstawić popularnego mema - I watching somethig for the plot. The plot... Przyznam się szczerze, że najbardziej zachęcił mnie zwiastun tego filmu, no i fakt, że jestem posiadaczem CCUnmilited, więc mogę oglądać seanse filmowe praktycznie non stop. Również jako wielki  fan wszelkiej maści horrorów, thillerów, pomyślałem, że why not, chętnie zobaczę ten film. Niestety mimo niezbyt wygórowanych oczekiwań zawiodłem się...
    Lousie i Bena poznajemy na wakacjach we Włoszech, odpoczywają, wydawać by się mogło, że świetnie się bawią. W międzyczasie wśród innych rodzin zapoznają się z Paddym, Ciarą i ich synkiem Antem. Zaczynają spędzać czas w swoim towarzystwie, dzieci się dogadują, sielanka trwa. Pada propozycja odwiedzenia nowych znajomych w ich wiejskiej brytyjskiej posiadłości. Początkowo wydawać by się mogło, że nie dojdzie do spotkania, ale Ben zauroczony nowymi znajomi chce ich bardziej poznać. Szybko przenosimy się na angielską ziemię, a weekend zamienia się w koszmar. Jest to chyba prosta fabuła na film, ale mądry reżyser pociągnie temat w kreatywny sposób. Tutaj mi tego zabrakło, w pewnym momencie widz już wie jak to się skończy i jak w moim przypadku będzie odliczał minuty do końca seansu. 
    Jak się dowiedziałem, jest to remake duńskiego horroru, znanego w Polsce pt. "Goście" i wydaje mi się, że go również oglądałem. Niestety Watkins mam wrażenie, że gdzieś zgubił pomysł na film. Fabularnie bohaterowie są czasem jak dzieci, podejmują tak głupie decyzje, że aż sami mami ochotę ich trzepnąć żeby się ogarnęli. Nie wiem, może produkcja miała być typowo na rynek amerykański, gdzie przeciętny widz nie będzie się doszukiwał sensu fabuły. Ogólnie wiadomo, że włoskie widoczki zawsze się sprzedadzą i obronią, angielska wieś również przepięknie wygląda w kadrze, ale co więcej? Nie samym planem filmowym żyje widz, choć super kadry często są w stanie sprzedać produkcję i trochę załatać niedociągnięcia. A co z bohaterami? Jak radzą sobie aktorzy? Jedna odpowiedz - James McAvoy! Chyba tylko i wyłącznie on ciągnie ten film, nie odbierając pracy innych aktorów, ale zachowanie Paddy'ego, jego uśmieszki, przesadzone emocje i wygląd bardziej strongmena niż miłego lekarza z gabinetu, to nęci i kusi widza. Zachowania na granicy dobrego męża z jednoczesnym psychodelicznym wrażeniem mordercy. On kreuje całe zdarzenia, wyciąga fabułę i pnie ją do przodu. Oj tak, Paddy jest bohaterem, który budzi respekt. I na tym chyba koniec plusów, generalnie clou filmu jest uciec i nie dać się zabić temu miłemu facetowi z prowincji. 

    Uważam, że ciekawy pomysł nie poszedł w parze z wykonaniem. Pomysłowo trochę zlatuje mi tu Amytiville, które uważam, że robi wrażenie. Nie Mów Zła ma dobre momenty, ciekawe kadry, ale fabularnie niestety nie dociąga jak mógłby. Miało się czasem ochotę krzyknąć - no wiejcie już stąd! Nawet jeśli wiemy, że postacie na ekranie kina nas nie usłyszą. McAvoy zrobił swoją robotę, wykreował cudownego bohatera, który choć zły jest w stanie nas zainteresować, niestety nic poza tym, a szkoda bo można byłby zrobić fajny film.... 

środa, 28 lutego 2018

[2] FILM: Kobiety Mafii - 2018

Tytuł - Kobiety Mafii
Oryginał - Kobiety Mafii
Reżyser - Patryk Vega
Produkcja - Polska
Obsada - Olga Bołądź, Agnieszka Dygant, Katarzyna Warnke, Aleksandra Popławska, Julia Wieniawa, Bogusław Linda, Piotr Stramowski, Sebastian Fabijański
Premiera -
* Polska - 22 luty 2018
* świat - 20 luty 2018
Gatunek - sensacyjny 
Czas Trwania - 2h 15min
Moja Ocena - 6/10









Bela, była funkcjonariuszka policji, dostaje od ABW zadanie rozpracowania szajki przestępczej handlującej narkotykami. Aby jej misja się powiodła, musi rozpocząć współpracę z mafią.   

     Z twórczością Patryka Vegi miałem przyjemność zapoznać się już wcześniej i muszę przyznać, że pasuje tu idealnie słowo 'kontrowersja'. Zeszłoroczny Botoks bardzo przypadł mi do gustu, jak więc wypada jego najnowsze, świeżutkie dzieło Kobiety Mafii? Sama produkcja nie wzbudziła u mnie wielkiej ciekawości, ale ostatecznie z przyjaciółką wybraliśmy się na ten film. Nie żałuję tej decyzji, ale nie jest to dzieło, które polecę znajomym. Światem rządzą gangsterzy, a nimi kobiety. Ileż prawdy jest w tym zdaniu.
    Vega przedstawia nam dość prostą i przewidywalną historię. Próżno szukać tu drugiego dna, wszystkie karty są odsłonięte, a jeśli nie to widz jest w stanie domyślić się co będzie dalej. Postacie są przedstawione wiarygodnie, a w szczególności pani od futra (kto oglądał ten wie, a ktoś może się dowie). Sama fabuła ciągle gna do przodu, ale na tyle spokojnym tempem, że widz jest w stanie wszystko ogarnąć i zrozumieć. Nie brakuje nam oczywiście rzucania mięsem oraz ostrych scen sexu, które w moim odczuciu zajmują zdecydowanie za dużą część produkcji. Nie zrozumcie mnie źle, nie mam nic przeciwko, ale nie po to wybrałem się na film sensacyjny by oglądać co chwilę tego typu momenty. Jest ich zdecydowanie za dużo w Kobietach Mafii. Choć kontrowersja wzbudza wbrew pozorom duże zainteresowanie i być może reżyserowi właśnie o to chodziło. Znów otrzymujemy śmieszne, choć jak na mój gust momentami żałosne sceny komediowe. Oczywiście te wątki swoją rolę spełniły, rozbawiły, ale nie zrobiły tego w dobrym guście. Z drugiej strony wielkim plusem jest fakt, że oprócz wątku głównego każdy z bohaterów ma swoje pięć minut, jego historia nie jest za krótka, ale w sam raz. Jak można się domyślić i tak triumfują kobiety, ale jakim kosztem. Ciągle zadaje sobie pytanie czy pewne wątki musiały się tak skończyć, czy było może dla nich inne wyjście. Vega tworzy to swoim gustem i tutaj nie mam mu zupełnie nic do zarzucenia.
     Ostatecznie film da się przeżyć kończąc rozbawionemu bądź zażenowanemu. Sama końcówka mówi nam, że w przyszłości doczekamy się kolejnej część opowiadającej perypetie żon gangsterów. Kobiety Mafii określiłbym raczej jakoś dość dobrą produkcję, bez większego zachwytu. Można obejrzeć wolnym wieczorem gdy człowiek nie znajdzie nic lepszego. Pomysł był ciekawy, ale wykonanie nie do końca dopracowane. Jestem tylko ciekaw czy Vega zrobi z tego kolejną trylogię, coś większego, jak więc potoczą się losy Kobiet Mafii?