Pokazywanie postów oznaczonych etykietą thiller. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą thiller. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 sierpnia 2026

[60] BOOKS: Zamknięte w Lodzie - Izabela Janiszewska

Tytuł - Zamknięte w Lodzie  
Oryginał - 
Seria - 
Autor - Izabela Janiszewska
Wydawnictwo - Czwarta Strona
Gatunek - kryminał/thiller
Tłumaczenie - 
Ilość Stron - 400
Data Wydania - 06 maja 2026
Moja Ocena - 9/10






Świat milknie pod śniegiem, mróz ścina krew w żyłach, a pod nieskazitelną warstwą bieli kryją się najmroczniejsze sekrety.
Kiedy w zimowym lesie zostaje odnalezione ciało młodej kobiety, Anita Bauer - ambitna technik kryminalistyki, dla której to jedna z pierwszych poważnych spraw - szybko zaczyna wątpić w oficjalną wersję wydarzeń. 
W tym samym czasie Maciej Wajda - doświadczony psychotraumatolog - angażuje się w niepokojącą historię mężczyzny cierpiącego na poważną lukę w pamięci. Gdy tajemniczy pacjent zaczyna podejrzewać, że w czasie którego nie potrafi sobie przypomnieć, mógł dopuścić się zbrodni, Wajda musi się zmierzyć nie tylko z cudzymi wspomnieniami, ale również własną przeszłością.
Dwie historie. Jedna tajemnica. I lód, w którym zamknięta jest prawda. 


  My, Polacy, to jednak potrafimy w kryminały! Nie jest to moje pierwsze spotkanie z piórem pani Janiszewskiej i cieszę się, że mogłem poznać kolejną książkę jej autorstwa. „Zamknięte w lodzie” to powieść wielowątkowa, gdzie mnoży się dużo różnych poszlak, a ja już zaczynałem podejrzewać wszystkich po kolei. Finał trzymał mocno, że nie dało się odłożyć książki na bok.

„Powinien uważać na wypowiadane życzenia, bo los niekiedy potrafi być hojny i miewa bardzo czuły słuch.”

    Powieść zaczyna się dość delikatnie, o ile można tak określić kryminał, ale akcja szybko zaczyna nabierać tempa. Niezwykle fajnie wypada tutaj obsada bohaterów od tych, których chcemy poznać bliżej i przejmujemy się ich losami, po takich, znikających z naszego widoku, z czego wręcz się cieszymy. Może sam chciałem wrzucić tu jakieś lovestory, ale wyczuwałem iskrzenie za każdym razem, gdy mieliśmy interakcje pomiędzy Anitą Bauer a Maciejem Wajdą. Tej pierwszej mam nadzieję przeczytać jeszcze jakieś przygody. Jednak wracając do samej historii - wszystko tutaj gra. Od początku autorka utrzymuje dobre tempo akcji, bez zbędnych przedłużeń, ale jednocześnie bez poganiania wątków. Wszystko, co ważne, ma tutaj swój czas antenowy i naprawdę dobrze się to czyta. Nieodkładalna - tak określiłbym tę lekturę już gdzieś po jednej czwartej stron. Mnożąca się ilość pytań zaczynała nas nęcić, a finał nie pozostawił żadnych niedopowiedzeń. Historia jest zakończona od początku do końca. Janiszewska sprawnie kreuje wszystko swoim piórem, czujemy, że przeżywamy te przygody z naszymi bohaterami. Osobiście bardzo czułem się wrzucony w wir historii, co bardzo uwielbiam podczas czytania. Chcę czuć, co się dzieje, poznawać wątki z różnych perspektyw i przede wszystkim chcieć dalej czytać. Kryminał ma to do siebie, że pojawiają się najczęściej morderstwa i różne poszlaki. Fajnie, że autorka nie koloryzowała tego, co pisze - jak coś miało być krwawe i ciężkie, to takie właśnie było.
    Janiszewska stworzyła bardzo realistyczną historię, która wciąga czytelnika już od pierwszych stron. Od leśnego morderstwa po tajemniczego pacjenta u psychologa. Tu każde słowo, każdy ruch coś wnosi nie tylko do życia postaci, ale jednocześnie do rozwiązania zagadki. Finał został napisany naprawdę mistrzowsko. Nie czujemy, że coś zostało pominięte. Mimo wielu pytań od początku dostajemy wyjaśnienia wszystkich nurtujących nas rzeczy i za to duży plus dla autorki.

„Zamknięte w lodzie” to kolejna dobra pozycja na naszym rodzimym rynku. Gdy pozostałe gatunki książek naszych autorów nie zawsze dowożą, to wiemy, że kryminały nas nie zawiodą. Janiszewska staje się coraz bardziej rozpoznawalnym nazwiskiem w tym świecie i dobrze, bo umie stworzyć super historię, utrzymać czytelnika i sprawić, by nie chciał odłożyć lektury nawet na moment.

czwartek, 30 kwietnia 2026

[54]BOOKS: Inne Tonacje Ciszy - Remigiusz Mróz

Tytuł - Inne Tonacje Ciszy
Oryginał - Inne Tonacje Ciszy
Seria - Aspen i Joyce
Autor - Remigiusz Mróz
Wydawnictwo - Czwarta Strona
Gatunek - thiller/young adult
Tłumaczenie - 
Ilość Stron - 480
Data Wydania - 6 grudnia 2023
Moja Ocena - 8/10






Jak wiele może zmienić jedna, zapomniana kaseta magnetofonowa?
Aspen Wakefield była pewna, że jest przygotowana na wszystko, co los rzuci jej pod nogi w pierwszym dniu college'u. Myliła się. Przez rozpędzoną półciężarówkę, która wbiła się w jej samochód, straciła nie tylko matkę, ale także wszystko, na co dotychczas pracowała.
Obudziwszy się w szpitalu, zobaczyła obcego chłopaka siedzącego przy jej łóżku. Nigdy wcześniej go nie widziała, nie miała pojęcia kim jest, co robi w jej sali ani kto pozwolił mu przy niej czuwać. Jedno było dla Aspen pewne. Grayson Joyce wyglądał jak problem tylko czekający na to, by się zdarzyć.

    Mroza podobno się kocha albo nienawidzi, ciężko mi stwierdzić, do której grupy należę, bo to jego pierwsza powieść w mojej biblioteczce. Jednak ku mojemu zdziwieniu czytało mi się tę historię dość przyjemnie i naprawdę wciągnąłem się w świat Aspen i Joyca'a. To jest typowa lektura young adult podpita nutą kryminału i thilleru, ale i tak bardziej określił bym ją jako powieść dla nastolatków. Taka ulepszona wersja wattpadowych hitów z lat dwa tysiące dziesięć plus. 
"Czy nie bylibyśmy znacznie szczęśliwsi, gdyby nie obciążały nas wspomnienia?"
    Aspen ma amnezję, która totalnie odbiera jej życie, bo dziewczyna nie wie co się dzieje dookoła niej. Posiada podstawową wiedzę ujmijmy to naukowa, wie do czego służy telefon, ale nie pamięta nic z swojego sensu życia stricte. W szpitalu czeka na nią niespodzianka, przy jej łóżku siedzi chłopak, którego oczywiście ona nie zna. Czy te spotkanie stanie się początkiem przyjaźni, a być może Grayson Joyce pomoże jej odzyskać utracone wspomnienia? Wiele osób zachwyca się piórem Mroza, a to było moje pierwsze spotkanie z jego twórczością. Powieść jest lekka, czyta się ją naprawdę sprawnie, opisy nie są zbyt długie, a dialogi czasami zbyt "nastolatkowe" jak na nastolatków. Brakowało mi trochę rozwinięcia postaci, bo poza Aspen i Graysonem zbytnio nie znamy drugiej strony medali pozostałych bohaterów. Wiemy coś o nich powierzchownie, ale bez głębszych rozmyślań. Sama główna historia też jest dość prosta, a postacie poruszają się w gąszczu wątków bez większych przeszkód, a jeśli się takowe pojawiają to oni zgrabnie je przeskakują. Brakowało mi jakieś większej tajemnicy, sekretu, który należy rozwiązać, bo jak się okazuje zawsze i wszędzie wszystko sprowadza się do pieniędzy. Najlepszym momentem tej powieści okazuje się końcówka, choć muszę przyznać, że żadnego zaskoczenia przynajmniej u mnie nie było. Mróz zgrabnie prowadzi wątki, mamy zachowany sens wydarzeń, a wielkie tajemnice dość szybko odkrywają karty.
 
   "Inne Tonacje Ciszy" to powieść niezbyt wygórowana, nie musisz się wgłębiać w wątki by wiedzieć co się dzieje. Część bohaterów mimo bycia totalnymi "Mary Sue" bywają typowo irytujący i wkurzający, jak również sama Aspen. Jedynym dobrym wątkiem jest tutaj końcówka, która naprawdę napędza wydarzania i otwiera karty do kolejnej części. Również Grayson jest tutaj numerem jeden, tajemniczy i pociągający, jest w nim coś, że mu współczujemy i chcemy go poznać z każdej strony. Mimo słabego początku, to finał sprawia, że chcemy sięgnąć po kolejny tom! 

poniedziałek, 16 lutego 2026

[48] BOOKS: Czerń - Małgorzata Oliwia Sobczak

Tytuł - Czerń
Oryginał - Czerń 
Seria - Kolory Zła
Autor - Małgorzata Oliwia Sobczak
Wydawnictwo - W.A.B.
Gatunek - kryminał/thiller
Tłumaczenie -
Ilość stron - 448
Data Wydania - 06 maja 2020
Moja Ocena - 9/10






Zło rodzi się w ciemności.
Prokurator Leopold Bilski po sprawie Skalpela zostaje zesłany z Sopotu do prokuratury w Kartuzach. Nie najlepiej znosi tę degradację. Tymczasem Ania Górska błyskotliwie zdaje egzaminy i rozpoczyna pracę jako asesor prokuratorski. Pierwszą poważną sprawą, którą musi się zająć, jest zaginięcie trzynastoletniej dziewczynki. Jeden z tropów prowadzi do Kartuz, gdzie...znika kolejne dziecko. Czy można zacząć od nowa? Jakie upiory kryją się w przeszłości i przede wszystkim: kim jest Potwór z Kartuz? Okazuje się, że malownicze kaszubskie miasteczko skrywa niejedną wstrząsającą tajemnicę. 

    Przyznaję bez bicia, że niecierpliwie wyczekiwałem kolejnych przygód prokuratora Bilskiego w następnej odsłonie serii „Kolory Zła” autorstwa Małgorzaty Sobczak. I po raz kolejny autorka zabiera nas do świetnie wykreowanego świata małego miasteczka, które skrywa własne tajemnice - a właściwie cały kosz sekretów. Tym razem Bilski musi wejść w zupełnie obcy sobie świat, by uratować porwane dzieci. Czy mu się uda? Jak zakończy się polowanie na potwora z Kartuz?
     Nie od dziś wiadomo, że małe miasteczka kryją mnóstwo sekrecików, a ich odkrywanie rzadko bywa przyjemne. Bilski musi przełamać nieufność i butność mieszkańców oraz kolegów z policji, by odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Po niezbyt udanym finale sprawy „Skalpela” zostaje zesłany do Kartuz, gdzie nie jest mu łatwo odnaleźć się w nowej lokalnej rzeczywistości. Tutaj obowiązuje prosta zasada - każdy widział, każdy wie, a obcemu powie, że nie słyszał. Sam pochodzę z małej wioski na Podlasiu, więc doskonale rozumiem ten świat. Jednak praca policji to nie zabawa z nieufnymi mieszkańcami, lecz bezwzględne dążenie do prawdy. Wraz z Bilskim do Kartuz wraca po latach Julita Sarman z synkiem, chcąc zacząć nowe życie po stracie męża. W tym samym czasie Ania Górska prowadzi własne śledztwo w sprawie zaginięcia nastolatki, a tropy prowadzą również do pomorskiego miasteczka, które stanie się finałem ciężkiej i mrocznej historii. Sobczak po raz kolejny kreuje świat, który czujemy niemal fizycznie - stoimy obok bohaterów, przemierzamy ulice, zaglądamy w zarośla. Opisy są szczegółowe i sugestywne, ale nigdy nużące. Wracają dobrze znane postacie, jak Leo czy Górska wraz ze swoją policyjną paczką, pojawia się też cała plejada mieszkańców miasteczka. Może dlatego, że sam dorastałem w podobnej kulturze - „trzeba iść do kościoła w każdą niedzielę, bo co ludzie powiedzą” - doskonale rozumiem bunt młodzieży, która ucieka od rodzin bardziej przejętych opinią innych niż szczęściem własnych dzieci. Poza głównym wątkiem porwań i echem dawnego morderstwa dostajemy także przejmujący obraz kryzysów rodzinnych, które odciskają piętno na charakterach i decyzjach bohaterów. Sobczak bezlitośnie odkrywa karty kościelnego półświatka - zakłamania i obłudy, gdzie wszyscy wiedzą i się domyślają, ale nikt nic nie powie. Bo przecież „na kościół nie można”. I właśnie wtedy z impetem wkracza Bilski ze swoją ekipą, która nie cofnie się przed niczym, by odkryć prawdę. Przetrzepią każdą piwnicę i każdy skrawek lasu, by odnaleźć zaginione dzieci. Po raz kolejny imponuje mi determinacja prokuratora, który mimo że znajduje się w nowej, nieprzyjaznej rzeczywistości, nie boi się ryzyka i sięga po wszystkie asy z rękawa, by doprowadzić sprawę do końca.
    Fabuła tej części jest skonstruowana bardzo solidnie - czytelnik nie odczuwa zmęczenia ciężarem tematu, a wątki poboczne nie wybijają z rytmu. Bohaterowie są z krwi i kości, nie każdy uprzejmy obywatel rzeczywiście życzy ci dobrze, żony milczą, znając sekrety mężów, a matki strofują dzieci, by wypaść lepiej w oczach innych rodzicielek. Czy Kartuzy pozostaną takie same, gdy wszystkie karty zostaną odkryte?

„Dyscyplina… tak, bez dyscypliny w domu jeszcze żaden porządny katolik nie wyrósł.”

    „Czerń” to powieść, którą się pochłania. Chcemy wiedzieć natychmiast, co wydarzy się dalej, a kolejne tropy zmuszają nas do prowadzenia własnego śledztwa. Nie od dziś wiadomo, że małomiasteczkowość bywa większą krainą węży niż wielkie miasta. Podobało mi się również to, że poza głównym wątkiem kryminalnym patrzymy „swoimi” oczami na życie Leopolda i Anny. Tego brakowało mi w pierwszej części - zbyt mało było ich prywatności. Tym razem autorka zaprasza nas także do tego świata. Zdecydowanie polecam -  i czekam na adaptację filmową, której premiera ma odbyć się w tym roku.

poniedziałek, 26 stycznia 2026

[46] Serials. - Na Marginesie

Tytuł - Na Marginesie
Oryginał - Wayward
Reżyseria - Mae Martin/Ryan Scott
Obsada - Mae Martin, Toni Colette, Sarah Gadon, Alyvia Alyn Lind, Sydney Topliffe, John Daniel, Patrick J. Adams
Produkcja - USA/Wielka Brytania/Kanada
Premiera:
* Polska - 25 września 2025
* światowa - 25 września 2025
Gatunek - thiller/psychologiczny
Ilość serii - 1 (8 odcinków)
Moja ocena - 8.5/10





W Tall Pines nic nie jest takie, jakie się wydaje. Po próbie ucieczki z akademii dla "sprawiających problemy nastolatków" dwie uczennice łączą siły z nowo przybyłą policjantką, odkrywając mroczne i głęboko zakorzenione tajemnice miasteczka.

    "Na Marginesie" to kolejna propozycja Netflixa, obok której nie da się przejść tak obojętnie jakby się chciało. Na świeżo po seansie stwierdzam, że choć szalone to było to bardzo dobre. Małe miasteczka i lokalne społeczności skrywają najwięcej tajemnic i sekretów. Wbrew zapewnieniom, nie wszystko złoto co się świeci.
    Tall Pines od początku robi na nas złowieszcze wrażenie, tak samo jak Derry z kultowego horroru Kinga, po prostu wiemy, że coś tu nie gra. Dwie sprawiające problemy nastolatki zostaną wrzucone na głęboką wodę, do szkoły, która choć z nazwy - nią nie jest. Dość osobliwa dyrektorka i nauczyciele, którzy dla mnie mają wypisany mord w oczach. To żadna próba resocjalizacji młodych ludzi, którzy pobłądzili -  to istna walka by złamać ich po raz kolejny i kolejny, a przede wszystkim by nastawić ich przeciw sobie. I ten plan gra, dopóki w szkole nie pojawia się Abbie, a potem za nią Leila. Można ująć, że to klasyczny przypadek - przyszli nowi z wielkiego miasta i zniszczyli lokalną społeczność. Wraz z dziewczynkami w mieście pojawia się Alex i Laura, która spodziewa się dziecka. Ta druga, to absolwentka i niegdyś faworyta Evelyn - szefowej placówki. Toni Collette, którą miałem przyjemność już widzieć parę razy na ekranie - jako istne guru całego miasteczka, jest niesamowita. To ona tutaj gra główne skrzypce i rozdaje karty. Jest bezwzględna, niecierpliwa i nie cofnie się przed niczym żeby dostać to co chce. Jest to też świetne pokazanie sekty, ich metod postępowania oraz metodyki społecznego rządzenia. Grasz z nami, a zrobimy wszystko by cię ochronić. Dosłownie wszytsko. Szczególnie widać to w końcowych odcinkach, gdzie również poznajemy historię Evelyn - jak zaczynała, a gdzie skończyła. Świetnie sprawdzają się tutaj również dziewczyny grające role Abbie i Leily, młode, zagubione i załamane. Ciekawie rozpisana historia Leily, którą Evelyn mianuje niejako jako swoją faworytę. Czy podobnie jak Laura ugnie się mocy guru? Czy przezwycięży swój strach i zawalczy o siebie? Czy psychodelia związana z szkołą złamie ją po raz kolejny? 
    Całość ogląda się dość dobrze, od szalonej lokalnej społeczności, po policjanta próbującego pomóc uczniom i zawalczyć o swoją rodzinę, która wkrótce będzie miała nowego członka. Tutaj każdy bohater niesie jakiś ból, każdy jest innym psychologicznym przypadkiem, co pokazuje nam przeróżne spektrum emocji i doświadczeń. Jesteśmy wciągnięci do tego świata, nawet jeśli akcja dzieje się w zaledwie kilku budynkach. Wszystko jest zgrane tak dobrze, że chcemy więcej i więcej. Niestety brakuje mi pewnej klamry zamykającej tę historię - może doczekamy się drugiego sezonu, ale pewne wątki nie są wyjaśnione. Po finale, zdecydowanie za krótkim, zostajemy z większa ilością pytań niż na samym początku.

   "Na Marginesie" to bardzo dobry miniserial, i muszę przyznać, że trochę nie rozumiem tych niskich ocen. To świetnie zrealizowana opowieść o sekcie i psychodelii małego miasteczka. To ciekawa mieszanka charakterów oraz brutalności świata. Tutaj żadne działanie nie pozostaje bez konsekwencji w przyszłości. Zastanów się dobrze nim zdecydujesz się wysłać dziecko do Akademii Tall Pines...

wtorek, 20 stycznia 2026

[45] BOOKS: Czerwień - Małgorzata Oliwia Sobczak

Tytuł - Czerwień
Oryginał - Czerwień
Seria - Kolory Zła
Autor - Małgorzata Oliwia Sobczak
Wydawnictwo - W.A.B.
Gatunek - kryminał/thiller
Tłumaczenie -
Ilość Stron - 384
Data Wydania - 4 września 2019
Moja Ocena - 8/10






W połowie lat 90. w Sopocie dochodzi do tajemniczej zbrodni... Ginie dziewczyna, a jej ciało zostaje przez sprawcę nietypowo okaleczone. Osiemnaście lat później Trójmiastem wstrząsa informacja o bliźniaczo podobnej sprawie.
Małgorzata Oliwia Sobczak jako autorka powieści kryminalnej zaskakuje i zachwyca, śmiało konkurując z najlepszymi polskimi twórcami kryminału.

    Może wyjdę trochę na ignoranta, ale oglądając adaptację powieści na jednej z platform streamingowych jakoś mi umknęło, że to jest na podstawie książki. Potem w księgarni się na to natknąłem i postanowiłem przeczytać pierwowzór. Zdecydowanie nie żałuję.
" W kryminalistyce wszelkie zbiegi okoliczności są nieprzypadkowe. To uporządkowana sekwencja, która pomaga zinterpretować wydarzenia".
    Czerwień toczy się w dwóch liniach fabularnych - pierwsza to wydarzenia z tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego piątego  roku, a drugie to akcja osiemnaście lat później. Obie linie jednak się przecinają, niejako uzupełniają i jak można się domyślić z opisu - dotyczą wspólnej sprawy. Gdy na plaży zostaje znalezione ciało, a twarz zmarłej jest oszpecona w podobny sposób Leopold Bilski w pewnym momencie musi brać sprawy w swoje ręce by znaleźć przestępcę obecnej i poprzedniej zbrodni. Nie ulega wątpliwości, że perspektywę lat dziewięćdziesiątych czyta się lepiej - Trójmiasto i tamtejsi bohaterowie, choć po części są tłem i głównym wątkiem. Mimo iż raz w swoim życiu byłem nad polskim morzem, to zdecydowanie podczas lektury czułem jakbym stał obok bohaterów i poruszał się miastem wraz z nimi. Sobczak niezwykle trafnie kreuje bohaterów, relacje rodzinne czy popularną w tamtych czasach mafię jak również codzienne policyjne życie - jako laik w tych sprawach jestem w stanie uwierzyć, że tak to właśnie działa, a to właśnie powinien czuć czytelnik - wierzyć w historię oraz jej bohaterów. Oczywiście brakuje czasami pewnego pędu w akcji, pewne sprawy mogłyby być  przyśpieszone, ale te prawie czterysta stron lektury pożeramy w dość przyjemnym tempie. Podoba mi się te stopniowanie napięcia, fałszywe tropy, które podrzuca nam autorka. Sami chcemy odkryć prawdę, a stopniowe napięcie gdy już wydaje nam się, że mamy sprawcę podbija historię. Gdzieś chyba w połowie lektury poniekąd domyśliłem się finałowego zakończenia, ale w niczym nie przeszkodziło mi to żeby dalej z zaciekawieniem eksplorować wątki "Czerwieni". Wszystko jest tak dobrze skondensowane, że w momencie finału jesteśmy zajarani, chcemy wiedzieć jak to się zakończy, choć czasami przechodzi nam przez głowę myśl - aj, głupiutka!
    Niezwykle ciekawie czytało się również rozwój postaci, i tutaj duże boom należy do Ani Górskiej, początkowo cichej asystentki Bilskiego, ale jak się potem okazuje - ta kobieta ma jaja. Interesująca jest również Helena Bogucka, matka zamordowanej osiemnaście lat temu dziewczyny. To opis kobiety silnej, ale jednocześnie w ciągłej żałobie. No i nasz as - Leopold Bilski. Może to nie postać na miarę "polskiego Poirot'a", ale czuć tutaj potencjał. Może gdyby wątki typowo fabularne były rozwinięte bardziej, ale liczę na to w kolejnych tomach.

    "Czerwień" to pierwszy tom serii - Kolory Zła. Bardzo chętnie przeczytam kolejne tomy, bo Leopold Bilski umie nas zaintrygować. Chcemy poznać jego, jak i również sprawy, którymi będzie się zajmował. Osobiście uważam, że polskie kryminały - książki oraz filmy stoją na dość wysokim poziomie, a świetnym przykładem jest tutaj powieść Małgorzaty Sobaczak. Zdecydowanie polecam - szczególnie fanom polskiego Trójmiasta! 😀

czwartek, 9 października 2025

[37] FILM: Sirât - 2025


Tytuł - Sirat
Oryginał - Sirat
Reżyser - Olivier Laxe
Produkcja - Hiszpania/Francja
Obsada - Sergio Lopez, Bruno Nunez Arjona, Stefania Gadda, Joshua Liam Herderson, Richard Bellamy, Tonin janvier, Jade Oukid
Premiera:
* Polska - 19 września 2025
* światowa - 15 maja 2025
Gatunek - thiller/dramat
Czas Trwania - 2h
Moja Ocena - 5/10




"Sirat" to najbardziej elektryzujący film tegorocznego festiwalu w Cannes, na którym zasłużenie zdobył Nagrodę Jury. Opowieść o ojcu desperacko szukającym córki na pustynnych, nielegalnych rave'ach w Maroku, to odjazdowe połączenie survivalowego thillera spod znaku "Ceny Strachu" z apokaliptyczną wizją "Mad Maxa".


    Na film wybrałem się trochę przypadkiem, zachęcony dość pozytywnym odbiorem widzów i pochwałami z Cannes, niestety czuję mocny niedosyt. Produkcja na swój sposób wszystko - dobrych aktorów, świetne zdjęcia, ujmującą muzykę, ale brakuje mi tutaj jakiegoś wątku. Jakiegoś clue na sam koniec. Mam wrażenie, że oglądałem film bez wątku.
     Sirat zaczyna się dość spokojnie, ot ojciec z synem szuka swojej córki na jednej z imprez w Maroko. Szybko jednak akcja przenosi się na mocno, survivalowy pustynny teren, gdzie obaj gnani wizją odnalezienia członka rodziny podążają za innymi. Niestety jest to piękna, acz pusta pocztówka. Czujemy ten upał pustyni, podążamy w jej głąb z uczuciem wielkiej adrenaliny. I w tym pewnym momencie tracimy wątek - czy to III Wojna Światowa? Kto z kim walczy? Dlaczego akurat teraz? Mamy coraz więcej pytań, a odpowiedzi jest mało, żeby nie powiedzieć, że wcale... Owszem, film na swój sposób porusza pewne ważne życiowe wątki, ale gdy już trafiamy na totalne pustkowie, a bohaterowie zaczynają padać niczym muchy to trochę zaczynałem się śmiać pod nosem. O ile pierwsza pojawiająca się śmierć jest rzeczywiście tragiczna, i załamuje widza, to kolejne wypadają dość komicznie. Być może nie zrozumiałem przekazu filmu, ale mam wrażenie, że brakuje w nim sensu. Jak już wspomniałem - ta produkcja ma wszystko, i naprawdę mogłaby być dobrą pozycją, ale niestety tak się nie dzieje. Brakuje tutaj jakiegoś sensu, dopowiedzenia pewnych historii, a dużo rzeczy ucieka pod maską symboli i metafor. Jakby po prostu ideą jest się "naćpać" i ruszyć na pustynny rave. Nie ma wprowadzenia, choćby dlaczego nasi bohaterowie szukają córki/siostry. Po prostu widz jest wrzucony od razu w akcję i gdy chce się czegoś dowiedzieć, to niczego nie dostaje. O wiele bardziej skupiono się chyba na samym planie, ładnych ujęciach niż dowiezieniu wątku fabularnego, a szkoda. Film owszem ogląda się dość przyjemnie, te dwie godziny mijają szybko, ale wychodzimy z sali kina z wielkim niesmakiem i znakiem zapytania -  co się  właściwie obejrzało...

    Sirat będzie dobrą produkcją gdy odrzucisz wszelkie pytania i po prostu go obejrzysz - bez zadawania pytań i próby wyciągnięcia wniosków. Mamy piękne tło, piękny papierek, ale uważam, że bez większej wartości. Ładne opakowanie, ale puste. Aktorzy dobrani są dobrze, wierzymy w ich przekonania i wartości, ale całościowo to się po prostu nie zgrywa. Może bardziej niż do kina, polecam poczekać aż film trafi do streamingu i będzie można obejrzeć w domowym zakątku....

niedziela, 6 kwietnia 2025

[27] Serials. - Tęsknię za Tobą

Tytuł - Tęsknię za Tobą
Oryginał - Missing You
Reżyseria - Isher Sahota/Nimer Rashed
Obsada - Richard Armitage, Rosalind Eleazar, Rudi Dharmalingam, Jackie Knowles, Ashley Walters, Charlie Hamblett
Produkcja - Wielka Brytania
Premeiera:
* Polska - 1 styczeń 2025
* światowa - 1 styczeń 2025
Gatunek - thiller/kryminał
Ilość serii - 1 (5 odcinków)
Moja Ocena - 7/10




Jedenaście lat temu Josh, narzeczony i miłość życia detektyw Kat Donovan, zniknął i od tamtej pory się do niej nie odezwał. Teraz, przeglądając profile w aplikacji randkowej, Kat nagle widzi jego twarz i jej świat znowu wywraca się do góry nogami. Pojawienie się Josha zmusza ją do ponownego zagłębienia się w tajemnice związaną z morderstwem jej ojca i odkrycia dawno pogrzebanych sekretów z własnej przeszłości. 


    Czytałem w życiu tylko jedną powieść od Harlana Cobena, i pamiętam, że miałem dość dobre wrażenia z lektury, więc chciałem zobaczyć jak literatura pisarza pojawia się na dużym ekranie. Tęsknię za Tobą jest dość dobrze zrealizowanym widowiskiem, ale mam wrażenie, że nie do końca zachwyca tak jakby mogło. Netflix na fali kasacji wielu seriali, co chwila wydaje nam nowe "perełki" do zachwytu. Część tych projektów jest rzeczywiście całkiem udana, a niektórym trochę brakuje polotu.  
    Kat Donovan mimo dobrego życia, nie jest szczęśliwa. Mężczyzna, którego kochała ponad wszystko ja zostawił, a na dodatek zginął jej ojciec. Policjantka jednak nie daje za wygraną i próbuje połączyć wszystkie kropki w sprawie śmierci rodzica. Jednak, czy poznanie nawet najstraszniej prawdy jest zawsze dobrym wyborem? Czy grzebanie w przeszłości zawsze jest potrzebne? Czy słodkie kłamstewka czasami nie są lepsze? Inspektorka nie zgodzi się w tej kwestii, zrobi wszystko by odkryć prawdę, nawet jeśli to oznacza rozdrapanie starych ran na nowo. Serial Netflixa w dobrym tempie przenosi nas przez historię, która wydarzyła się ponad dekadę temu. Ciężko mi tutaj oceniać wiarygodność wątków fabularnych, trzeba byłoby przeczytać książkę. Niemniej jednak Kat jest dość irytującą bohaterką, zawsze zrobi na przekór prośbom ludzi dookoła niej. Nawet gdy jej mama prosi o zaprzestanie w grzebaniu sprawy morderstwa jej ojca, ta nadal ciągnie to wszystko. Bohaterowie są dość wiarygodni, każdy tutaj ma swój moment i jest szansa na głębsze poznanie ich historii, choć nie da się ukryć, że produkcja ma zaledwie pięć odcinków, co jednocześnie sprawia, że nie każdy wątek jest zakończony w pełni. 
    Jak zwykle angielska wieś wygląda ładnie w kadrze, fabuła można być rzecz rozwija się poprawnie, nie ma za dużych przestojów, jak również zbyt szybkiego gonienia tempem akcji. Wszystko w dużej mierze ma sens, od wypadków sprzed jedenastu lat do aktualnych wydarzeń w "Tęsknię za Tobą". Fajnie, że pojawiają się nowe twarze, mimo iż Netflix lubuje się w stałych zatrudnieniach dla pewnych aktorów. Dostajemy dość dobra pozycję, która jest po prostu dobrym kryminałem.

    Tęsknię za Tobą jest poprawnym serialem kryminalnym, może po prostu dodałbym jeszcze z jeden/dwa odcinki by zakończyć każdy watek w stu procentach. Niemniej jednak Netflix dostarcza nam ciekawą historię, która jest w stanie wciągnąć widza. Fabuła w większości ma sens, aktorzy grają wiarygodnie, jest ładny plan zdjęciowy. Nie jest to super produkcja, ale na pewno dla fanów kryminałów i sensacji w wolną niedzielę może być ciekawym kinem do kawy...

poniedziałek, 3 lutego 2025

[21]BOOKS: Noc Kłamstw - Izabela Janiszewska

Tytuł - Noc Kłamstw
Oryginał -
Seria - 
Autor - Izabela Janiszewska
Wydawnictwo - Czwarta Strona
Tłumaczenie - 
Gatunek - kryminał/thiller
Ilość Stron - 382
Data Wydania - 19 czerwiec 2024
Moja Ocena - 9/10






Każda rodzina ma swoje sekrety, ale ta skrywa ich więcej niż inne.
Anna i Mikołaj wiodą cudowne życie. Ona pisze książki, on prowadzi kawiarnię. Mają piękny dom i  cudowne dzieci. Niemal każdy chciałby się z nimi zamienić. Aż do dnia, w którym stają się podejrzani o morderstwo. 
Gdy w październikową noc ginie opiekunka ich synów, na idealnej fasadzie rodziny Tochmanów pojawiają się rysy, a tajemnice skrywane przez lata zaczynają wyłaniać się z cienia. 
Chcąc odróżnić prawdę od fałszu, prowadzący sprawę komisarz Leon Mruk, musi uważnie wsłuchać się nie w to, co Tochmanowie mówią, lecz w to, co pomijają milczeniem.
Bo czasem najstraszniejsze sekrety tkwią w tym, co niewypowiedziane.
A najgłębsza prawda o ludziach kryje się w ich kłamstwach...

      Czytałem już wcześniej jakieś powieści pióra Janiszewskiej, ale muszę przyznać, że dopiero "Noc Kłamstw" przyparła mnie do muru. To jest mega brawurowa lektura, która wciąga czytelnika od pierwszej strony i nie pozwala odejść. Myślę, że przedstawiony "idealny" warszawski świat jest czymś znanym, ale i tak wciąż pociągającym.
    Początkowo przyznaję się, że mnogość wątków zaczyna mnie przerażać w sensie, że książka się skończy, a my nie dostaniemy odpowiedzi na wszystkie. I chyba trochę miałem rację, bo choć główne wątki zostały opowiedziane, tak mam wrażenie, że historia naszych dwóch policjantów prowadzących zmianę kończy się wraz z ostatnia stroną, ale nie wszystko jest dopowiedziane.
    Niemniej jednak zacznijmy od początku, Tochmanowie z boku mogą uchodzić za super rodzinę, udana kariera, piękne mieszkanie w dobrej dzielnicy Warszawy, to wszystko ma zwiastować sukces. I trochę tak jest, do momentu gdy zostaje znalezione ciało Niny Frycz, opiekunki i jednocześnie pracownicy kawiarni Mikołaja. Wtedy cała magia znika, zaczynają się kłamstwa i sekrety, a ilość problemów spotykających naszych bohaterów zaczyna się piętrzyć. Właśnie też wtedy miałem wrażenie, że autorka nie wyrobi się z ilością rozpisanych wątków. Choć samą książkę czytało mi się mega przyjemnie, aż żal było odkładać powieść na półkę wieczorem. Janiszewska bardzo zgrabnie przyciąga swoje czytelnika, czasami stosując pewnie cliffhangery, żeby przeczytać "jeszcze jeden rozdział". Cudownie też było rozwiązywać śledztwo wraz z policjantami, Mruk próbujący dopaść zabójcę, niemalże oskarżając każdego po kolei, ale głównie państwo Tochmanów. Pojawiający się również wątek z dzieciństwa Mikołaja oraz powracający po latach jego dawny kolega. To wszystko miało się złożyć na bardzo dynamiczny finał tej historii. Noc Kłamstw ciekawi nas przez swoje wszystkie strony, ale ostatnie momenty gdy poznajemy zabójcę, a Mikołaj Tochman wyjawia swoje sekrety. To efektywnie kończy naszą przygodę z idealnym życiem Anny i jej męża. Nie wiem czemu, ale w pewnym momencie lektury pojawiła się u mnie myśl, że kurczę - chciałbym to zobaczyć na ekranie jako serial, albo film. Akurat nasze produkcje kryminalno-sensacyjne nie mają się czego wstydzić, więc why not...

" Oszukiwać się jest zawsze łatwiej niż mierzyć z prawdą, pomyślał. Może właśnie dlatego ludzie osiągnęli mistrzostwo w okłamywaniu samych siebie..." 
     Noc Kłamstw to kolejna udana powieść Izabelii Janiszewskiej, już czytając "Ludzie z Mgły" czy "W Szponach" bardzo mi się spodobało jej pióro, tak jak historie tworzone przez Alicję Sinicką. Książka interesuje nas od pierwszej strony, a fabuła pisana w dobrym tempie nie pozwala nam wrócić do codziennego świata. Tylko właśnie ta mnogość wątków, które według mnie nie zostały skończone w stu procentach. Niemniej jednak uważam, że nasz polski rynek pisarzy powiększa się w szybkim tempie, ale również z ciekawymi pozycjami. A czy Wy, chcecie się dowiedzieć dlaczego zginęła Nina Frycz?

niedziela, 20 października 2024

[11] Serials. - Zagłada Domu Usherów

Tytuł - Zagłada Domu Usherów                                           Oryginał - The Fall Of The House Of  Usher                   Reżyseria - Mike Flanagan                                                Obsada - Bruce Greenwood, Carla Guingo, Mary McDonnell, Mark Hamil, Carl Lumbly, Henry Thomas, Kate Siegel, Rahul Kohli, Samatha Sloyan
Produkcja - USA
Premiera - 
* Polska - 12 październik 2023
* świat - 12 październik 2023
Gatunek - horror/thiller
Ilość Serii - 1 (8 odcinków)
Moja Ocena - 8.5/10








Mroczny serial oparty na twórczości Edgara Allana Poeego, opowiadający historię bezwzględnego rodzeństwa - Rodericka i Madeline Usherów, którzy przekształcili firmę Fortunato Pharmaceuticals w prawdziwe imperium bogactwa i władzy. Z czasem wychodzą na jaw dawne sekrety, gdy kolejni dziedzice dynastii Usherów zaczynają ginąć z rąk tajemniczej kobiety z ich przeszłości...

    W ostatniej recenzji serialu "Nawiedzony Dom Na Wzgórzu" byłem pod wrażeniem pracy Mike Flanagana, nie wiedziałem jednak, że lepsze bądź najlepsze jeszcze przede mną. Nie ukrywam, że jestem fanem horrorów oraz mocnych thillerów, także gdy tylko ta produkcja pojawiła pojawiła się w moich proponowanych na platformie Netlifix to od razu wziąłem się za oglądanie. 

    Niestety na początku muszę zwrócić uwagę, że o ile lubię produkcje Flanagana, tak trochę robi się mało różnorodnie względem aktorów. Mogę się domyśleć, że fajnie się pracuje z zgraną ekipą, ale jednocześnie myślę, że nowe twarze mogą wnieść sporo świeżości do filmów czy seriali. Niemniej jednak rodzina Usherów jest na tyle interesująca, że jestem w stanie wybaczyć to producentom. 
    Dynastia Usherów ma wszystko, firmę, pieniądze, kontakty, kariery, mniej bądź bardziej udane związki, momentami sadystyczne podejście do siebie nawzajem, a przede wszystkim cudownych protoplastów - Rodericka i Madeline, niemalże bogów w swoim własnym mniemaniu. Szczególnie Madeline czy to jako młodsza wersja w retrospekcjach czy już dorosła kobieta daje się poznać jako ta, która trzyma wszystkich krótko i chce rządzić rodzinnym imperium. Rzadko zdarza mi się tak pokochać kogoś jak tę dwójkę rodzeństwa, z ciekawością chciałem się dowiedzieć cóż zrobili takiego w przeszłości, że ona teraz czeka na spłatę długu i jak wszelkimi dostępnymi sposobami się o niego upomni. Na początku trochę narzekałem na pojawianie się tych samych twarzy, ale jednocześnie to jak oni tworzą swoje postacie, jak je kreują, że im współczujemy albo cieszymy się w momentach ich śmierci, myśląc sobie - należało ci się. Greenwood, Guingo oraz McDonnell dowożą wszystko od a do z, na nich się ta opowieść zaczyna i kończy - postać Verny jest interesująca od samego początku, wraz z rodzeństwem są filarem historii rodziny Usherów. Ciekawym zabiegiem producenckim jest fakt, że gdy poznajemy całą familie, raczej nie będziemy pałać do nich sympatią, jednocześnie spodziewając się dość otwarcie, że niedługo cmentarz wypełnią ich groby. 
    Osiem odcinków to spokojny czas na pokazanie wspólnych zależności w tej rodzinie, ich nienawiści i krwawej drogi by dostać swoje. Mniej więcej na jeden epizod przypada jedna historia członka rodziny Usherów, kamera nie boi się pokazać brutalności, a widz szybko zostaje wciągnięty w sytuację. Ponieważ już wiemy jak zakończy się przygoda z tymi postaciami, niekiedy odcinki mogą się trochę dłużyć, wiemy na co oczekujemy, na śmierć. Ja jednak czułem się wciągnięty od samego początku. Plan zdjęciowy doświadcza nam ciekawych ujęć, bywamy z Usherami w różnych miejscach, a i muzyka również buduje stosowny klimat. Taki serial chce się po prostu oglądać. 

    Nie znam niestety pióra Poego, ale fajnie, że twórcy uszczypnęli coś z niego i dodali swoje własne, co dało nam ponad osiem godzin klimatycznej produkcji. Może zwyczajnie mam słabość do horrorów i jestem w stanie przymknąć niekiedy oko na "leniwe" wątki fabularne, ale mnie Flanagan tą pracą kupił po raz kolejny. Wielki plus również za nową wersję Wicked Games od the Newton Brothers, ta piosenka również dowiozła nam swego typu klimat i historię. Czy jest to produkcja, która zachwyci każdego? Nie powiedziałbym, opinii o pracach Netflixa raczej nie trzeba przytaczać nikomu, ale uważam, że da się znaleźć ciekawe perełki i dla mnie "Zagłada Domu Usherów" jest właśnie taka perełką wśród nieoszlifowanych niekiedy produkcji...

wtorek, 15 października 2024

[10] Serials - Curon

Tytuł - Curon
Oryginał - Curon
Reżyseria - Fabio Mollo
Produkcja - Włochy
Obsada - Valeria Bilello, Luca Lionello, Federico Russo, Margherita Morchio, Anna Ferzetii, Alessandro Tedeschi
Premiera - 
* Polska - 10 czerwiec 2020
* światowa - 10 czerwiec 2020
Gatunek - fantasy/thiller/dreszczowiec
Ilość serii - 1 (7 odcinków)
Moja Ocena - 8.5/10







Gdy ich matka w tajemniczy sposób znika zaraz po przyjeździe do rodzinnego miasteczka, nastoletnie bliźnięta odkrywają sekrety pozornie spokojnej miejscowości. 


    Poza dziwną manią horrorów i thillerów, wszystko co włoskie ma specjalne miejsce w moim sercu. Do obejrzenia tego serialu zbierałem się trochę czasu, długo wisiał w proponowanych na platformie streamingowej. Klimat górskiego miasteczka przypadł mi do gustu, poniekąd przypominało mi się "Ragnarok", ale w zupełnie innej wersji. Zalana wieś, dzwonnica bez dzwonów wystająca z jeziora i fakt, że jeśli usłyszysz ich dźwięk to oznacza dla ciebie bardzo niedobre rzeczy. W każdym z nas żyją dwa wilki, tylko ty zdecydujesz, który zwycięży.
     Anna wraz z dziećmi wraca do rodzinnych okolic, choć bliźnięta nie wydają się szczególnie zadowolone tym pomysłem. Zaczynają nową szkołę, i zgodnie z przewidywaniami są powiewem świeżości z małomiasteczkowym społeczeństwie. Pomysł znany wszystkim dookoła, ale mam wrażenie, że producenci wiedzieli co robią. Tutaj wszystko gra, muzyka, zdjęcia, bohaterowie, którzy odkrywają siebie i dawne historie. No i język włoski - zdecydowanie uwielbiam gdy twórcy nie boją się tworzenia w oryginalnym języku, nie zawsze angielski to dobry wybór. Fajnie mimo wielkiego bumu tworzenia żeby było coś dostępne i zrozumiałe każdemu, tworzy się produkcje w swoim własnym języku. Pozostawanie w klimacie historii dodaje autentyczności i świadomości, że to coś "rzeczywiście" mogło się wydarzyć. Każdy bohater ma swój własny styl, jest obecność jest wskazana w całej tej fabule, a Mauro i Daria tworzą super duet - jednocześnie różni, ale wciąż wierni sobie jako rodzinie. Bohaterowie są wykreowani bardzo wiarygodnie, da się ich lubić, bądź nienawidzić. Nastolatkowie żyją własnym życiem, zachowują się dokładnie jak nastolatkowie - bez udawania dojrzałych w młodym ciele, popełniają błędy bo jeszcze niewiele wiedzą o życiu, a jednocześnie są zdeterminowani by odkryć męczące ich sekrety, a dorośli na swój sposób próbują ukryć to co wydarzyło się kilkanaście lat temu. Również Lucas jest zagrany cudownie, od samego początku nas nęci, i domyślamy się, że ten przystojny chłopak z słodkimi oczami trochę zamiesza w tej historii. Wraz z biegiem historii każdy bohater musi stawić czoła sobie samemu, to też było ciekawym zabiegiem pokazaniem jak ludzkie alter ego w tej gorszej wersji może wyglądać i jak skrywane  emocje mogą na nas wpłynąć.
    Napięcie jest budowane dość swobodnie, ale nie wpływa to na odbiór historii. Widz nie nudzi się w trakcie odcinka, fabuła brnie do przodu. Rozumiem już żale fanów Gry o Tron, gdy narzekali na najnowszy sezon, że jest strasznie ciemno. Tutaj jawi się dość podobny problem, domyślam się, że ciężko jest doświetlić nocne sceny, ale myślę, że w obecnych czasach nie powinno być to trudne, ale przyznaje się, że nie znam się na tym kompletnie. Na plus również fajnie, że użyto dość "nowoczesnej" muzyki, ale w końcu to serial dla nastolatków. Cudowna wręcz trochę psychodeliczna jest ta małomiasteczkowość, religijność i niemalże stwierdzenie - my tu obcych nie lubimy. Ale to ma swój klimat, to ciekawi widza, który pragnie odkryć tajemnice tej "curońskiej sekty". Finał był dla mnie totalnym zaskoczeniem, zostawia dość szeroko otwartą furtkę by pociągnąć wątki w kolejnym, a może nawet paru sezonach.

    Curon jawi się jako dobry serial, może nie zawsze logicznie dograny wydarzeniami, ale da się to przeżyć. Wobec ilości produkcji pojawiających się na różnych platformach streamingowych to powiew świeżego powietrza i oddechu. Dobra historia, mega ciekawi bohaterowie, kadry oddające małomiasteczkowy styl i extra muzyka. Chętnie obejrzałbym kontynuację historii naszych młodych bohaterów, nie doczytałem się nigdzie o anulacji serialu, a wizja drugiego sezonu niby potwierdzona, choć minęły już cztery lata gdy była jego premiera. Dla fanów fantastyki i cięższych, mrocznych klimatów myślę, że będzie to super opcja. Jeśli kochacie język włoski to już absolutnie must see. Trzymajcie się ciepło, oby nikt z was nie usłyszał dzwonów z dzwonnicy na jeziorze...

Curon - Official Trailer - Netflix


czwartek, 10 października 2024

[9] BOOKS: Dom Świateł - Donato Carrisi

Tytuł - Dom Świateł
Oryginał - La Casa Delle Luci
Seria - Pietro Gerber
Autor - Donato Carrisi
Wydawnictwo - Albatros
Tłumaczenie - Anna Osmólska-Mętrak
Gatunek - kryminał/thiller
Ilość Stron - 384
Data Wydania - 5 czerwiec 2024
Moja Ocena- 8/10






Nic dziwnego, że w gabinecie usypiacza dzieci, Pietra Gerbera, nie pojawiają się nowi pacjenci. Po głośnym skandalu psycholog tkwi w głębokiej depresji i nic nie wskazuje na to, by cokolwiek mogło go z niej wydobyć. Dopóki w jego gabinecie nie pojawia się Maja Salo, młoda opiekunka dziesięcioletniej Evy, mieszkającej tylko z nią i służącą w odosobnionej wilii na wzgórzu. Eva cierpi na agorafobię: nikt i nie nie jest w stanie nakłonić jej do puszczenia domu, w którym się urodziła. A ostatnio w życiu dziewczynki pojawił się ktoś, kto stanowi dla niej poważne źródło zagrożenia. Pietro niechętnie zgadza się nią zająć i już przy pierwszej sesji hipnozy wie, że może tego żałować. przez jego pacjentkę, gdy jest w stanie uśpienia, przemawia wyimaginowany przyjaciel. Tylko, że Pietro Gerber zna jego głos, a ten ktoś zna przeszłość psychoterapeuty i dawno pogrzebaną prawdę o tym, co wydarzyło się pewnego gorącego lata, kiedy ten miał jedenaście lat.


    Carrisi niczym jak wino, im starszy tym lepszy, choć osobiście uważam, że każda jego powieść to bestseller. Już od pierwszej przygody z jego twórczością, cyklem "Paenitentiaria Apostolica" wiedziałem, że się polubimy, a autor trafi na moje półeczki, gdzie chętnie dostawię kolejne tomy. Marcusa z Trybunału Dusz pokochałem od samego początku, a Pietro Gerber również mnie zaskoczył. Cała ta otoczka hipnozy, psychologii, usypiania dzieci i walki z przeszłością zdecydowanie przypadła mi do gustu, chciałem wiedzieć więcej, choć sam raczej nie wierzę w tego typu przedsięwzięcia.
    Pietro Gerber jest bohaterem, którego zwyczajnie da się lubić. Już od pierwszego spotkania byłem urzeczony jego osoba, metodami pracy i historia rodzinną. Niekiedy ciężki włoski klimat deszczowej Florencji urzekł mnie od początku. Hipnotyzer po ostatnim skandalu, z udziałem pacjentki, która po raz pierwszy nie była dzieckiem raczej nie ma dobrej passy. Dlatego tez początkowo niechętnie podejmuje się nowego zadania. To niesamowite jak autor zręcznie wplata historię z lat dzieciństwa naszego bohatera do głównego wątku. Carrisi niezmiernie cudownie operuje piórem, ciekawi nas coraz bardziej co wydarzy się dalej. Jakie tajemnice kryje w sobie nastoletnia Eva oraz jest opiekunka Maja, która początkowo szczerze wydaje się zaniepokojona stanem podopiecznej. Jego styl jest tak chłonny, że ja te książki wręcz "połykam", a fabuła jest zawsze skonstruowana tak, że czasami ciężko rozstać się z lekturą. 
    Im dalej w las, tym więcej drzew, jak to mówią, i tak jest tym razem. Pojawia się coraz więcej niewiadomych, różnych zagadek. Nasza pacjentka mówiąca głosem przyjaciela przeraża momentami nie tylko głównego bohatera, ale również czytelnika. Czy wypadek sprzed kilkunastu laty może być powiązany z "problemami" małego dziecka? Jakie tajemnice zostaną odkryte? Co tak naprawdę wydarzyło się owego lata? Co dalej będzie z naszym psychoterapeutą?
    Włoski pisarz sprawnie stawia pytania, ale w jeszcze lepszym stylu podaje nam odpowiedzi, czytelnik nie czuje się zagubiony. Uwielbiam też w jego powieściach tej powiew włoskości, czasami rzeczywiście mamy wrażenie, że i nas pali te słońce albo zalewa deszcz. W stu procentach jesteśmy z bohaterami, w tych miejscach. Opisy są dokładne, ale nie nużące. Fabuła klarownie brnie do przodu, mamy wrażenie, że rozwiązanie jest na wyciagnięcie ręki, ale w między czasie autor nas zaskakuje. Ten dreszczyk emocji u Carrisiego, kiedy wydaje nam się, że już mamy wyjaśnienie, a nagle pojawia się coś co zmienia nasze postrzeganie o sto osiemdziesiąt stopni. Tak właśnie się tworzy dobre książki, które poniekąd same się czytają i chce się poznać zakończenie. Przyznaje się, że chyba po raz pierwszy trafiłem z zakończeniem historii, ale pewne wątki ostatnich stron dają nadzieję na kolejne spotkanie z Pietrem Gerberem.

    Carrisi zdecydowanie wie co robi, cudownie opowiada historie, buduje atmosferę oraz rozwija wątki. Tutaj wszystko gra, droga od punktu a do b, choć często kręta i niebezpieczna ma sens i rozpala czytelnika. Uwielbiam kryminały, uwielbiam thrillery, uwielbiam też Włochy i dosłownie to wszystko dostaje w powieściach tego autora. Bardzo szybko stał się jednym z moich ulubionych pisarzy i zawsze niecierpliwie oczekuję na jego kolejne nowości. Carrisi jest świetnym autorem, bardzo poczytnym o czym świadczy mnóstwo przekładów jego powieści, sama ich sprzedaż oraz nagrody, które Donato zdobywa. Jeśli pokochaliście Mile Vasquez, czy Marcusa z "Łowcy Cieni' to myślę, że tak samo uwielbiacie naszego psychologa Gerbera, a jeśli nie czytaliście jeszcze nic od tego włoskiego pisarza to czas najwyższy nadrobić zaległości...

sobota, 5 października 2024

[8] FILM: Nie Mów Zła - 2024

Tytuł - Nie Mów Zła
Oryginał - Speak No Evil
Reżyser - James Watkins
Produkcja - Wielka Brytania/USA
Obsada - James McAvoy, Mackenzie Davis, Scoot McNairy, Aisling Franciosi, Alix West Lefler, Dan Hough
Premiera -
* Polska - 13 wrzesień 2024
* światowa - 11 wrzesień 2024
Gatunek - thiller
Czas Trwania - 1h 50min
Moja Ocena - 5/10








Amerykańska rodzina zostaje zaproszona na weekend do idyllicznej wiejskiej posiadłości przez uroczą brytyjską rodzinę, którą wcześniej poznali na wakacjach. To, co zaczyna się jako wymarzony odpoczynek, powoli zmienia się w koszmar. 

    Tutaj generalnie mógłbym wstawić popularnego mema - I watching somethig for the plot. The plot... Przyznam się szczerze, że najbardziej zachęcił mnie zwiastun tego filmu, no i fakt, że jestem posiadaczem CCUnmilited, więc mogę oglądać seanse filmowe praktycznie non stop. Również jako wielki  fan wszelkiej maści horrorów, thillerów, pomyślałem, że why not, chętnie zobaczę ten film. Niestety mimo niezbyt wygórowanych oczekiwań zawiodłem się...
    Lousie i Bena poznajemy na wakacjach we Włoszech, odpoczywają, wydawać by się mogło, że świetnie się bawią. W międzyczasie wśród innych rodzin zapoznają się z Paddym, Ciarą i ich synkiem Antem. Zaczynają spędzać czas w swoim towarzystwie, dzieci się dogadują, sielanka trwa. Pada propozycja odwiedzenia nowych znajomych w ich wiejskiej brytyjskiej posiadłości. Początkowo wydawać by się mogło, że nie dojdzie do spotkania, ale Ben zauroczony nowymi znajomi chce ich bardziej poznać. Szybko przenosimy się na angielską ziemię, a weekend zamienia się w koszmar. Jest to chyba prosta fabuła na film, ale mądry reżyser pociągnie temat w kreatywny sposób. Tutaj mi tego zabrakło, w pewnym momencie widz już wie jak to się skończy i jak w moim przypadku będzie odliczał minuty do końca seansu. 
    Jak się dowiedziałem, jest to remake duńskiego horroru, znanego w Polsce pt. "Goście" i wydaje mi się, że go również oglądałem. Niestety Watkins mam wrażenie, że gdzieś zgubił pomysł na film. Fabularnie bohaterowie są czasem jak dzieci, podejmują tak głupie decyzje, że aż sami mami ochotę ich trzepnąć żeby się ogarnęli. Nie wiem, może produkcja miała być typowo na rynek amerykański, gdzie przeciętny widz nie będzie się doszukiwał sensu fabuły. Ogólnie wiadomo, że włoskie widoczki zawsze się sprzedadzą i obronią, angielska wieś również przepięknie wygląda w kadrze, ale co więcej? Nie samym planem filmowym żyje widz, choć super kadry często są w stanie sprzedać produkcję i trochę załatać niedociągnięcia. A co z bohaterami? Jak radzą sobie aktorzy? Jedna odpowiedz - James McAvoy! Chyba tylko i wyłącznie on ciągnie ten film, nie odbierając pracy innych aktorów, ale zachowanie Paddy'ego, jego uśmieszki, przesadzone emocje i wygląd bardziej strongmena niż miłego lekarza z gabinetu, to nęci i kusi widza. Zachowania na granicy dobrego męża z jednoczesnym psychodelicznym wrażeniem mordercy. On kreuje całe zdarzenia, wyciąga fabułę i pnie ją do przodu. Oj tak, Paddy jest bohaterem, który budzi respekt. I na tym chyba koniec plusów, generalnie clou filmu jest uciec i nie dać się zabić temu miłemu facetowi z prowincji. 

    Uważam, że ciekawy pomysł nie poszedł w parze z wykonaniem. Pomysłowo trochę zlatuje mi tu Amytiville, które uważam, że robi wrażenie. Nie Mów Zła ma dobre momenty, ciekawe kadry, ale fabularnie niestety nie dociąga jak mógłby. Miało się czasem ochotę krzyknąć - no wiejcie już stąd! Nawet jeśli wiemy, że postacie na ekranie kina nas nie usłyszą. McAvoy zrobił swoją robotę, wykreował cudownego bohatera, który choć zły jest w stanie nas zainteresować, niestety nic poza tym, a szkoda bo można byłby zrobić fajny film....