Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agnieszka Miela. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agnieszka Miela. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 czerwca 2025

[31] BOOKS: Krew Wilka - Agnieszka Miela

Tytuł - Krew Wilka
Oryginał - Krew Wilka
Seria - Dzieci Starych Bogów
Autor - Agnieszka Miela
Wydawnictwo - Zysk i S-ka
Tłumaczenie - 
Gatunek - fantasy/sci-fi
Data Wydania - 5 marca 2024
Moja ocena - 7/10







Gorszy od milczenia bogów jest czas, gdy ponownie przemówią.
Ziemie Kerhalory pogrążają się w mroku. Karmazynowe Bractwo, ślepo posłuszne woli Jarlego nieświadomie realizuje jego plan, przyśpieszając moment uwolnienia się Fernira. Wystarczy jeszcze, by Żyjący w Przejściu pokierował odpowiednio mocą Ziaren Relenvel, a świat, który wszyscy tak dobrze znali, na zawsze odmieni swoje oblicze.
Aine i Bertam zmuszeni są ostatecznie zmierzyć się z przeznaczeniem, którego nici upletli dla nich Starzy Bogowie. Tym razem nie mogą już przed tym uciec, a za każdą z podjętych przez siebie decyzji przyjdzie im zapłacić najwyższą cenę. Jak wiele będą w stanie poświęcić, by zawalczyć o to, co dla nich najważniejsze? I jaką rolę odegra w tym Cathbad?  

     Trochę się obawiałem sięgając po trzeci i finałowy tom "Dzieci Starych Bogów", bo poprzednie tomy nie zachwyciły mnie zbytnio. Ciężko się trochę patrzy na polską fantastykę - jestem tutaj niepoprawnym optymistą i uważam, że jest wielki potencjał na dobre historie. Może to nie będzie ballada jak "Gra o Tron" czy "Władca Pierścieni", no ale jednak można byłby się czymś poszczycić. 

" Wszyscy mamy swoje demony, ale nie każdemu z nas dane jest się z nimi zmierzyć...Albo lepiej je poznać. "

    Agnieszka Miela zabiera nas po raz ostatni do Kerhalory by zakończyć historię Aine i Bertama oraz rozwikłać historię Ziaren Relenvel. I kurczę mam znów mieszane uczucia - sama otoczka, okładka prezentuje się naprawdę super. Krew Wielka jak dla mnie ma najlepsze obramowanie, ale czy to wystarczy? Finał trylogii zdecydowanie podtrzymuje horror i zamordyzm poprzedniczek - krwawe opisy tortur czy brutalności świata. Ja to kupuję. Serio. Takie lektury chce się czytać, i w tym Miela radzi sobie świetnie. Chcemy poznać dogłębnie ten świat. Niestety wciąż mam problem z bohaterami - nie tylko Aine i Bertam mnie momentami irytują czy nie rozumiem ich pobudek. Tak również cała tajemniczość Cathbada w pewnym momencie zaczęła mnie nudzić. Podtrzymywanie napięcia jest ważne, ale trzeba umieć to zrobić w dobrym i ciekawym guście. Zdecydowanie w tej części świeci postać - Jarly. Od początku jest to okropny bohater i autorka w żadnym momencie nie próbuje go tłumaczyć, że jest zły bo miał trudne dzieciństwo. On jest perfidnym kłamcą i sam się tym szczyci. Mu pasuje taka passa - on chce swoje plany i założenia dowieźć do końca, i jest święcie przekonany, że mu to się uda. Rzadko kiedy dostajemy tak jasno nakreślone złe postacie - nie jest nam go szkoda, nie współczujemy mu. Ba! Powiedziałbym czasami, że nawet mu kibicujemy. 
    Jedyne czego brakowało mi trochę w tej trylogii to takiego pełnego objawienia się kluczowych "Starych Bogów" - od początku jesteśmy świadomi ich wielkich mocy oraz istnienia, ale jednocześnie mam wrażenie, że gdzieś się gubi ta ich boskość. Fernir - nowy bóg, który podporządkowuje sobie Karmazynowe Bractwo oraz Kerhalorę, a o nich tylko słyszymy, że są wielcy, ale odeszli, może powrócą. Chciałbym przeczytać jakoś konkretną wersję ich istnienia, albo po prostu zgubiłem ten wątek...
" Czasami słowa nie są w ogóle potrzebne. Milczenie potrafi być równie wymowne. Cisza potrafi napełniać serca własnym szeptem. "

    Krew Wielka jest chyba najlepszą powieścią z całej trylogii - Dzieci Starych Bogów. Uważam, że jest to dość ciekawa, często krwawa historia, warta swojego poznania. Niestety czasami będzie nas nudzić, a droga bohaterów nie zawsze będzie dla nas jasna i klarowna. Aine i Bertama oraz całą paczkę ludzi z Nomander bardzo polubiłem, choć ten koniec nie dla każdego był dobry. Cieszę się, że polscy autorzy coraz częściej sięgają po fantastykę, i myślę, że warto ich wspierać, choć czasami ten pazur w historii by się przydał...

wtorek, 20 maja 2025

[29] BOOKS: Grzechy Ojców - Agnieszka Miela

Tytuł - Grzechy Ojców
Oryginał - Grzechy Ojców
Seria - Dzieci Starych Bogów
Autor - Agnieszka Miela
Wydawnictwo  - Zysk i S-ka
Tłumaczenie - 
Gatunek - fantasy/sci-fi
Data Wydania - 12 lipiec 2022
Moja Ocena - 5/10







Gdy mrok domaga się ofiar, nie chowaj się w mroku. 
Las Śpiących ponownie przemówił. Złożone w nim niegdyś przysięgi nabrały nowej mocy i raz jeszcze wprowadziły chaos w życie potomków Starych Rodów. Jaka tajemnica łączy zwaśnione tuath Wartów i Arminów z Ziarnami Relenvel? Jaki czyn splamił na zawsze duszę Balora?
Wbrew temu, co o nich mówiono, Starzy Bogowie nie opuścili Kerhalory. Echa ich głosów wciąż pobrzemawiają wśród ludzi, splatając się z szeptami demonów, i sieją zwątpienie również w szeregach Karmazynowego Bractwa. Aine, córka Lisa, musi zdecydować, komu zaufać, i ponieść konsekwencje swojego wyboru.. O ile kiedykolwiek go miała. Co jeśli od początku była jedynie marionetką stworzoną przez kapryśną "ciemność"?

    To niesamowite jak można pisać książki o niczym, po niezbyt udanym pierwszym tomie trylogii "Dzieci Starych Bogów" dałem sobie chwilę odpocząć by ułożyć w głowie wydarzenia, zachowania bohaterów i z  trochę świeżą głową ruszyć ku kolejnym przygodom Aine oraz Bertrama. Grzechy Ojców stały się niestety tym co się obawiałem, czyli niezrozumiałą wędrówką bez celu, a nawet jeśli chciałeś go znaleźć, to nie było Ci to dane. 
    Zaczynając ten tom liczyłem trochę może na inny rozwój wydarzeń, na inną dynamikę powieści. Liczyłem, że pióro autorki wyrobi się i będziemy mogli zamazać ten niezbyt udany debiut i pójść dalej w dość ciekawą mitologię słowiańską i świat naszych bohaterów. Mam wrażenie, że tutaj tajemnica była tak budowana, tak podsycana, że czytelnik nie mógł się doczekać finału, ale to niestety nie miało miejsca. nasze tuath porusza się totalnie bez celu po tej mapie, raz tu, raz tam. Nie ma logicznego wyjaśnienia czemu tak często zmieniają położenie. Jakby autorka chciała tylko przedłużyć lekturę, więc bawimy się w skakanie po świecie przedstawionym. Aine i Bertram wciąż moim zdaniem podejmą dziwne decyzje, niby chcą się dowiedzieć prawdy, albo po prostu zachowują się głupio. Rozumiem, że światem rządzą bogowie, ale oni czasami dają się robić jak dzieci. Zero instynktu czy samozachowania. Jedynie Jarly ze swoją świta, Cathbad - Syn Cienia jakoś ratują ten tom. Te ich wątki, owszem czasami przeciągane są dość przyjemne w odbiorze. I głównie po części to trzymało mnie przy lekturze, żeby nie odłożyć książki.
     Wiele opinii o trylogii "Dzieci Starych Bogów" mówiło o krwistych opisach tortur, mroku powieści i ciężkich myślach bohaterów. To zdecydowanie prawda i też jeden z niewielu plusów, jakie można wystawić autorce. Wątek Boorbuk był dla mnie mistrzowski - tak właśnie powinien wyglądać cały ten tom. Miela sprawie operuje opisami, ta brutalność świata przedstawionego mimo wszystko jest "dobra" w odbiorze, ale czy to wystarcza?

     Grzechy Ojców mogłoby być świetna kontynuacją niezbyt udanego debiutu. To jest całkiem przyjemne fantasy, ale mam wrażenie, że to powieść o niczym. Takie przeczekanie żeby trzecim tomem zakończyć historię. Polubiłem naszych bohaterów na swój sposób, nie wszyscy są źli, choć czasami trzeba się nieźle zastanowić co nimi kieruje. Ujęcie naszej mitologii jest dużym plusem, ale mam wrażenie, że wciąż tutaj mamy zbyt wiele minusów. Oby finał trylogii był lepszy, bo póki co jest to parabola czytelnika - od nienawiści do miłości...

czwartek, 24 kwietnia 2025

[28] BOOKS: Śmiech Diabła - Agnieszka Miela

Tytuł - Śmiech Diabła
Oryginał - Śmiech Diabła
Seria - Dzieci Starych Bogów
Autor - Agnieszka Miela
Wydawnictwo - Zysk i S-ka
Tłumaczenie - 
Gatunek - fantasy/sci-fi
Ilość Stron - 480
Data Wydania - 16 marzec 2021
Moja Ocena - 6/10






Kiedy umiera nadzieja, nastaje czas obłędu. Gdy brakuje wybawców - rodzą się szaleńcy!
Wystarczyła jedna noc, by stracili wszystko, co był im najdroższe. Pozbawieni domu i wiary w lepszą przyszłość zdecydowali się poświęcić życie w imię poprzysiężonej zemsty. Jednak ktoś miał wobec nich inne plany.
Aine i Bertam, potomkowie dwóch Starych Rodów, nie mają pojęcia, że ich losy zostały nierozerwalnie złączone z Ziarnami Relenvel - legendarnymi istotami niemal równym Bogom. Nie podejrzewają też, że wyrządzone im krzywdy sa jedynie elementem gry, której stawka jest wyższa, niż ktokolwiek mógłby sądzić. Tym razem bowiem to ludzie zadecydują o wyniku starcia między bóstwami. Czy dokonają właściwych wyborów?

    Agnieszka Miela zabiera nas w podróż do Kerhalory, gdzie stara wiara zostaje zabita w imię nowego Boga - Loriemisthusa. Motyw jest dość znany i powszechnie lubiany, ale znowu dostajemy coś w oparciu o ala naszą mitologię słowiańską i może jestem niepoprawnym optymistą, bo patriotą bym się nie nazwał, ale nasze rodzime fantasy też ma się czym pochwalić i zachwycić. Jak więc debiut Mieli wypada jako wprowadzenie do trylogii "Dzieci Starych Bogów"?
    Aine i Bertam są dziećmi, nastolatkami, o czym niestety zapomniałem w trakcie lektury. Początek książki gdy poznajemy ich jako dzieci, jest zdecydowanie najlepszy, a im dalej w las tym niestety nie idzie nam to zbyt ciekawie. Losy tej dwójki połączone są od początku do końca i tylko idiota nie zrozumie przekazu, nawet gdy jego pragnie śmierci tego drugiego, my wiemy, że ich wątki połączą się znowu, a oni będą musieli wytrzymać swoje towarzystwo. Myślę, że mylące mogło być dla mnie skakanie w czasie przez autorkę - czasami te przeskoki były trochę z dupy, nie do końca wiedziałem o co ma w nich chodzić. To jest mój jeden z największych zarzutów do Śmiechu Diabła. Bohaterowie tak często zmieniali swoje położenie, że czytelnik gubił się co i gdzie się wydarzyło, a często ich nowe miejsca nie miały totalnego sensu i związku z historią. Do powieści jest dołączona mapka, ale szczerze mówiąc dopóki nie padła konkretna nazwa wiadomości czułem się zgubiony. Wprawdzie umiem się posługiwać kierunkami jak północ czy zachód, ale czasami przeskoki w czasie plus tak nagle zmiany kierunku podróży naszych bohaterów były bardzo mylące. Mam wrażenie, że często autorce brakowało jakiegoś pomysłu co dalej w historii, więc cyk - zmiana otoczenia i kilka miesięcy do przodu. 
    Niewątpliwie dobrymi momentami książki jest jej początek, pobyt Aine w Lai Sinen oraz zakończenie pierwszego tomu trylogii. Oraz nie koloryzowanie bohaterów, jeśli to zły charakter to jest nim od początku do końca, bez owijania. Mroczność tej historii jest na swój sposób pociągająca, nie są nam szczędzone opisy tortur ani momenty śmierci. Czytelnik przeżywa je wraz z bohaterami. Postacie z jednej strony mają uszyte charaktery, a z drugiej strony to takie Mary Sue - nigdy nie wiesz co zrobią i jak zareagują bo nie jest to jasno określone. Śmieszyło mnie trochę ukazywanie Bertama, nawet dorosłego jako takiego konia na baby. I chyba na tym koniec z plusami historii, niewątpliwie czuć tutaj debiut, a autorka mam wrażenie, że czasami sama zapędzała się w kozi róg, z którego nie potrafiła jakoś sensownie wybrnąć. 

    Śmiech Diabła jest powieścią z potencjałem, ma naprawdę ciekawą, mroczną historię, nietuzinkowych bohaterów - choć niektórych charaktery należało by dopracować, bo argument nie bo nie to raczej użyje małe dziecko. Jest trochę błędów fabularnych, za duża jak dla mnie powierzchnia świata przedstawionego, przez co czytelnik nie wie gdzie jest. Debiut Mieli przyjmuję z dozą ostrożności, na pewno sięgnę po drugi tom, ale bez takiej nadziei jak zaczynałem początek trylogii. Jest dobry pomysł, trzeba go tylko dopracować i to naprawdę będzie można postawić wysoko na liście polskiego fantasy...