niedziela, 30 sierpnia 2026

[62] FILM: Escape Room - 2019

Tytuł - Escape Room
Oryginał - Escape Room
Reżyser - Adam Robitel
Produkcja - USA/RPA
Obsada - Taylor Russell, Deborah Ann Woll, Logan Miller, Jay Ellis, Nik Dodani, Tyler Labine
Premiera:
* Polska - 10 maja 2019
* światowa - 4 stycznia 2019
Gatunek - horror
Czas Trwania - 1h 39min
Moja Ocena - 7/10





Sześcioro nieznanych sobie ludzi zostaje uwięzionych w escape roomie. Bohaterowie, aby przeżyć muszą nauczyć współpracować ze sobą. 


   Pamiętam dobrze, że premiera tego filmu oficjalnie w polskim kinie się nie odbyła ze względu na wydarzenia w koszalińskim escape roomie na początku 2019 roku, a sam film trafił później do streamingu. Mimo iż produkcja ma już ładnych parę lat, dopiero ostatnio udało mi się ją obejrzeć. Czasami lubię wracać do „starych” filmów, które mają swój własny, niepowtarzalny klimat. To niezwykle buduje napięcie podczas oglądania.
    Sam też lubuję się w udziale w zabawach w pokojach zagadek, jak jest to nazywane po polsku. Muszę przyznać, że czasami jest niezła adrenalina, gdy nie masz pojęcia, co zrobić, a czas ucieka. Całe szczęście nikt do tej pory nie próbował mnie i moich znajomych zabić. Ogólnie uważam, że mogłaby być to całkiem spoko produkcja, gdyby rozwinięto pewne wątki i zrobiono wprowadzenie do historii. Czułem, że trochę nie wiemy jako widzowie, o co chodzi. Jest grupka ludzi, dostaje zaproszenie i łup - zostają zamknięci w escape roomie i muszą z niego wyjść, nawet za wszelką cenę. Pozostaje pytanie: kto ich zamknął i dlaczego? Jedna odpowiedź, jaką dostajemy, to taka, że jacyś chorzy, bogaci ludzie, których to kręci. Dla mnie osobiście to słabe wytłumaczenie. Adrenalina uderza w nas od samego początku, gdy wchodzi ostatni bohater i drzwi się zamykają. Trzeba działać i to szybko. Wskazówki nie zawsze są jasne, a błędne decyzje kosztują życie naszych bohaterów. Choć jednocześnie od samego początku wiemy, komu uda się przeżyć tę rozrywkę dla bogatych drani. Film jest trochę przewidywalny, choć każdy pokój się różni i potrzeba innych umiejętności, by go przejść. Potem mamy wytłumaczenie, dlaczego oni i że każdy etap ich wędrówki jest przystosowany dla odpowiedniego bohatera, co było fajnym zagraniem. Uważam jednak, że gdyby najpierw pokazano historię naszych graczy, łatwiej byłoby nam zrozumieć te pokoje i dlaczego pewne rzeczy dzieją się tak, a nie inaczej. Byłby to fajny ciąg przyczynowo skutkowy. Ogólnie doczekujemy się w pewien sposób happy endu, o ile można tak to nazwać - to horror, tu nawet przeżycie po czymś tak strasznym nie zawsze zwiastuje, że będzie dobrze. I końcówka nam to zapowiada - kolejną część. Myślę, że chętnie ją obejrzę, ale liczę, że producenci dopracują ją lepiej niż pierwszą.

    „Escape Room” jest typowym horrorem klasy B z zadatkami na dobrą pozycję, ale brakowało mi tutaj pewnego wprowadzenia w historię, a myślę, że to pomogłoby widzom odnaleźć się w przedstawionym świecie. Nie jest to zły film, momentami przewidywalny, ale wciąż potrafiący zaczepić widza na te 1,5 h seansu, by przeżyć ten pokój zagadek i mieć szansę z niego wyjść...

czwartek, 20 sierpnia 2026

[61]BOOKS: Wiarołomca - Hannah Kaner

Tytuł - Wiarołomca
Oryginał - Faithbreaker
Seria - Upadli Bogowie
Autor - Hannah Kaner
Wydawnictwo - Jaguar
Gatunek - fantasy
Tłumaczenie - Jacek Drewnowski
Ilość Stron - 432
Data Wydania - 28 stycznia 2026
Moja Ocena - 9/10






Epickie zakończenie trylogii "Upadli Bogowie", która natychmiast trafiła na 1. miejsce listy bestsellerów Sunday Times.
Nadeszła wojna. Potężni bogowie i śmiertelni bohaterowie stają do ostatecznej walki o władzę. Bogini ognia Hesth prowadzi niszczycielską armię na południe, a jedyną nadzieją świata jest sojusz dawnych nieprzyjaciół przeciwko wspólnemu wrogowi.
Elo nawiązuje niełatwy sojusz z Arrenem - swoim przyjacielem, wrogiem i królem. Teraz każdy z nich musi zdecydować, ile gotów jest poświęcić, aby odwrócić losy wojny.
Inara dołącza do matki na statku Silverswift. Wciąż zmaga się z własnymi mocami i przeznaczeniem.
Kissen zaś - szukając rodziny - staje przed pytaniem, o co i dla kogo tak naprawdę warto walczyć.   

     Minęło trochę czasu, odkąd bawiłem w świecie „Upadłych Bogów” i nie ukrywam, że miałem chrapkę na finał już dawno, ale w tym roku przeżywam jakiś kryzys czytelniczy i zwyczajnie ciężko jest mi się zabrać za czekające lektury. „Wiarołomca” to zakończenie przygód Inary, Kissen, Elo oraz Skediego – naszego boga niewinnych kłamstewek. To także ostateczna bitwa z boginią Hseth oraz jej wyznawcami.

„Ognista bogini była rozpalona do białości, spływały z niej fragmenty ciała, a oczy miała niczym rozżarzone piętna. Nie była już rudowłosą Talicjanką, tylko boginią wojny i śmierci.”

   Na początku zaprzeczę sam sobie, bo powiem, że powieść mi się podobała, ale jednocześnie rozumiem burzę negatywnych opinii o samym finale - według wielu czytelników - najsłabszym z serii. Osobiście uważam, że brakowało mi tu pewnego paliwa u autorki, bo finał, choć sam uważam za ciekawy, to jednak wątkowo toczył się niezwykle wolno, a zakończenie było dość przewidywalne. W sumie nie tylko koniec, ale część wyborów naszych bohaterów mogliśmy przewidzieć już wcześniej i wiedzieliśmy, że właśnie w taki czy inny sposób zareagują. Obawiam się, że zamysłem Kaner był happy end na całościową skalę, co ostatecznie odebrało mu pewnego rodzaju zrozumienie u czytelników. Nie kłamię, że to wciąż dobra porcja fantasy - to nasz ukochany Middren, który poznaliśmy i pokochaliśmy w poprzednich częściach. Lubię pirackie wątki, więc przygody Inary i Kissen czytało mi się niezwykle przyjemnie, gdy były na morzu. Zresztą obie panie od początku miały specjalne miejsce w moim sercu. Kissen jak prawdziwa babka z krwi i kości - bogobójczyni - oraz mała lady Craier, która jeszcze nie pokazała wszystkich asów z rękawa swoich możliwości. Nasz wojenny bohater Elo również ma tutaj swoje więcej niż pięć minut i chyba jemu trzeba podziękować za dobre etosy wojenne oraz wygrane, choć z różnymi skutkami, bitwy. Historia króla Arrena nie była dla mnie zaskoczeniem, zwłaszcza po jednym rozdziale - już wiedziałem, jaki będzie finał. I tu właśnie cholernie szkoda, że autorka podawała nam część rozwiązań już gotowych na tacy - nie było zaskoczenia, co się wydarzy, co niestety diametralnie wpływa na odbiór książki.
     Mimo iż kocham te postacie i ich przygody całym sercem, to uważam, że Kaner nie dowiozła finału trylogii do końca. Owszem, podobały mi się gry polityczne, etosy wojenne czy spotkania z bogami, ale brakowało mi takiego pełnego konceptu. Jakby autorka wpadała na pewne rzeczy dopiero w trakcie pisania, co potęguje wrażenie, że nijakie rozdziały rozdzielają naprawdę dobre czytelnicze wątki.

    Jeśli jesteście fanami „Upadłych Bogów”, to oczywiście zachęcam Was do ostatniej podróży do świata Middrenu, by spotkać naszych bohaterów - myślę, że mimo wszystko zasługują na pożegnanie. To wciąż dobre fantasy, ciekawie skrojony świat i niejednolici bohaterowie. Przygotujcie się jednak na mimo wszystko pewną walkę w czytaniu - nie każda strona zrobi u nas „wooow”, ale pewne postacie i ich cięte języki wynagradzają te wpadki...

niedziela, 9 sierpnia 2026

[60] BOOKS: Zamknięte w Lodzie - Izabela Janiszewska

Tytuł - Zamknięte w Lodzie  
Oryginał - 
Seria - 
Autor - Izabela Janiszewska
Wydawnictwo - Czwarta Strona
Gatunek - kryminał/thiller
Tłumaczenie - 
Ilość Stron - 400
Data Wydania - 06 maja 2026
Moja Ocena - 9/10






Świat milknie pod śniegiem, mróz ścina krew w żyłach, a pod nieskazitelną warstwą bieli kryją się najmroczniejsze sekrety.
Kiedy w zimowym lesie zostaje odnalezione ciało młodej kobiety, Anita Bauer - ambitna technik kryminalistyki, dla której to jedna z pierwszych poważnych spraw - szybko zaczyna wątpić w oficjalną wersję wydarzeń. 
W tym samym czasie Maciej Wajda - doświadczony psychotraumatolog - angażuje się w niepokojącą historię mężczyzny cierpiącego na poważną lukę w pamięci. Gdy tajemniczy pacjent zaczyna podejrzewać, że w czasie którego nie potrafi sobie przypomnieć, mógł dopuścić się zbrodni, Wajda musi się zmierzyć nie tylko z cudzymi wspomnieniami, ale również własną przeszłością.
Dwie historie. Jedna tajemnica. I lód, w którym zamknięta jest prawda. 


  My, Polacy, to jednak potrafimy w kryminały! Nie jest to moje pierwsze spotkanie z piórem pani Janiszewskiej i cieszę się, że mogłem poznać kolejną książkę jej autorstwa. „Zamknięte w lodzie” to powieść wielowątkowa, gdzie mnoży się dużo różnych poszlak, a ja już zaczynałem podejrzewać wszystkich po kolei. Finał trzymał mocno, że nie dało się odłożyć książki na bok.

„Powinien uważać na wypowiadane życzenia, bo los niekiedy potrafi być hojny i miewa bardzo czuły słuch.”

    Powieść zaczyna się dość delikatnie, o ile można tak określić kryminał, ale akcja szybko zaczyna nabierać tempa. Niezwykle fajnie wypada tutaj obsada bohaterów od tych, których chcemy poznać bliżej i przejmujemy się ich losami, po takich, znikających z naszego widoku, z czego wręcz się cieszymy. Może sam chciałem wrzucić tu jakieś lovestory, ale wyczuwałem iskrzenie za każdym razem, gdy mieliśmy interakcje pomiędzy Anitą Bauer a Maciejem Wajdą. Tej pierwszej mam nadzieję przeczytać jeszcze jakieś przygody. Jednak wracając do samej historii - wszystko tutaj gra. Od początku autorka utrzymuje dobre tempo akcji, bez zbędnych przedłużeń, ale jednocześnie bez poganiania wątków. Wszystko, co ważne, ma tutaj swój czas antenowy i naprawdę dobrze się to czyta. Nieodkładalna - tak określiłbym tę lekturę już gdzieś po jednej czwartej stron. Mnożąca się ilość pytań zaczynała nas nęcić, a finał nie pozostawił żadnych niedopowiedzeń. Historia jest zakończona od początku do końca. Janiszewska sprawnie kreuje wszystko swoim piórem, czujemy, że przeżywamy te przygody z naszymi bohaterami. Osobiście bardzo czułem się wrzucony w wir historii, co bardzo uwielbiam podczas czytania. Chcę czuć, co się dzieje, poznawać wątki z różnych perspektyw i przede wszystkim chcieć dalej czytać. Kryminał ma to do siebie, że pojawiają się najczęściej morderstwa i różne poszlaki. Fajnie, że autorka nie koloryzowała tego, co pisze - jak coś miało być krwawe i ciężkie, to takie właśnie było.
    Janiszewska stworzyła bardzo realistyczną historię, która wciąga czytelnika już od pierwszych stron. Od leśnego morderstwa po tajemniczego pacjenta u psychologa. Tu każde słowo, każdy ruch coś wnosi nie tylko do życia postaci, ale jednocześnie do rozwiązania zagadki. Finał został napisany naprawdę mistrzowsko. Nie czujemy, że coś zostało pominięte. Mimo wielu pytań od początku dostajemy wyjaśnienia wszystkich nurtujących nas rzeczy i za to duży plus dla autorki.

„Zamknięte w lodzie” to kolejna dobra pozycja na naszym rodzimym rynku. Gdy pozostałe gatunki książek naszych autorów nie zawsze dowożą, to wiemy, że kryminały nas nie zawiodą. Janiszewska staje się coraz bardziej rozpoznawalnym nazwiskiem w tym świecie i dobrze, bo umie stworzyć super historię, utrzymać czytelnika i sprawić, by nie chciał odłożyć lektury nawet na moment.