Tytuł - Resident Evil
Oryginał - Resident Evil
Reżyser - Zach Cregger
Produkcja - Czechy/Francja/USA/Niemcy
Obsada - Austin Abrams, Zach Cherry, Kali Reis, Johnno Wilson, Paul Walter Hauser, Emily Piggford
Premiera:
* Polska - 18 września 2026
* światowa - 16 września 2026
Gatunek - horror
Czas Trwania - 1h 35min
Moja Ocena - 9/10
Awaria laboratorium Umbrelli powoduje niekontrolowane uwolnienie wirusa. Mieszkańcy Raccon przemieniają się w bezlitosne, krwiożercze istoty. Bryan, przypadkowy świadek katastrofy, zostaje uwięziony pośrodku chaosu miasta.
Kto choć raz w swoim życiu nie słyszał o cyklu „Resident Evil”, niech pierwszy rzuci kamieniem. Już jako dziecko, oglądając tego typu filmy z rodzeństwem, wiedziałem, że to będzie jeden z moich ulubionych gatunków filmowych, i tak się stało. Jednocześnie mam wrażenie, że w 2026 roku tych horrorów jest mniej, bądź ja też rzadziej uczęszczam do kina, ale mimo wszystko uważam, że jeśli już pojawi się takowy film, to jest w dechę.
Pierwsze skojarzenie po wyjściu z seansu było takie - to była trochę gra, choć my, jako widzowie, nią nie sterowaliśmy. Nasza historia zaczyna się normalnie, jak zawsze, są poruszane inne wątki i nagle bum - lądujemy w centrum niezłego syfu. I jakoś musimy się z niego wykaraskać. Od pierwszej słabej broni, od pierwszego łatwego przeciwnika, stopniowo poruszamy się po wątku fabularnym ciągle do przodu. To jest tak świetnie zaplanowany mechanizm, że byłem wciągnięty w historię od pierwszej sekundy. Tę produkcję naprawdę fajnie się ogląda. Jako fan gier o zombie, takich jak właśnie „Resident Evil” czy „Dead Island”, czułem cały ten klimat - w zachowaniu bohatera, próbach walki i dalszej ucieczce, bo gdy jeden sposób nie działa, szukamy kolejnego bądź decydujemy się na wolniejsze kroki, które popchną nas dalej w fabule. Austin Abrams naprawdę daje radę i jego rola jest fenomenalnie napisana i zagrana. Wierzymy mu od samego początku i kibicujemy. Jest bardzo autentyczny i zdeterminowany, by zawieźć przesyłkę do samego końca. Tutaj świetnie odnajduje się scena z windą na dwudzieste któreś piętro oraz przejście z wieży A do B i dalej w górę. Cudownie odnajdujemy się również w planie zdjęciowym - zdjęcia zrobiono w Czechach oraz Australii. Uważam, że tutaj wszystko gra. Nasz bohater brnie do przodu bez względu na sytuację dookoła, a im dalej w las, tym level niebezpieczeństwa drastycznie wzrasta. Jedynie do czego mógłbym się przyczepić - za mało mi horroru w tym horrorze, ale nie jestem krytyczny. Teraz, na nowej fali pisania horrorów, unika się jump scare’ów co pięć sekund, a produkcje mają złożoną fabułę. Po prostu, pamiętając gry, liczyłem momentami na większą jadkę.
„Resident Evil” to kolejny świetny horror tego roku. To wręcz przepisanie gry 1:1 na film dało super efekt, bo gracze na pewno czuli się ukontentowani, pamiętając system gier, a postronny widz widzi coś nowego, czego wcześniej nie było. To naprawdę dobry horror, który na nowo opisuje znaną wielu korporację Umbrella. Jestem ciekaw, czy powstanie kolejna część w podobnym klimacie, bo jeśli tak, to jeden sprzedany bilet na pewno już mają!
