poniedziałek, 9 lutego 2026

[47] FILM: Oszukać Przeznaczenie - 2000

Tytuł - Oszukać Przeznaczenie
Oryginał - Final Destination
Reżyser - James Wong
Produkcja - USA/Kanada
Obsada - Devon Sawa, Ali  Larter, Kerr Smith, Kristen Cloke, Daniel Roebuck, Tony Todd, Sean William Scott
Premiera:
* Polska - 20 października 2000
* światowa - 16 marca 2000
Gatunek - horror
Czas Trwania - 1h 38min
Moja ocena - 7.5/10





Przed startem samolotu młody mężczyzna doświadcza wizji, w której giną wszyscy pasażerowie. Przeczucie powoduje, że chce ich ostrzec, lecz zostaje usunięty z pokładu. 


    Oszukać Przeznaczenie dla niektórych to totalny pastiż, a reszta powie, że to klasyka gatunku. Mi zdecydowanie bliżej do tej drugiej grupy. Od dzieciaka uwielbiałem horrory, a właśnie z tą serią kojarzy mi się z dzieciństwem gdy spędzałem czas ze starszym rodzeństwem. Serie - Piła, Oszukać Przeznaczenie, Underworld czy Resident Evil, to te produkcje oglądałem kiedyś i teraz również chętnie do nich wracam.
    Gdy przed startem lotu Alex doznaje wizji, że wszyscy zginą, wpada w panikę, w wyniku której wraz z grupą znajomych zostaje usunięty z samolotu. Chwilę później maszyna rzeczywiście się rozbija  - chyba nikt nie chciałby mieć takiego przeczucia w swoim życiu. W konsekwencji uniknięcia śmierci chłopak wraz z przyjaciółmi trafia na sam szczyt listy Śmierci, przypadku bądź złego losu. Kiedy dochodzi do kolejnych dziwnych wypadków, grupa postanawia zewrzeć szyki i spróbować uratować się z tej patowej sytuacji. Obecnie o tej produkcji często mówi się jako o słabej czy przereklamowanej, ale bądź co bądź mówimy o wczesnych latach 2000. Hollywood nie było jeszcze wtedy nastawione na wielkie, widowiskowe efekty specjalne i gigantyczne produkcje. Niemniej jednak uważam ten film za totalną klasykę i późniejszy wzór do naśladowania dla kolejnych tytułów. Mimo swoich wad okazał się hitem i doczekał się następnych części, które przyciągały rzesze widzów i na stałe wpisały się w popkulturę. Owszem, mogę się zgodzić, że część nieszczęść spadających na bohaterów jest zbyt mocno „podreżyserowana”, co nieco odbiera całości tajemniczości i autentyczności. Z drugiej strony - to wczesne lata 2000 i cały film idealnie się w ten okres wpisuje. Bohaterowie podejmują momentami dziwne i niezrozumiałe dla nas decyzje, ale w końcu są nastolatkami, których goni Śmierć - jak inaczej mieliby się zachowywać? Produkcja nie jest przesadnie długa, stanowi swego rodzaju otwarcie całej hitowej serii i doczekała się nawet wielu alternatywnych zakończeń. Dla mnie była i pozostanie klasykiem gatunku - i mimo iż ma ćwierć wieku wciąż jest to film budzący skrajne emocje.

    Memento mori - tak najlepiej można podsumować losy bohaterów tej historii. Nawet jeśli wydaje ci się, że odkryłeś kod na względną nieśmiertelność, pamiętaj, że Śmierć jest swoim własnym Panem i nie tak łatwo ją przechytrzyć. Oszukać Przeznaczenie nie jest kinem wysokich lotów, ale zapoczątkowało trend, który do dziś jest powielany. Być może przez pryzmat „dobrych czasów” dzieciństwa patrzę na ten film przez różowe okulary, ale dla mnie to stary, dobry klasyk gatunku.

poniedziałek, 26 stycznia 2026

[46] Serials. - Na Marginesie

Tytuł - Na Marginesie
Oryginał - Wayward
Reżyseria - Mae Martin/Ryan Scott
Obsada - Mae Martin, Toni Colette, Sarah Gadon, Alyvia Alyn Lind, Sydney Topliffe, John Daniel, Patrick J. Adams
Produkcja - USA/Wielka Brytania/Kanada
Premiera:
* Polska - 25 września 2025
* światowa - 25 września 2025
Gatunek - thiller/psychologiczny
Ilość serii - 1 (8 odcinków)
Moja ocena - 8.5/10





W Tall Pines nic nie jest takie, jakie się wydaje. Po próbie ucieczki z akademii dla "sprawiających problemy nastolatków" dwie uczennice łączą siły z nowo przybyłą policjantką, odkrywając mroczne i głęboko zakorzenione tajemnice miasteczka.

    "Na Marginesie" to kolejna propozycja Netflixa, obok której nie da się przejść tak obojętnie jakby się chciało. Na świeżo po seansie stwierdzam, że choć szalone to było to bardzo dobre. Małe miasteczka i lokalne społeczności skrywają najwięcej tajemnic i sekretów. Wbrew zapewnieniom, nie wszystko złoto co się świeci.
    Tall Pines od początku robi na nas złowieszcze wrażenie, tak samo jak Derry z kultowego horroru Kinga, po prostu wiemy, że coś tu nie gra. Dwie sprawiające problemy nastolatki zostaną wrzucone na głęboką wodę, do szkoły, która choć z nazwy - nią nie jest. Dość osobliwa dyrektorka i nauczyciele, którzy dla mnie mają wypisany mord w oczach. To żadna próba resocjalizacji młodych ludzi, którzy pobłądzili -  to istna walka by złamać ich po raz kolejny i kolejny, a przede wszystkim by nastawić ich przeciw sobie. I ten plan gra, dopóki w szkole nie pojawia się Abbie, a potem za nią Leila. Można ująć, że to klasyczny przypadek - przyszli nowi z wielkiego miasta i zniszczyli lokalną społeczność. Wraz z dziewczynkami w mieście pojawia się Alex i Laura, która spodziewa się dziecka. Ta druga, to absolwentka i niegdyś faworyta Evelyn - szefowej placówki. Toni Collette, którą miałem przyjemność już widzieć parę razy na ekranie - jako istne guru całego miasteczka, jest niesamowita. To ona tutaj gra główne skrzypce i rozdaje karty. Jest bezwzględna, niecierpliwa i nie cofnie się przed niczym żeby dostać to co chce. Jest to też świetne pokazanie sekty, ich metod postępowania oraz metodyki społecznego rządzenia. Grasz z nami, a zrobimy wszystko by cię ochronić. Dosłownie wszytsko. Szczególnie widać to w końcowych odcinkach, gdzie również poznajemy historię Evelyn - jak zaczynała, a gdzie skończyła. Świetnie sprawdzają się tutaj również dziewczyny grające role Abbie i Leily, młode, zagubione i załamane. Ciekawie rozpisana historia Leily, którą Evelyn mianuje niejako jako swoją faworytę. Czy podobnie jak Laura ugnie się mocy guru? Czy przezwycięży swój strach i zawalczy o siebie? Czy psychodelia związana z szkołą złamie ją po raz kolejny? 
    Całość ogląda się dość dobrze, od szalonej lokalnej społeczności, po policjanta próbującego pomóc uczniom i zawalczyć o swoją rodzinę, która wkrótce będzie miała nowego członka. Tutaj każdy bohater niesie jakiś ból, każdy jest innym psychologicznym przypadkiem, co pokazuje nam przeróżne spektrum emocji i doświadczeń. Jesteśmy wciągnięci do tego świata, nawet jeśli akcja dzieje się w zaledwie kilku budynkach. Wszystko jest zgrane tak dobrze, że chcemy więcej i więcej. Niestety brakuje mi pewnej klamry zamykającej tę historię - może doczekamy się drugiego sezonu, ale pewne wątki nie są wyjaśnione. Po finale, zdecydowanie za krótkim, zostajemy z większa ilością pytań niż na samym początku.

   "Na Marginesie" to bardzo dobry miniserial, i muszę przyznać, że trochę nie rozumiem tych niskich ocen. To świetnie zrealizowana opowieść o sekcie i psychodelii małego miasteczka. To ciekawa mieszanka charakterów oraz brutalności świata. Tutaj żadne działanie nie pozostaje bez konsekwencji w przyszłości. Zastanów się dobrze nim zdecydujesz się wysłać dziecko do Akademii Tall Pines...