czwartek, 26 lutego 2026

[49] FILM: 28 lat później. Świątynia Kości - 2026

Tytuł - 28 Lat Później. Świątynia Kości
Oryginał - 28 Years Later: The Bone Temple
Reżyser - Nia DaCosta
Produkcja - USA/Wielka Brytania
Obsada - Ralph Finnes, Cillian Murphy, Jack O'Connell, Emma Larid, Alfie Williams, Chi Lewis-Parry 
Premiera:
* Polska - 16 stycznia 2026
* światowa - 14 stycznia 2026
Gatunek - horror
Czas Trwania - 1h 49min
Moja Ocena - 7.5/10





Kelson staje wobec katastrofy mogącej odmienić świat, a Spike wpada w pułapkę Jimmy'ego. W Świątyni Kości to nie zarażeni, lecz okrutni ocalali okazują się największym zagrożeniem.


    28 Lat Później. Świątynia Kości to kontynuacja produkcji z 2025 roku. Po raz kolejny spotykamy Doktora Kelsona oraz Spike’a w apokaliptycznym świecie. Mimo iż film określany jest jako horror, skłaniałbym się raczej ku postapokaliptycznemu thrillerowi. Więcej tu sekt i mitów niż czystego strachu - ale może właśnie tak wygląda nowa odsłona gatunku?
     Fabuła ponownie koncentruje się wokół Kelsona, który próbuje odnaleźć lek mogący ocalić świat, podczas gdy Spike podróżuje z Jimmy’m i jego ekipą. Niestety młodszy bohater nie ma szczęścia - wszelkie próby ratowania siebie samego kończą się fiaskiem. Podążając za grupą dowodzoną przez charyzmatycznego, lecz wyraźnie narcystycznego i impulsywnego Jimmy’ego, który przemoc traktuje jak podstawowe narzędzie władzy, nastolatek musi odnaleźć w sobie siłę i zdecydować, jaką drogę chce wybrać. Czy walczyć, czy - mówiąc kolokwialnie - brać nogi za pas. Pomaga mu w tym jedna osoba z grupy, pieszczotliwie nazywana Jimmimą. Relacja między nimi musi jednak pozostać tajemnicą - inaczej oboje sprowadzą na siebie jeszcze większe niebezpieczeństwo. Czy uda im się przetrwać? W tym duecie znanych już postaci wydaje się, że to Doktor Kelson ma więcej szczęścia… przynajmniej do pewnego momentu. Ostatecznie bowiem z finałowego starcia w Świątyni Kości tylko jedna osoba wychodzi żywa. Podoba mi się, że znów poruszamy się po dobrze znanym świecie - choć z nową osobą za sterami - wciąż jest to ta sama, charakterystyczna post apokaliptyczna rzeczywistość z wszechobecnym wirusem à la zombie. Film oferuje piękne ujęcia świata po katastrofie, a także subtelne pokazanie brytyjskiego klimatu małych wiosek i domków. Między dramatyczne wydarzenia wpleciono też specyficzny humor, który zaskakująco dobrze współgra z całą koncepcją historii. Na ekranie oglądamy świetnie dobraną obsadę -  od Ralpha Fiennesa, który totalnie nas tutaj zaskakuje - mam na myśli scenę z  końcówki, gdzie wykorzystano utwór Iron Maiden, poprzez piekielnie szalonego Jacka O'Connella, aż  na Alfie Williams'ie kończąc. Aktorzy wiernie prowadzą swoje postacie, nie ma momentu, w którym przestalibyśmy im wierzyć.
    Samo "28 Lat Później" można już częściowo uznać za klasykę gatunku. Choć co roku powstaje kilkanaście produkcji o zombie i mogłoby się wydawać, że popkultura jest już nasycona tym tematem, wciąż można stworzyć coś świeżego i angażującego - coś, co przyciąga widza i sprawia, że sale kinowe nie świecą pustkami.

    „Świątynia Kości” kultywuje tradycję serii, a jednocześnie rozdaje własne karty. To nadal gratka dla fanów gatunku i miłośników cyklu - choć opinie bywają podzielone. Być może to kwestia zmiany reżysera? Niezależnie od tego uważam, że ten film ogląda się po prostu dobrze. Premiera w 2025 roku odbiła się szerokim echem i była jedną z najbardziej wyczekiwanych. Tegoroczna kontynuacja również nie przechodzi bez reakcji. Śmiało pretenduje do miana najlepszego filmu serii - a może nawet horroru roku.

poniedziałek, 16 lutego 2026

[48] BOOKS: Czerń - Małgorzata Oliwia Sobczak

Tytuł - Czerń
Oryginał - Czerń 
Seria - Kolory Zła
Autor - Małgorzata Oliwia Sobczak
Wydawnictwo - W.A.B.
Gatunek - kryminał/thiller
Tłumaczenie -
Ilość stron - 448
Data Wydania - 06 maja 2020
Moja Ocena - 9/10






Zło rodzi się w ciemności.
Prokurator Leopold Bilski po sprawie Skalpela zostaje zesłany z Sopotu do prokuratury w Kartuzach. Nie najlepiej znosi tę degradację. Tymczasem Ania Górska błyskotliwie zdaje egzaminy i rozpoczyna pracę jako asesor prokuratorski. Pierwszą poważną sprawą, którą musi się zająć, jest zaginięcie trzynastoletniej dziewczynki. Jeden z tropów prowadzi do Kartuz, gdzie...znika kolejne dziecko. Czy można zacząć od nowa? Jakie upiory kryją się w przeszłości i przede wszystkim: kim jest Potwór z Kartuz? Okazuje się, że malownicze kaszubskie miasteczko skrywa niejedną wstrząsającą tajemnicę. 

    Przyznaję bez bicia, że niecierpliwie wyczekiwałem kolejnych przygód prokuratora Bilskiego w następnej odsłonie serii „Kolory Zła” autorstwa Małgorzaty Sobczak. I po raz kolejny autorka zabiera nas do świetnie wykreowanego świata małego miasteczka, które skrywa własne tajemnice - a właściwie cały kosz sekretów. Tym razem Bilski musi wejść w zupełnie obcy sobie świat, by uratować porwane dzieci. Czy mu się uda? Jak zakończy się polowanie na potwora z Kartuz?
     Nie od dziś wiadomo, że małe miasteczka kryją mnóstwo sekrecików, a ich odkrywanie rzadko bywa przyjemne. Bilski musi przełamać nieufność i butność mieszkańców oraz kolegów z policji, by odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Po niezbyt udanym finale sprawy „Skalpela” zostaje zesłany do Kartuz, gdzie nie jest mu łatwo odnaleźć się w nowej lokalnej rzeczywistości. Tutaj obowiązuje prosta zasada - każdy widział, każdy wie, a obcemu powie, że nie słyszał. Sam pochodzę z małej wioski na Podlasiu, więc doskonale rozumiem ten świat. Jednak praca policji to nie zabawa z nieufnymi mieszkańcami, lecz bezwzględne dążenie do prawdy. Wraz z Bilskim do Kartuz wraca po latach Julita Sarman z synkiem, chcąc zacząć nowe życie po stracie męża. W tym samym czasie Ania Górska prowadzi własne śledztwo w sprawie zaginięcia nastolatki, a tropy prowadzą również do pomorskiego miasteczka, które stanie się finałem ciężkiej i mrocznej historii. Sobczak po raz kolejny kreuje świat, który czujemy niemal fizycznie - stoimy obok bohaterów, przemierzamy ulice, zaglądamy w zarośla. Opisy są szczegółowe i sugestywne, ale nigdy nużące. Wracają dobrze znane postacie, jak Leo czy Górska wraz ze swoją policyjną paczką, pojawia się też cała plejada mieszkańców miasteczka. Może dlatego, że sam dorastałem w podobnej kulturze - „trzeba iść do kościoła w każdą niedzielę, bo co ludzie powiedzą” - doskonale rozumiem bunt młodzieży, która ucieka od rodzin bardziej przejętych opinią innych niż szczęściem własnych dzieci. Poza głównym wątkiem porwań i echem dawnego morderstwa dostajemy także przejmujący obraz kryzysów rodzinnych, które odciskają piętno na charakterach i decyzjach bohaterów. Sobczak bezlitośnie odkrywa karty kościelnego półświatka - zakłamania i obłudy, gdzie wszyscy wiedzą i się domyślają, ale nikt nic nie powie. Bo przecież „na kościół nie można”. I właśnie wtedy z impetem wkracza Bilski ze swoją ekipą, która nie cofnie się przed niczym, by odkryć prawdę. Przetrzepią każdą piwnicę i każdy skrawek lasu, by odnaleźć zaginione dzieci. Po raz kolejny imponuje mi determinacja prokuratora, który mimo że znajduje się w nowej, nieprzyjaznej rzeczywistości, nie boi się ryzyka i sięga po wszystkie asy z rękawa, by doprowadzić sprawę do końca.
    Fabuła tej części jest skonstruowana bardzo solidnie - czytelnik nie odczuwa zmęczenia ciężarem tematu, a wątki poboczne nie wybijają z rytmu. Bohaterowie są z krwi i kości, nie każdy uprzejmy obywatel rzeczywiście życzy ci dobrze, żony milczą, znając sekrety mężów, a matki strofują dzieci, by wypaść lepiej w oczach innych rodzicielek. Czy Kartuzy pozostaną takie same, gdy wszystkie karty zostaną odkryte?

„Dyscyplina… tak, bez dyscypliny w domu jeszcze żaden porządny katolik nie wyrósł.”

    „Czerń” to powieść, którą się pochłania. Chcemy wiedzieć natychmiast, co wydarzy się dalej, a kolejne tropy zmuszają nas do prowadzenia własnego śledztwa. Nie od dziś wiadomo, że małomiasteczkowość bywa większą krainą węży niż wielkie miasta. Podobało mi się również to, że poza głównym wątkiem kryminalnym patrzymy „swoimi” oczami na życie Leopolda i Anny. Tego brakowało mi w pierwszej części - zbyt mało było ich prywatności. Tym razem autorka zaprasza nas także do tego świata. Zdecydowanie polecam -  i czekam na adaptację filmową, której premiera ma odbyć się w tym roku.

poniedziałek, 9 lutego 2026

[47] FILM: Oszukać Przeznaczenie - 2000

Tytuł - Oszukać Przeznaczenie
Oryginał - Final Destination
Reżyser - James Wong
Produkcja - USA/Kanada
Obsada - Devon Sawa, Ali  Larter, Kerr Smith, Kristen Cloke, Daniel Roebuck, Tony Todd, Sean William Scott
Premiera:
* Polska - 20 października 2000
* światowa - 16 marca 2000
Gatunek - horror
Czas Trwania - 1h 38min
Moja ocena - 7.5/10





Przed startem samolotu młody mężczyzna doświadcza wizji, w której giną wszyscy pasażerowie. Przeczucie powoduje, że chce ich ostrzec, lecz zostaje usunięty z pokładu. 


    Oszukać Przeznaczenie dla niektórych to totalny pastiż, a reszta powie, że to klasyka gatunku. Mi zdecydowanie bliżej do tej drugiej grupy. Od dzieciaka uwielbiałem horrory, a właśnie z tą serią kojarzy mi się z dzieciństwem gdy spędzałem czas ze starszym rodzeństwem. Serie - Piła, Oszukać Przeznaczenie, Underworld czy Resident Evil, to te produkcje oglądałem kiedyś i teraz również chętnie do nich wracam.
    Gdy przed startem lotu Alex doznaje wizji, że wszyscy zginą, wpada w panikę, w wyniku której wraz z grupą znajomych zostaje usunięty z samolotu. Chwilę później maszyna rzeczywiście się rozbija  - chyba nikt nie chciałby mieć takiego przeczucia w swoim życiu. W konsekwencji uniknięcia śmierci chłopak wraz z przyjaciółmi trafia na sam szczyt listy Śmierci, przypadku bądź złego losu. Kiedy dochodzi do kolejnych dziwnych wypadków, grupa postanawia zewrzeć szyki i spróbować uratować się z tej patowej sytuacji. Obecnie o tej produkcji często mówi się jako o słabej czy przereklamowanej, ale bądź co bądź mówimy o wczesnych latach 2000. Hollywood nie było jeszcze wtedy nastawione na wielkie, widowiskowe efekty specjalne i gigantyczne produkcje. Niemniej jednak uważam ten film za totalną klasykę i późniejszy wzór do naśladowania dla kolejnych tytułów. Mimo swoich wad okazał się hitem i doczekał się następnych części, które przyciągały rzesze widzów i na stałe wpisały się w popkulturę. Owszem, mogę się zgodzić, że część nieszczęść spadających na bohaterów jest zbyt mocno „podreżyserowana”, co nieco odbiera całości tajemniczości i autentyczności. Z drugiej strony - to wczesne lata 2000 i cały film idealnie się w ten okres wpisuje. Bohaterowie podejmują momentami dziwne i niezrozumiałe dla nas decyzje, ale w końcu są nastolatkami, których goni Śmierć - jak inaczej mieliby się zachowywać? Produkcja nie jest przesadnie długa, stanowi swego rodzaju otwarcie całej hitowej serii i doczekała się nawet wielu alternatywnych zakończeń. Dla mnie była i pozostanie klasykiem gatunku - i mimo iż ma ćwierć wieku wciąż jest to film budzący skrajne emocje.

    Memento mori - tak najlepiej można podsumować losy bohaterów tej historii. Nawet jeśli wydaje ci się, że odkryłeś kod na względną nieśmiertelność, pamiętaj, że Śmierć jest swoim własnym Panem i nie tak łatwo ją przechytrzyć. Oszukać Przeznaczenie nie jest kinem wysokich lotów, ale zapoczątkowało trend, który do dziś jest powielany. Być może przez pryzmat „dobrych czasów” dzieciństwa patrzę na ten film przez różowe okulary, ale dla mnie to stary, dobry klasyk gatunku.

poniedziałek, 26 stycznia 2026

[46] Serials. - Na Marginesie

Tytuł - Na Marginesie
Oryginał - Wayward
Reżyseria - Mae Martin/Ryan Scott
Obsada - Mae Martin, Toni Colette, Sarah Gadon, Alyvia Alyn Lind, Sydney Topliffe, John Daniel, Patrick J. Adams
Produkcja - USA/Wielka Brytania/Kanada
Premiera:
* Polska - 25 września 2025
* światowa - 25 września 2025
Gatunek - thiller/psychologiczny
Ilość serii - 1 (8 odcinków)
Moja ocena - 8.5/10





W Tall Pines nic nie jest takie, jakie się wydaje. Po próbie ucieczki z akademii dla "sprawiających problemy nastolatków" dwie uczennice łączą siły z nowo przybyłą policjantką, odkrywając mroczne i głęboko zakorzenione tajemnice miasteczka.

    "Na Marginesie" to kolejna propozycja Netflixa, obok której nie da się przejść tak obojętnie jakby się chciało. Na świeżo po seansie stwierdzam, że choć szalone to było to bardzo dobre. Małe miasteczka i lokalne społeczności skrywają najwięcej tajemnic i sekretów. Wbrew zapewnieniom, nie wszystko złoto co się świeci.
    Tall Pines od początku robi na nas złowieszcze wrażenie, tak samo jak Derry z kultowego horroru Kinga, po prostu wiemy, że coś tu nie gra. Dwie sprawiające problemy nastolatki zostaną wrzucone na głęboką wodę, do szkoły, która choć z nazwy - nią nie jest. Dość osobliwa dyrektorka i nauczyciele, którzy dla mnie mają wypisany mord w oczach. To żadna próba resocjalizacji młodych ludzi, którzy pobłądzili -  to istna walka by złamać ich po raz kolejny i kolejny, a przede wszystkim by nastawić ich przeciw sobie. I ten plan gra, dopóki w szkole nie pojawia się Abbie, a potem za nią Leila. Można ująć, że to klasyczny przypadek - przyszli nowi z wielkiego miasta i zniszczyli lokalną społeczność. Wraz z dziewczynkami w mieście pojawia się Alex i Laura, która spodziewa się dziecka. Ta druga, to absolwentka i niegdyś faworyta Evelyn - szefowej placówki. Toni Collette, którą miałem przyjemność już widzieć parę razy na ekranie - jako istne guru całego miasteczka, jest niesamowita. To ona tutaj gra główne skrzypce i rozdaje karty. Jest bezwzględna, niecierpliwa i nie cofnie się przed niczym żeby dostać to co chce. Jest to też świetne pokazanie sekty, ich metod postępowania oraz metodyki społecznego rządzenia. Grasz z nami, a zrobimy wszystko by cię ochronić. Dosłownie wszytsko. Szczególnie widać to w końcowych odcinkach, gdzie również poznajemy historię Evelyn - jak zaczynała, a gdzie skończyła. Świetnie sprawdzają się tutaj również dziewczyny grające role Abbie i Leily, młode, zagubione i załamane. Ciekawie rozpisana historia Leily, którą Evelyn mianuje niejako jako swoją faworytę. Czy podobnie jak Laura ugnie się mocy guru? Czy przezwycięży swój strach i zawalczy o siebie? Czy psychodelia związana z szkołą złamie ją po raz kolejny? 
    Całość ogląda się dość dobrze, od szalonej lokalnej społeczności, po policjanta próbującego pomóc uczniom i zawalczyć o swoją rodzinę, która wkrótce będzie miała nowego członka. Tutaj każdy bohater niesie jakiś ból, każdy jest innym psychologicznym przypadkiem, co pokazuje nam przeróżne spektrum emocji i doświadczeń. Jesteśmy wciągnięci do tego świata, nawet jeśli akcja dzieje się w zaledwie kilku budynkach. Wszystko jest zgrane tak dobrze, że chcemy więcej i więcej. Niestety brakuje mi pewnej klamry zamykającej tę historię - może doczekamy się drugiego sezonu, ale pewne wątki nie są wyjaśnione. Po finale, zdecydowanie za krótkim, zostajemy z większa ilością pytań niż na samym początku.

   "Na Marginesie" to bardzo dobry miniserial, i muszę przyznać, że trochę nie rozumiem tych niskich ocen. To świetnie zrealizowana opowieść o sekcie i psychodelii małego miasteczka. To ciekawa mieszanka charakterów oraz brutalności świata. Tutaj żadne działanie nie pozostaje bez konsekwencji w przyszłości. Zastanów się dobrze nim zdecydujesz się wysłać dziecko do Akademii Tall Pines...

wtorek, 20 stycznia 2026

[45] BOOKS: Czerwień - Małgorzata Oliwia Sobczak

Tytuł - Czerwień
Oryginał - Czerwień
Seria - Kolory Zła
Autor - Małgorzata Oliwia Sobczak
Wydawnictwo - W.A.B.
Gatunek - kryminał/thiller
Tłumaczenie -
Ilość Stron - 384
Data Wydania - 4 września 2019
Moja Ocena - 8/10






W połowie lat 90. w Sopocie dochodzi do tajemniczej zbrodni... Ginie dziewczyna, a jej ciało zostaje przez sprawcę nietypowo okaleczone. Osiemnaście lat później Trójmiastem wstrząsa informacja o bliźniaczo podobnej sprawie.
Małgorzata Oliwia Sobczak jako autorka powieści kryminalnej zaskakuje i zachwyca, śmiało konkurując z najlepszymi polskimi twórcami kryminału.

    Może wyjdę trochę na ignoranta, ale oglądając adaptację powieści na jednej z platform streamingowych jakoś mi umknęło, że to jest na podstawie książki. Potem w księgarni się na to natknąłem i postanowiłem przeczytać pierwowzór. Zdecydowanie nie żałuję.
" W kryminalistyce wszelkie zbiegi okoliczności są nieprzypadkowe. To uporządkowana sekwencja, która pomaga zinterpretować wydarzenia".
    Czerwień toczy się w dwóch liniach fabularnych - pierwsza to wydarzenia z tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego piątego  roku, a drugie to akcja osiemnaście lat później. Obie linie jednak się przecinają, niejako uzupełniają i jak można się domyślić z opisu - dotyczą wspólnej sprawy. Gdy na plaży zostaje znalezione ciało, a twarz zmarłej jest oszpecona w podobny sposób Leopold Bilski w pewnym momencie musi brać sprawy w swoje ręce by znaleźć przestępcę obecnej i poprzedniej zbrodni. Nie ulega wątpliwości, że perspektywę lat dziewięćdziesiątych czyta się lepiej - Trójmiasto i tamtejsi bohaterowie, choć po części są tłem i głównym wątkiem. Mimo iż raz w swoim życiu byłem nad polskim morzem, to zdecydowanie podczas lektury czułem jakbym stał obok bohaterów i poruszał się miastem wraz z nimi. Sobczak niezwykle trafnie kreuje bohaterów, relacje rodzinne czy popularną w tamtych czasach mafię jak również codzienne policyjne życie - jako laik w tych sprawach jestem w stanie uwierzyć, że tak to właśnie działa, a to właśnie powinien czuć czytelnik - wierzyć w historię oraz jej bohaterów. Oczywiście brakuje czasami pewnego pędu w akcji, pewne sprawy mogłyby być  przyśpieszone, ale te prawie czterysta stron lektury pożeramy w dość przyjemnym tempie. Podoba mi się te stopniowanie napięcia, fałszywe tropy, które podrzuca nam autorka. Sami chcemy odkryć prawdę, a stopniowe napięcie gdy już wydaje nam się, że mamy sprawcę podbija historię. Gdzieś chyba w połowie lektury poniekąd domyśliłem się finałowego zakończenia, ale w niczym nie przeszkodziło mi to żeby dalej z zaciekawieniem eksplorować wątki "Czerwieni". Wszystko jest tak dobrze skondensowane, że w momencie finału jesteśmy zajarani, chcemy wiedzieć jak to się zakończy, choć czasami przechodzi nam przez głowę myśl - aj, głupiutka!
    Niezwykle ciekawie czytało się również rozwój postaci, i tutaj duże boom należy do Ani Górskiej, początkowo cichej asystentki Bilskiego, ale jak się potem okazuje - ta kobieta ma jaja. Interesująca jest również Helena Bogucka, matka zamordowanej osiemnaście lat temu dziewczyny. To opis kobiety silnej, ale jednocześnie w ciągłej żałobie. No i nasz as - Leopold Bilski. Może to nie postać na miarę "polskiego Poirot'a", ale czuć tutaj potencjał. Może gdyby wątki typowo fabularne były rozwinięte bardziej, ale liczę na to w kolejnych tomach.

    "Czerwień" to pierwszy tom serii - Kolory Zła. Bardzo chętnie przeczytam kolejne tomy, bo Leopold Bilski umie nas zaintrygować. Chcemy poznać jego, jak i również sprawy, którymi będzie się zajmował. Osobiście uważam, że polskie kryminały - książki oraz filmy stoją na dość wysokim poziomie, a świetnym przykładem jest tutaj powieść Małgorzaty Sobaczak. Zdecydowanie polecam - szczególnie fanom polskiego Trójmiasta! 😀

sobota, 10 stycznia 2026

[44]BOOKS: Kruczy Cień. Opowiadania - Anthony Ryan

Tytuł - Kruczy Cień. Opowiadania
Oryginał - Stories from The World of Raven's Shadow
Seria - Trylogia Kruczy Cień
Autor - Anthony Ryan
Wydawnictwo - Fabryka Słów
Gatunek - fantasy
Tłumaczenie - Marcin Kiszela
Ilość Stron - 320
Data Wydania - 1 maja 2025
Moja ocena - 9/10






Władza przychodzi w blasku stali i szeptach skrytych w mroku. Zawsze naznaczona jest krwią.
W tym zbiorze  czterech mrocznych opowieści  poznaj losy bohaterów, którzy nie pragnęli wielkości, lecz musieli stawić jej czoła. 
Powrót do świata "Kruczego Cienia" to nie tylko gratka dla wiernych czytelników Pieśni Krwi, Lorda Wieży i Królowej Ognia. To także nowa szansa, by spojrzeć w oczy cieniom, które zawsze czają się za bohaterami. 

   Po raz ostatni powracamy do świata Vaelina Al Sorny. To nasze finalne spotkanie z dobrze znanymi bohaterami - ostatnie uśmiechy, łzy i chwile radości. Anthony Ryan domyka historię „Kruczego Cienia” wyraźną klamrą. Muszę jednak przyznać, że jedynym elementem, którego mi tu zabrakło, był sam Vaelin. Rozumiem, że mamy do czynienia ze zbiorem opowiadań osadzonych w jego świecie, a nie historią skupioną bezpośrednio na Al Sornie, jednak po głównej trylogii zdążyłem się z nim mocno zżyć i brak wyraźnego pożegnania pozostawia lekki niedosyt.
    Ryan po raz kolejny udowadnia, jak sprawnie operuje piórem, a czytelnik z przyjemnością spędza czas z bohaterami, których już dobrze zna. Co prawda nie jestem wielkim fanem dokładania kolejnych części do zamkniętej opowieści, ale tych „dzieciaków” naprawdę polubiłem i chętnie dowiedziałbym się więcej, co u nich słychać. Zbiór składa się z czterech opowiadań, z których każde koncentruje się na innych postaciach znanych z głównego cyklu. Choć ponownie muszę zaznaczyć brak Vaelina, świetnie bawiłem się, śledząc przygody brata Sollisa czy przyszłego Lorda Południowej Wieży. Na kartach książki pojawia się także znany i lubiany (mam nadzieję!) Lord Verniers - kronikarz i swoisty narrator części wydarzeń. Każda z opowieści ma swój własny styl, dostosowany do bohaterów, których dotyczy, jednak wszystkie trzymają bardzo dobry poziom. Ryan skutecznie zatrzymuje nas dłużej w Królestwie i co najważniejsze, my naprawdę chcemy tu zostać. Szczególnie przyjemnie było znów zobaczyć brata Frentisa, jeszcze jako dzieciaka na ulicach Varnishold, oraz poznać jego życie, zanim trafił do Domu Szóstego Zakonu. Dużym plusem jest także obecność brata Sollisa, przewijającego się przez kilka historii. Wszystkie te opowieści chłonąłem z niezmiennym zainteresowaniem. Uważam, że „Kruczy Cień”, choć brutalny, zajmuje bardzo wysokie miejsce wśród współcześnie wydawanej fantastyki. To świat krwawy, ciężki i pozbawiony filtra -  jeśli coś jest złe, to jest złe do samego końca, a właśnie ta szczerość zachwyca najbardziej.

    Zbiór jest krótki i zwięzły  - wystarczy na trzy, maksymalnie cztery wieczory - jednak powrót do znanych postaci i świata sprawia ogromną przyjemność. Ryan jak zawsze pisze lekko i sprawnie, a książkę czyta się niemal sama. Z czystego uwielbienia z chęcią sięgnąłbym po kolejne historie z uniwersum Vaelina. Osobom, które dopiero rozpoczynają swoją przygodę z twórczością Anthony’ego Ryana, polecam jednak sięgnąć po te opowieści dopiero po ukończeniu trylogii - pozwoli to uniknąć spoilerów oraz niezrozumiałych wątków.